czwartek, 27 września 2018

45

zegar stojący na szafce nocnej wskazywał północ, kiedy Théo w końcu wstał z krzesła stojącego przy biurku. nawet nie zorientował się, kiedy piętnaście minut zmieniło się w godziny, płynące nadzwyczaj szybko. w czasie przerabiania notatek Liama zjadł niemal połowę łakoci, które ten mu przyniósł, przez co nie czuł się najlepiej. nie zamierzał jednak narzekać, bo było to bardzo miłe.
uśmiechnąwszy się pod nosem na widok śpiącego opiekuna, brunet złapał swoją piżamę i wszedł z nią do łazienki. zdecydował, że nie ma już siły na branie prysznica, więc po prostu przebrał się, wrzucając brudne ubrania do wiklinowego kosza.
– Liam – zamruczał pod nosem chłopak, kiedy już wrócił do sypialni. – przesuń się, bo będę spał na tobie – zaśmiał się do jego ucha i z czułym uśmiechem popatrzył w zaspane, sarnie tęczówki, które właśnie wyłoniły się spod ciężkich powiek. – przesuń się i najlepiej przebierz – powiedział, przebiegając palcami po jego rozwichrzanych włosach.
szatyn mruknął niezadowolony i podniósł się z materaca, wyciągając ramiona wysoko do góry. dzięki temu, krawędź jego koszulki uniosła się, a zielonooki mógł dostrzec fragment wyrzeźbionego brzucha. zrobiło mu się przez to trochę gorąco, więc pospiesznie odwrócił wzrok i odchrząknął znacząco.
– która godzina? – westchnął zachrypniętym głosem Payne, przecierając palcami powieki. – północ? tylko mi nie mów, że dopiero teraz odłożyłeś książki – warknął niezadowolony, opadając na materac obok młodszego chłopaka. – wiem, że chcesz to zaliczyć jak najlepiej, ale nie możesz się przemęczać
– stwierdził z cichym westchnieniem, przykładając dłoń do jego zaróżowionego policzka.
zielonooki przysunął się do niego z ustami, wygiętymi w podkówkę i niewinnym spojrzeniem. nie zamierzał zarywać nocy, a siedzenie nad notatkami przedłużyło się samoistnie, więc nie miał na to wpływu.
wciąż posyłając starszemu spojrzenia pełne niewinności, usiadł okrakiem na jego udach, a dłonie ułożył na umięśnionych ramionach. liczył na to, że sposób w jaki grzecznie przeprosi, przyniesie dobre efekty. przesunąwszy czubkiem języka po dolnej wardze, przysunął się bliżej do Liama i wsunął palce jednej ręki w jego krótkie włosy. na odpowiedź nie musiał długo czekać, ponieważ ich usta spotkały się ze sobą w połowie drogi w pocałunku pełnym czułości.
 – wybaczysz? – zapytał Théo, łapiąc głęboki oddech, kiedy już przerwał pieszczotę z powodu braku powietrza. – naprawdę nie chciałem – dodał, opierając policzek na ramieniu szatyna i wypuszczając ciepły oddech w kierunku jego szyi. – Liam? – szepnął jeszcze, przyciskając wargi do jego ucha i łaskocząc je lekko.
brązowooki zerknął na niego z rozbawieniem i zmusił do wstania ze swoich kolan. zaraz potem złapał młodszego za biodra i przewrócił na materac, nie hamując przy tym cichego śmiechu. nawet wtedy, gdy w jego stronę zostały posłane spojrzenia mrożące krew w żyłach.
– wybaczę – odpowiedział z rozbawieniem, wsuwając dłoń pod luźną koszulkę młodszego, by znowu poczuć na palcach dotyk jego delikatnej skóry.
Théo zadrżał lekko i opuścił powieki, rozkoszując się pieszczotami, które otrzymywał od swojego opiekuna. przyznał w myślach, że zdecydowanie woli go w wydaniu czułego i miłego, chociaż zimna postawa także była w pewien sposób pociągająca. nie mogąc się powstrzymać, zachichotał do swoich myśli i otworzył oczy, żeby ujrzeć pytające spojrzenie.
– nic, nic – pokręcił głową, podpierając się na łokciach, by mieć lepszy dostęp do warg mężczyzny, wygiętych w uśmiechu. – czy nie powinniśmy się już kłaść spać? – wyszeptał, przesuwając dłonią po swoim karku.
 – chyba masz rację – westchnął brązowooki, niechętnie podnosząc się z materaca. – pójdę już do sie… – urwał, zerkając niepewnie na uniesioną brew młodszego. – no co? po to mam chyba sypialnię, żeby móc w niej spać – wywrócił oczami, krzyżując ramiona na piersi.
 – może i tak, ale dzisiaj nie zamierzam cię nigdzie puszczać – odparł zielonooki, układając się wygodnie na swojej stronie łóżka. – proszę. dobrze wiesz, że za pół godziny i tak do ciebie przyjdę, bo nie będę mógł spać – zauważył i zagryzł dolną wargę, rzucając szatynowi błagalne spojrzenia. – zaoszczędzisz drogi nam obu.
Liam westchnął ciężko, kiedy zdał sobie sprawę, że przegrał tą dyskusję i podszedł do drzwi, żeby zamknąć je na klucz. gdy upewnił się, że do pokoju nie wejdzie nikt nieproszony, zsunął z torsu swoją koszulkę i odłożył ją na oparcie krzesła, a potem tak samo postąpił ze spodniami. nie mógł przy tym nie zauważyć rozchylonych ust bruneta oraz jego rumieńców, jednak nie
skomentował tego nawet jednym słowem.
obaj wsunęli się pod kołdrę i zgasili lampki po obu stronach łóżka. kiedy zapadła ciemność, przez chwilę panowała niezręczna cisza, przerywana skrobaniem pazurków na podłodze oraz szelestem pościeli. jednakże później, gdy wszyscy przyjęli wygodne pozycje, milczenie przestało komukolwiek przeszkadzać.
brunet przymknął powieki i przesunął dłonią po prześcieradle, aż w końcu jego palce natknęły się na skórę starszego. uśmiechając się do siebie, uniósł rękę wyżej i przysunął się do brązowookiego, obejmując go w pasie swoim ramieniem.
głowę ułożył w okolicy szerokiej klatki piersiowej i aż westchnął z rozkoszy, kiedy poczuł przyjemny zapach jego perfum.
– co robisz? – zapytał cicho Payne, otulając skórę młodszego swoim ciepłym
oddechem. – hm, Théo? nagle zebrało ci się na przytulanie? nigdy dotąd tego nie
robiłeś – zauważył trafnie.
speszony chłopak odsunął się od niego pospiesznie i zamrugał powiekami, pod którymi nagle zebrało się trochę wilgoci. nie chcąc, żeby ktoś usłyszał jego serce, bijące nieco za mocno, obrócił się na drugi bok i przycisnął do piersi rąbek kołdry.
– ej… mały, ja żartowałem – powiedział miękko brązowooki, obejmując go ramieniem i przyciągając z powrotem do siebie. – no już, uśmiechnij się – zamruczał do jego ucha i przesunął nosem po szyi, a także odsłoniętym fragmencie ramienia. – słodkich snów.
Théo przełknął głośno ślinę i rozluźnił się w uścisku starszego, pozwalając mu na ponowne wsunięcie dłoni pod koszulkę. sam natomiast dopasował się do ustawienia jego ciała i przytrzymał jego rękę swoją, uśmiechając się niepewnie do samego siebie. wkrótce potem jego powieki zaczęły stopniowo ciążyć, aż w końcu przysłoniły zielone tęczówki, dając mu czas na upragniony odpoczynek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz