Théo jęknął donośnie i oparł głowę na ramieniu swojego przyjaciela, jednocześnie zatrzaskując książkę. jego myśli były jednym, wielkim bałaganem od samego rana, kiedy zbliżył się do Liama. w ciągu kilku godzin, kiedy nie miał z nim żadnej styczności, doszedł do wniosku, że posunął się trochę za daleko.
siedzący obok niego chłopak wywrócił oczami i odepchnął go jak najdalej, podnosząc się z dotychczasowego miejsca. miękkie włosy opadły na jego czoło, kiedy potrząsnął głową, przymykając – kompletnie tego nie rozumiem – stwierdził, przechadzając się dookoła pokoju. – pocałowaliście się. dobra, on ciebie pocałował… wybacz, nie do końca wierzę tej wersji – wywrócił oczami i trącił butem kolano chłopaka.
ten tylko prychnął w odpowiedzi i skrzyżował ramiona na piersi. obiecał sobie, że więcej nie wspomni o tamtej sytuacji w obecności Tima, żeby nie narazić się na wysłuchiwanie jego analiz. to było zdecydowanie zbyt męczące i nie fair w stosunku do niego, bo przecież nie zrobił niczego złego.
– dobra, może nie jestem całkiem bez winy! – Théo uniósł dłonie w geście poddania i osunął się na podłogę, zaciskając przy tym powieki. – po prostu jakoś tak wyszło, okej? poszedłem rano na spacer na wrzosowisko i on mnie tam jakoś wypatrzył. potem rozbolała mnie szyja, więc ją rozmasował i no… tak mi wyszło, że mnie pocałował – westchnął i mimowolnie uśmiechnął się, ukrywając twarz w dłoniach.
– awwh, czy mały Théosiek się uśmiecha? – pisnął do jego ucha Warner i delikatnie uszczypnął jego policzek. – mały Théo się zakochał – zaświergotał jeszcze, zanim uciekł poza zasięg ramion przyjaciela i posłał mu całusa, idąc do drzwi.
Théo pokazał mu w odpowiedzi środkowy palec i niechętnie podźwignął się z podłogi. po pozbieraniu wszystkich książek, jakie walały się po podłodze i ustawieniu ich na półkach, wszedł do łazienki i umył się pospiesznie, a potem przebrał w piżamę. po kilkugodzinnym zmuszaniu się do czytania informacji, potrzebnych do nadchodzących egzaminów, nie miał siły na absolutnie nic.
przesunąwszy drzemiącego Johna na jego część łóżka, położył się pod kołdrą i wsunął palce w jego ciepłe futerko. światło zgasił dopiero po kilku minutach, kiedy jego ciężkie powieki zaczęły stopniowo opadać. jednakże, gdy tylko to zrobił, senność odpłynęła razem ze wszystkimi wątpliwościami związanymi z Liamem.
minęło kilka godzin, a Théo tylko przewracał się z boku na bok, usiłując zaznać chociaż odrobiny odpoczynku. wkrótce potem nie mógł dłużej wytrzymać bezczynności i zsunął się z materaca, biorąc na ręce swoją fretkę.
– chodź, Johnny, idziemy spać do Liama – wymamrotał, nasuwając na stopy rozsznurowane tenisówki i po ciemku ruszył do drzwi, próbując nie przewrócić się o żaden z mebli. – o ile nas nie wywali przez to, co się stało – westchnął i wyszedł na ciemny korytarz.
zwierzak tylko mruknął w odpowiedzi i umościł się wygodniej w jego ramionach. drzemał tam do momentu, gdy po cichu wsunęli się do pokoju opiekuna. wtedy zeskoczył na ziemię i podreptał do posłania Lokiego, uderzając swoimi pazurkami o drewnianą podłogę.
zielonooki uśmiechnął się pod nosem i uniósł wzrok, tym samym napotykając zaskoczone spojrzenie swojego opiekuna. zarumienił się, widząc ten intensywny wzrok i zamknął za sobą drzwi. czuł się nieco niezręcznie, ale zdawał sobie sprawę, że skoro powiedział A, to musi powiedzieć B.
– hej – powiedział ze ściśniętym gardłem, podchodząc bliżej posłania. – mogę u ciebie nocować? – zapytał z nadzieją i zaraz westchnął, wbijając spojrzenie w swoje stopy. – znowu? o matko, zaraz tu po prostu zamieszkam – zaśmiał się nerwowo i przestąpił z nogi na nogę.
szatyn spojrzał na niego z nieukrywanym rozbawieniem, przesuwając się, żeby zrobić mu miejsce obok siebie. młodszy przyjął to z wyraźną ulgą i wskoczył pod kołdrę, jednak nie odważył się wtulić w niego tak, jak robił to wiele razy wcześniej.
– dziękuję, jesteś wielki – szepnął z uśmiechem, układając głowę na miękkiej poduszce. – uhm, wybacz, że cały czas to robię, ale lepiej śpi mi się tutaj niż u siebie – wymamrotał, nieco zawstydzony, mnąc w palcach brzeg kołdry.
– w porządku, nie przeszkadza mi to – odparł starszy, przesuwając palcami po rozwichrzonej grzywce bruneta i złożył na jego czole delikatny pocałunek. – śpij już, musisz mieć dużo siły, prawda? od jutra chcę cię widzieć przy książkach. mój podopieczny nie może przynieść mi wstydu na pierwszych egzaminach – zachichotał i czubkiem palca trącił jego nos.
Théo prychnął mu cicho i przymknął powieki, przysuwając się bliżej do mężczyzny. wtedy po raz pierwszy przyznał przed samym sobą, że czuje się przy nim wyjątkowo dobrze. i nie chodziło tylko o bezpieczeństwo, jakie dawała mu jego obecność, ale też o przyspieszone bicie serca i ogólny spokój.
– och… – uśmiechnął się do siebie brunet i wtulił twarz w poduszkę, żeby uniknąć pytającego spojrzenia. – nie, nic – powiedział, wywracając oczami, kiedy poczuł palec Liama między swoimi żebrami. – i wiesz, nie zamierzam przynosić ci wstydu – zapewnił, odsuwając się na moment od pościeli, przesiąkniętej zapachem jego perfum.
uśmiechnęli się do siebie, a wkrótce potem zgodnie zadecydowali, że czas zgasić światło. tym który to zrobił był oczywiście Payne, siedzący bliżej wyłącznika. kiedy w pokoju zapanowała ciemność, brązowooki wrócił na swoje miejsce pod kołdrą i przesunął dłonią po pościeli, w poszukiwaniu ciała młodszego.
Théo zachichotał cicho, gdy połaskotał go dotyk znajomych palców i bez zbędnych ceregieli ułożył głowę na klatce piersiowej Liama. znajome bicie serca sprawiło, że w kilka minut wyciszył się, a zmęczenie po całym dniu wróciło do niego ze zdwojoną siłą.
– dobranoc, Liamie – powiedział cicho zielonooki i uniósł głowę, żeby złożyć na rozchylonych wargach szatyna krótki pocałunek. – śpij dobrze – dodał z nikłym uśmiechem, którego świadomy był jedynie on.
nie minęło więcej niż dwadzieścia minut, a obaj spali spokojnie, spleceni w ciasnym uścisku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz