środa, 12 września 2018

38

Théo zacisnął usta w wąską kreskę, a dłonie w pięści, odprowadzając wzrokiem swojego opiekuna. stał tak w bezruchu, nie zwracając uwagi na pojawienie się Alexandra w pomieszczeniu czy nerwowe chrząkanie swojego przyjaciela. skupił się raczej na bólu, który nie tylko promieniował z pogłębiających się ran, utworzonych przez ostre paznokcie, ale także serca.
nie mogąc dłużej znieść panującego napięcia oraz łez, cisnących się do oczu, brunet odwrócił się na pięcie i wypadł z salonu. dziwnym trafem, pierwszym pomieszczeniem na jakie trafił, była niewielka łazienka, wyłożona białymi płytkami. na jednej ze ścian wisiało ogromne lustro, w którym – chcąc, nie chcąc – chłopak widział swoje całe odbicie.
położywszy drżące dłonie na krawędzi niedużej umywalki, zamknął oczy i pozwolił pierwszym łzom spłynąć po zaczerwienionych policzkach. poczuł się upokorzony całą zaistniałą sytuacją, chociaż nie był do końca pewny dlaczego. przez chwilę myślał, że może uczucie jest tylko wyolbrzymione, ale nie zdołał zatuszować znajomego palenia w klatce piersiowej.
minęło kilka minut, zanim Théo zdecydował się wyprostować i rozchylić powieki, zlepione łzami. gdy zerknął przy tym na swoje odbicie, zorientował się, jak żałośnie wygląda, przejmując się słowami Liama. przecież od początku wiedział, że szatyn nie darzy go zbyt wielką sympatią, a na zostanie opiekunem zgodził się za pewnie po to, by nie mieć problemu. mimo tego przekonania, brunet pozwolił sobie na rozbudzenie nadziei, że Payne lubi go choć trochę. i teraz boleśnie przekonał się, że wcale tak nie jest.
pociągnąwszy cicho nosem, zielonooki odkręcił kurek, regulujący dopływ zimnej wody, a potem wsunął dłonie pod cienki strumień. po przemyciu twarzy i tym samym pozbyciu się zdradzieckich łez, wytarł mokrą skórę o miękki ręcznik i poprawił granatowy sweterek.
nie chcąc dłużej przeciągać swojej nieobecności, opuścił łazienkę, uśmiechając się tak, jak gdyby nic się nie stało. do salonu wszedł, przeczesując palcami przydługą grzywkę, którą Tim obiecał mu podciąć w ciągu najbliższych dni.
– wybaczcie, sprawa niecierpiąca zwłoki – powiedział z niewinnym uśmiechem, siadając na kanapie obok swojego przyjaciela, który posyłał mu niepewne spojrzenia. – w jakim celu nas tutaj… wezwałeś? – zapytał, nie tracąc radosnego tonu głosu. miał przy tym nadzieję, że jest on doskonale słyszalny z miejsca, w którym znajdował się Liam.
 – sądzę, że się pan tego domyśla, panie Monod – odparł spokojnie Alexander, rozpierając się wygodniej na szarym fotelu. – od momentu odwiedzenia przez pana Świątyni Druidów, nie otrzymaliśmy żadnej informacji na temat wydarzeń, jakie tam zaszły – mówił dalej, wpatrując się w bruneta niezbyt przyjemnym spojrzeniem. – z
panem Warnerem mam do przedyskutowania nieco inne kwestie. jednakże zostawię to na koniec.
Tim i Théo zerknęli na siebie niepewnie, a potem wrócili spojrzeniem do Alexandera, który przyglądał im się spod uniesionych brwi. żadne nie miało pojęcia, jak zinterpretować ową mimikę twarzy, więc po prostu zamilkli, oczekując na rozwój wydarzeń.
– jeśli pozwolicie, chciałbym przeprowadzić te rozmowy na osobności. proszę, panie Monod – mężczyzna podniósł się z miejsca i skinął na Théo, by ten poszedł za nim. – a pan może się bez obaw rozgościć i czuć jak u siebie w domu – dodał, stojąc już w progu.
chłopak skinął krótko głową i wstał razem z brunetem, ściskając jego dłoń w geście pocieszenia. nie wiedział, czego spodziewać się po swojej konwersacji z Alexandrem, ale miał przeczucie, że będzie o niebo przyjemniejsza od tej Théo.
Théo wziął głęboki oddech i przeszedł za starszym mężczyzną do osobnego pomieszczenia. miało ono podobny wystrój, co gabinet, w którym został przyjęty podczas pierwszego dnia w Violet Hill. było przestronne i urządzone minimalistycznie. jedną ze ścian, stanowiły duże okna, zajmujące niemal całą powierzchnię od podłogi do sufitu. w rogu stała skórzana kanapa, a po przeciwnej
stronie biurko, na którym piętrzył się stos różnych papierów.
– proszę, niech pan usiądzie – rzucił Alexander, siadając na swoim fotelu za biurkiem. jego dłonie od razu zostały splecione i oparte na ciemnym blacie, a cała sylwetka pochyliła się do przodu. – zakładam, że nie skończymy zbyt szybko – warknął ostro, marszcząc krzaczaste brwi.
nagła zamiana nastawienia, zbiła z tropu zielonookiego, który niepewnie usiadł na brzegu niewygodnego krzesła. zaczynał się czuć, jak na przesłuchaniu, mającym trwać tak długo, aż nie przyzna się do wszystkich swoich występków.
– co ma mi pan do powiedzenia na temat wydarzeń ze Świątyni? I proszę nie
odpowiadać, że nic. ponieważ obaj wiemy, że dzieje się coś niepokojącego – zaczął od
razu Alexander, podnosząc się z fotela i składając dłonie za plecami.
teraz nie przypominał tego miłego faceta, którym wydawał się przy pierwszym spotkaniu. zielonookiego uderzyło, jak bardzo podobnie zachował się Liam kilkanaście minut wcześniej. nastawienie obu mężczyzn potrafiło zmienić się w mgnieniu oka, kiedy wydawało im się, że tracą nad tym kontrolę. przynajmniej tak wydawało się młodszemu.
– j–ja… – głos bruneta zadrżał niebezpiecznie, kiedy spróbował wypowiedzieć na głos swoje zagmatwane myśli.
mimo tego, że od ostatniej wizyty w Świątyni minęło trochę czasu, to nadal nie zdołał poukładać sobie w głowie tego wszystkiego. nie chodziło tylko o spotkanie z duchami, ale także o to, co wydarzyło się do tej pory i nie zostało w żaden sposób wyjaśnione.
– są niespokojne – zaczął jeszcze raz, spuszczając zielone spojrzenie na swoje kolana, żeby móc się lepiej skupić. – ale to pewnie wie pan od Liama – dodał szybko, słysząc niezadowolone warknięcie gdzieś za sobą. – nie mówiły jakoś wybitnie składnie, tylko cały czas o niebezpieczeństwie i grani…
– dokładnie. masz powtórzyć dokładnie to, co ci wtedy powiedziały – zagrzmiał Alexander, uderzając dłonią o blat biurka. – chyba sobie, chłopcze, nie zdajesz sprawy z tego, jak cenne są dla nas te informacje – syknął, spoglądając na Théo spod zmarszczonych brwi.
zielonooki zacisnął wargi i pięści, podnosząc się powoli z fotela. owszem, w niektórych sytuacjach bał się mężczyzny, ale nie zamierzał pozwalać na obrażanie siebie. doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co mogą dać słowa, usłyszane od duchów, ale nie miałyby one żadnego znaczenia, gdyby dokładnie ich nie przeanalizował i nie przemyślał.
– tak, to pan może mówić do swoich podwładnych, ale na pewno nie do mnie – powiedział z mocą Monod, celując w Alexandra wyciągniętym palcem wskazującym prawej dłoni. – beze mnie i innych pure-blood, byłby pan nikim, czy tak? – zapytał i kontynuował, nie czekając nawet na odpowiedź.
wziąwszy głęboki oddech, pozwolił opaść napiętej atmosferze. kiedy miał pewność, że nikt na nikogo nie naskoczy, odsunął swoje krzesło i podszedł do okna.
jego zielone oczy zaczęły przeczesywać najbliższy teren, w czym drobny chłopak odnalazł dziwne ukojenie.
– jak mówiłem, w kółko powtarzały coś o niebezpieczeństwie – zaczął ponownie, nie patrząc na Alexandra, stojącego za nim i dokładnie przysłuchującemu się każdemu słowu. – mówiły niebezpieczeństwo, strach, zło, granice, niebezpieczeństwo, zło, mrok, siła – powtórzył dokładnie zasłyszane słowa i otworzył usta, żeby mówić dalej. – i… – urwał natychmiastowo, przypominając sobie najwyraźniejsze zdania, którym mimo wszystko nie chciał się z nikim dzielić. – i tak w kółko – zakończył nieco kulawo, mając nadzieję, że nie zostanie przyciśnięty do muru.
ponad charakter. patrzeć ponad charakter. serce ważniejsze. zakołatało w głowie francuza, który uśmiechnął się mimowolnie pod nosem. nieprzyjemne uczucia, kłębiące się w nim od momentu konfrontacji z Liamem nagle zniknęły. odetchnął dzięki temu z ulgą, nie czując już nieprzyjemnego palenia w klatce piersiowej.
– jeśli to już wszystko, to pozwoli pan, że wrócę do salonu – rzucił pospiesznie i ruszył do drzwi, czując dziwną potrzebę porozmawiania ze swoim opiekunem, który prawdopodobnie znajdował się gdzieś w okolicy domu. – poproszę do pana Tima – dodał, zamykając za sobą drzwi.
odnalazłszy drogę do salonu bez najmniejszego trudu, Théo wszedł do środka i posłał chłopakowi delikatny uśmiech. pytanie o przebieg rozmowy zbył machnięciem ręki i poinformował go, że Alexander czeka w swoim gabinecie. od razu poinstruował go,
jak tam dotrzeć. kiedy Tim zniknął  z pomieszczenia, zielonooki rozejrzał się dookoła i poszedł w tym samym kierunku, co Liam, kiedy opuszczał pomieszczenie.
gdy dotarł do tylnych drzwi, zawahał się przez moment, ale nacisnął klamkę i
wyszedł z budynku, szukając wzrokiem szatyna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz