poniedziałek, 12 listopada 2018

60

przekazał Théo tyle ile mógł i został z nim potem jeszcze dość długo. kołysał go w swoich ramionach, gładząc po plecach oraz udzie i składając drobne pocałunki na jego włosach, czole, policzkach. powtarzał, że nie jest sam i zawsze może do niego przyjść, cokolwiek by się działo. chciał by miał tego świadomość. nie chciał by coś skończyło się w niewłaściwy sposób.
godzinę przed kolacją opuścił jego pokój, chcąc doprowadzić się do względnego porządku. wziął więc szybki prysznic. przebrał się w czarne dżinsy i szarą koszulkę przylegającą dokładnie do jego ciała, która podkreślała jego dobrze zbudowane ciało. podciągnął jej rękawy i udał się do sali jadalnej.
odnalazł Théo, który jak zawsze siedział przy stoliku z Niallem oraz Louisem. usiadł naprzeciwko Zayna, z którym wymienił znaczące spojrzenia. zmusił się do zjedzenia czegokolwiek, bo zdenerwowanie zbytnio mu na to nie pozwalało. zerkał na Alexandra, który jadł swój posiłek przy stole z nauczycielami, wyczekując jego znaczącego spojrzenie.
– to dziwne – odezwał się Niall. – Alexander jada z nauczycielami tylko przy specjalnych okazjach. święta, zakończenie, początek roku. co robi tu dzisiaj?
 – a co cię to interesuje, Horan – rzucił Louis, jak zwykle z nutą chłodu w głosie. – może wpadł na spotkanie towarzyskie.
Malik spojrzał spod grzywki na swojego przyjaciela, a ten wcisnął w usta kolejną porcję swojej sałatki i przeżuł. upił łyk soku, choć zdecydowanie wolałby by było to whiskey albo piwo. wesołe rozmowy, które go otaczały, drażniły go jeszcze bardziej niż się spodziewał.
znów zerknął na stół, przy którym siedział jego wuj. dostał od niego znaczące spojrzenie i wiedział, że zaraz zacznie się całe przedstawienie. odłożył sztućce na bok i odetchnął głęboko co nie umknęło uwadze wszystkich przy stole.
– pamiętaj co ci dziś mówiłem – odezwał się ściskając kolano bruneta. – zobaczymy się po kolacji u mnie.
Théo przytaknął, a on wstał od stołu, odprowadzonym zaskoczonymi spojrzeniami Louisa oraz Nialla. przemknął i podszedł do stołu nauczycielskiego. wziął od Alexandra plik kartek, na których został rozpisany harmonogram patroli. stanął za mężczyzną, który klasnął kilka razy w dłonie by uciszyć salę. gdy zapanowała kompletna cisza, przebiegł wzrokiem po uczniach i opiekunach, po czym odchrząknął i zaczął mówić.
– moi drodzy. jak wiecie mrok z każdym dniem rośnie w siłę. coraz więcej demonów zalewa ulice miasta i atakuje wam podobnych, wciąż nieświadomych swych zdolności – jego stanowczy i pewny głos, poniósł się echem po sali, a niektórzy wymienili zdziwione spojrzenia. mężczyzna posłał Liamowi spojrzenie, a ten ruszył między stolikami i zaczął rozdawać harmonogramy. – nastały niebezpieczne czasy. obawiamy się ataku na Violet Hill, dlatego ustaliliśmy harmonogram patroli granic. wraz z nauczycielami uznaliśmy również, że zajęcia zostaną skrócone do trzydziestu minut, a przerwy do dziesięciu. lekcję poranne więc będą zaczynać się o dziesiątej trzydzieści, a nie o dziewiątej. popołudniowe bez zmian zaczynają się od czternastej, ale również zostają skrócone.
– jeśli granice Violet Hill są zagrożone, to sami sobie nie poradzimy – odezwała się ze sali dziewczyna, które włosy były niczym płynna czekolada. patrzyła na harmonogram, który właśnie otrzymała od szatyna.
– proszę się nie martwić panno Collins – uspokoił ją Alexander. – powiadomiłem dziś rano oddziały ISMIO w Irlandii, Francji oraz Włoszech, tak więc na pewno wkrótce do nas zawitają.
– przepraszam, panie Alexander – ze swojego miejsca podniósł się nie kto inny jak Tom. Payne spojrzał na niego bykiem, gdy stanął u boku wuja. – ale skąd pomysł, że granice Violet Hill zostaną zaatakowane? – kilku uczniów poparło go głośno. – nic na to nie wskazuje.
 – w tym roku trafił do nas wyjątkowy pure–blood. mrok wie, że on tu jest i będzie chciał go zabić, bo jest on jedyną osobą, która może mu zagrozić – odparł głośno mężczyzna, stanowczo patrząc na bruneta. – był w świątyni na południowych granicach, gdzie duchy przekazały mu, iż granicom grozi
niebezpieczeństwo. ostatnio, podczas Beltene, miał wizję, w której jasno zobaczył atak na nas. czekaliśmy na tą osobę od wieków. to Potomek Melina – przez jadalnie przeszła fala szeptów podekscytowania, a Liam odnalazł twarz Théo , który pobladł niesamowicie. – to Théodore Monod.
wszystkie oczy zwróciły się w stronę francuza, który siedział z głową spuszczoną na swoje kolana. nie chciał patrzeć na tych wszystkich ludzi. Payne przestąpił z nogi na nogę coraz bardziej się denerwując.
– zabierz go stąd – usłyszał szept wuja przy swoim uchu. nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. przeszedł szybkim krokiem przez salę i wyciągnął dłoń do Théo. chłopak chwycił ją, a on odkrył, że jest okropnie zimna.
objął bruneta w pasie i opuścili salę jadalną. Monod cały czas miał głowę spuszczoną w dół. Liam mocno zacisnął palce na jego talii i ruszyli do jego pokoju. nacisnął klamkę i puścił go przodem, po czym wszedł za nim. i gdyby nie on, Théo prawdopodobnie osunąłby się na ziemię. złapał go jednak w ostatniej chwili i wziął na ręce. ostrożnie ułożył go na łóżku i przysiadł obok. Loki od razu pojawił się po drugiej stronie bruneta, układając łeb na piersi młodszego.
– Théo – odezwał się cicho, lekko klepiąc go po policzkach i próbując ocucić. – Théo. głodomorku, ty mój.
powieki chłopaka zatrzepotały, a chwilę potem wyłoniły się zza nich ciemnozielone tęczówki, które od razu odnalazły sarnie. uśmiechnął się do niego trochę z czułością, trochę z bólem i nachylił, by złożyć czuły pocałunek na jego czole.
– tak mi przykro – wyszeptał drżącym głosem i schował twarz w jego szyi. – tak mi przykro, że to wszystko spotyka akurat ciebie. gdybym mógł zrobiłbym co tylko w mojej mocy, by choć trochę cię odciążyć.
dłoń bruneta przebiegła po jego plecach i zacisnęła się na materiale jego szarej koszuli tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. Liam złożył pocałunek na jego odsłoniętej szyi. chwilę potem Monod wtulił się mocno w swojego opiekuna, uczepiając się go niczym mała małpka. on tulił go i kołysał, póki nie usnął. Loki ułożył się za plecami młodszego mężczyzny, ogrzewając przyjemnie jego plecy, a
szatyn przebiegł palcami przez jego sierść i sam spróbował zasnąć.

czwartek, 8 listopada 2018

59

Théo rozejrzał się niepewnie dookoła i zaraz spuścił spojrzenie na swoje dłonie. obracał w nich niewielki kwiatek, który wyrósł w szczelinie muru, kiedy przystanął w jednym miejscu na dłużej. zamierzał dać go swojemu opiekunowi, jednak nigdzie go nie widział. a mieli spotkać się po zajęciach, które zakończył ponad godzinę wcześniej.
zrezygnowany westchnął cicho i poprawił pasek torby, która zsuwała mu z ramienia. po przemyśleniu wszystkich opcji, jakie miał do wyboru, zdecydował się zajrzeć do Nialla. mimo wszystko potrzebował z nim porozmawiać. i było to bezpieczniejsze, niż włóczenie się po błoniach, zamku czy bibliotece, gdzie mógł go zaczepić każdy.
zostawiwszy swoje rzeczy w sypialni, przebrał się w wygodniejsze ubranie i ruszył w kierunku pokoju Horana. dotarł tam po niespełna pięciu minutach, unikając szerszych korytarzy. najpierw przysunął ucho do drzwi, żeby sprawdzić czy nie ma tam nikogo innego i zapukał donośnie. nie zaczekał na zaproszenie, tylko wsunął się do środka i posłał blondynowi delikatny uśmiech.
– hej, nie przeszkadzam ci? – zapytał nieśmiało brunet, przystając na progu i patrząc niepewnie na starszego. – przepraszam, potrzebuję z kimś posiedzieć. Liama nigdzie nie ma, Tim jest zajęta – dodał, łamiącym się głosem, wbijając paznokcie w wierzch swojej dłoni. – a nikogo innego właściwie tutaj nie znam na tyle, żeby…
brunet uciszył go machnięciem ręki i zsunął się z materaca, odrzucając na bok książkę. jej tytuł świadczył o tym, że nie jest to żaden z podręczników, a raczej romans o tytule „jezioro marzeń”. nie zawracając sobie głowy zaznaczeniem strony, stanął przed przyjacielem i przyciągnął go do uścisku.
– nie smuć się – poprosił niebieskooki, gładząc dłonią zaczerwieniony policzek
Théo. – daj spokój, wszystko jest w porządku – stwierdził, unosząc w górę kąciki swoich ust. – masz ochotę posłuchać muzyki? mam kilka nowych piosenek i myślę, że ci się spodobają – zaproponował, wdrapując się z powrotem na łóżko.
Théo przytaknął cicho i ułożył się obok, zrzucając wcześniej swoje tenisówki.
głowę ułożył na ramieniu starszego chłopaka i wsunął do ucha słuchawkę. ociężałe powieki przymknął, w oczekiwaniu na nadchodzącą melodię. kiedy rozbrzmiała, uśmiechnął się szeroko i wypuścił z ust ciche westchnienie.
– i jak? – zagadnął Niall po dłuższej chwili milczenia, lustrując go uważnie swoim błękitnym spojrzeniem. – a nie mówiłem, a nie mówiłem – zanucił zadowolony z siebie, kiedy otrzymał aprobującą odpowiedź.
Théo wywrócił oczami w odpowiedzi i podniósł się do siadu. od leżenia w niewygodnej pozycji rozbolały go plecy, więc potrzebował przeciągnąć się mocno. towarzyszył temu przeciągły jęk, przerwany w połowie przez donośnie pukanie do drzwi.
– proszę! – krzyknął Horan, wsuwając dłonie w swoje włosy, które i tak już były zmierzwione. – och, cześć Liam – powiedział nieco speszony, patrząc w sarnie oczy Payne’a i odsunął się nieco od bruneta.
– hej – skinął głową szatyn i utkwił spojrzenie w swoim chłopaku, zagryzając dolną wargę. – szukałem cię, głodomorku – powiedział, a jego ton stał się miękki i pełen troski. – przepraszam za spóźnienie? – rzucił z mniejszą pewnością siebie.
w odpowiedzi otrzymał niezadowolone prychnięcie. zielonooki zszedł niezgrabnie z materaca i nasunął na stopy trampki. pożegnawszy się z przyjacielem, mocno chwycił Liama za rękę i pociągnął w kierunku swojej sypialni. tym razem nie zawracał sobie głowy wymyślnymi okrążeniami zatłoczonych miejsc. jego mina i tak odstraszała wszystkich.
Théo wpadł do pomieszczenia i zatrzasnął drzwi, strasząc tym Johna, wygrzewającego się na parapecie. nie dając starszemu dojść do słowa, stanął na palcach i złączył ich wargi w czułym pocałunku. zamknąwszy oczy, ułożył dłonie na silnych ramionach i zacisnął na nich swoje palce.
– stęskniłem się – szepnął Théo, odsuwając się o kilka kroków i nagle zmarszczył brwi, rzucając opiekunowi niezadowolone spojrzenie. – piłeś – bardziej stwierdził niż zapytał, krzyżując ramiona na piersi.
brązowooki uniósł lekko brew i przysunął się, układając dłonie na jego krągłych biodrach. chciał coś powiedzieć, prawdopodobnie wytłumaczyć się, ale przerwało mu niezadowolone warknięcie.
– jest środek dnia! – sapnął brunet, odtrącając jego dłonie. – i właściwie dlaczego piłeś? a z resztą nieważne, nie odpowiadaj. ale wiedz, że mi się to nie podoba – tupnął nogą, wyglądając przy tym jak dziecko, któremu zabrano lizaka.
przepełniony wściekłością, przemaszerował przez pokój i zamaszystym ruchem strącił z biurka trzy książki. nie odzywając się więcej ani słowem, stanął przy oknie, odwrócony tyłem do Liama, ścisnął w drżących dłoniach brzeg swojej koszulki.
jego dolna warga drżała niebezpiecznie, zwiastując płacz, jednak w porę go powstrzymał.
czując, jak cała złość ulatuje w przeciągu kilku sekund, Théo przysiadł na parapecie i podciągnął kolana do klatki piersiowej. zanim objął je ramionami, na jego kolana wdrapał się John i pisnął pocieszająco, przesuwając szorstkim językiem po zaczerwienionych policzkach właściciela. chłopak uśmiechnął się, przebiegł palcami przez miękkie futerko i pozwolił zwierzakowi owinąć się dookoła swojej szyi.
– Théo, kochanie, nie złość się – poprosił Payne, po kilku minutach kompletnej ciszy, i przysiadł po przeciwnej stronie parapetu.
– przepraszam – szepnął Théo, a po jego policzku spłynęła samotna łza, którą otarł pospiesznie. – nie jestem zły na ciebie. po prostu… to wszystko się na mnie zwaliło i już zacząłem się gubić. i te wszystkie emocje potrzebowały ujścia, przepraszam, że padło na ciebie – załkał, owijając swoje chude ramiona wokół jego szyi.
– ćśśśś, już w porządku – szatyn przyciągnął go na swoje kolana i objął mocniej, kołysząc przy tym równomiernie. – rozumiem, staram się zrozumieć twoje położenie. i możesz mi uwierzyć na słowo, że nie jestem zachwycony tym, co się teraz dzieje wokół ciebie – powiedział spokojnie, sunąc dłonią wzdłuż drżących pleców. – porozmawiamy na spokojnie?
zielonooki pospiesznie otarł policzki i pokiwał głową. ułożył ją na ramieniu starszego, a palce zacisnął na jego koszulce, przygotowując się na słowa, jakie miały nadejść. nie był pozytywnie nastawiony, ale uspokoił się, czując, że nie został sam.
 – po pierwsze, i za pewne najważniejsze – zaczął ostrożnie Liam, sunąc powoli dłonią po udzie swojego chłopaka – dzisiaj na kolacji zostanie ogłoszone coś ważnego. i powinieneś wiedzieć, że po tym staniesz się obiektem zainteresowań wszystkich adeptów. każda osoba będzie chciała ci się przypodobać, możesz być tego pewien – westchnął głosem, nie wyrażającym zadowolenia. – ale nie powinieneś ufać tym wszystkim pochlebstwom. jeśli mogę ci coś poradzić to to, żebyś trzymał się
ludzi, którym ufasz.
Théo skinął krótko głową i wtulił się mocniej w umięśnioną klatkę piersiową, poszukując tym samym ciepła i bezpieczeństwa. wiedziony przeczuciem, że nie jest to koniec rozmowy, posłał szatynowi pytające spojrzenie i zagryzł dolną wargę. od tej pory wszystko miało się stać o wiele trudniejsze.

niedziela, 4 listopada 2018

58

odprowadził Théo na zajęcia. pożegnał go mocnym uściskiem i obdarował soczystym buziakiem w policzek. na sam koniec posłał mu uśmiech i przypomniał by nie rozgadywał, iż objawiło mu się celtyckie bóstwo, a wypadek z upadkiem zwalił na alkohol i dym. zapowiedział też, że zobaczą się po południu, po zakończonych zajęciach.
gdy tylko drzwi do klasy zamknęły się za brunetem uśmiech na jego twarzy zastąpiła determinacja. zszedł do głównego holu, gdzie czekał już na niego Zayn i obaj skierowali się do siedziby ISMIO. weszli do środka, rzucając Deanowi, by
poinformował Alexandra, że idą. chwilę czekali na windę, która zawiozła ich na trzecie
piętro.
Liam zapukał, a gdy usłyszał „proszę” nacisnął klamkę i wraz z Malikiem wszedł do środka. mężczyzna podniósł na nich wzrok, a na jego twarz zawitał uśmiech, gdy oczy spoczęły na brunecie. wciąż dochodził do siebie, a Nick powiedział, że świeże powietrze i ruch dobrze mu zrobią.
– Zayn. tak się cieszę, że wróciłeś do zdrowia – odezwał się ich szef, gdy usiedli w fotelach.
– dziękuję, proszę pana – odpowiedział uprzejmie i spojrzał na Liama.
– mamy problem. i to całkiem spory problem – zaczął szatyn, a jego wuj ulokował na nim swoje brązowe oczy. – podczas Beltene, dym ze świętych drzew wpłynął na Théo. miał wizje. mrok wysłał lub wyśle swoich popleczników by zabili pure–blood, którzy nie są świadomi. widział jak demony dosięgają granic Violet Hill i… widział trupy na błoniach.
– w połączeniu z tym co powiedziały mu duchy w świątyni druidów, to ma sens – westchnął Daryl i opadł na oparcie swojego krzesła, splatając ręce na piersi.
– i jeszcze jedno – zaczął Payne, po czym spojrzał na swojego przyjaciela, który skinął mu głową, więc wznowił. – kiedy zaczęło wtedy padać. ukazał mu się Bóg. Olloudius. a ty najlepiej wiesz co to za rodzaj bóstwa.
– to opiekun danego terenu – mruknął mężczyzna, a jego wargi zacisnęły się w wąską linię. na czole pojawiła się zmarszczka. najwyraźniej myślał o czymś intensywnie. rozważając jakie decyzje może już podjąć, a jakie musi skonsultować z innymi dyrektorami ISMIO.
– dobrze. to poważna sprawa i nie możemy tego lekceważyć – odezwał się w
końcu Alexander. – dziś przy kolacji ogłosimy stan najwyższej gotowości. przygotuje harmonogram patroli i rozdamy go. będziemy musieli też powiedzieć kim jest Théo.
na razie tylko tyle mogę zrobić.
– rozumiem, że patrole w granicach Violet Hill – odezwał się Zayn, na co Alexander mu przytaknął. – no dobrze. zorganizujemy na razie patrole, a co potem? jeśli demony mroku faktycznie zaatakują nie zdołamy się obronić. pure–blood jest ledwo setka. z opiekunami i resztą szpiegów ponad dwie. sami nie damy rady.
– wiem. dlatego natychmiast wyślę wiadomości do oddziałów ISMIO w Irlandii, Francji oraz Włoszech, że to u nas pojawił się potomek – wyznał szef bruneta.
– północne skrzydło i część południowego są puste. pomieścimy ewentualne wsparcie. tak więc Liam – zwrócił się do swojego siostrzeńca. – miej na oku Théo przez resztę dnia. zobaczymy się na kolacji.
młodzi mężczyźni przytaknęli i skierowali się do wyjścia z gabinetu. szatyn nacisnął klamkę i przepuści przyjaciela w drzwiach. gdy był jedną nogą na korytarzu, zatrzymał się i na moment cofną z powrotem do środka.
– wuju – zwrócił na siebie jego uwagę, a gdy ciemne oczy mężczyzny spoczęły na nim uśmiechnął się lekko. – tym razem się nie pomyliłeś.
– to musiał być któryś ze związanych z naturą – odpowiedział. – a teraz uciekaj. od jutra czeka cię ciężka praca, będziesz musiał wytłumaczyć Théo wiele spraw.
przytaknął i w końcu opuścił gabinet. wraz z Zaynem zjechali windą na dół i udali się do mieszkania Payne’a w ciszy. dopiero gdy na stoliku stanęły dwa piwa, brunet odważył się przerwać ciszę.
– nie mogę pić – wyznał, a jego przyjaciel spojrzał na niego zaskoczony. dopiero po chwili Li przypomniał sobie, że brunet ledwo co wstał z łóżka i wciąż bierze leki. westchnął ciężko i odstawił butelkę do lodówki, po czym otworzył swoją. opróżnił pół butelki w kilku łykach i zaczął krążyć po niewielkim salonie.
to wszystko potoczyło się zbyt szybko. i nie martwił się w tej chwili o siebie, bo on radził sobie z nagłymi zmianami. tak był wyszkolony. tak się działo w tym świecie, pełnym potworów i magii. martwił się o Théo. ledwo półtorej miesiąca temu pojawił się w Violet Hill, a jego spotykały takie rzeczy, do których nie dopuszczano pure–blood lub wcale im się nie przytrafiały. ale wiedział, że Théo był wyjątkowy. wiedział to od momentu, kiedy zabił demona w jego mieszkaniu. jednak
nie wiedział, że jest aż tak wyjątkowy i ważny.
dopił piwo i poszedł po kolejne. pił, gdy się denerwował, a to nie był najlepszy nawyk. odstawił więc butelkę i porwał ze stolika paczkę papierosów oraz zapalniczkę. wyciągnął jednego, wsadził między wargi i odpalił. zaciągnął się dymem, który przytrzymał w płucach i dopiero po chwili wypuścił. znów zaczął krążyć po pokoju, zastanawiając się co powinien powiedzieć Théo, jak się dziś z
nim zobaczy. na pewno przestrzeże go przed tym by trzymał się tych, którzy go znają.
przyjaciół. by trzymał się blisko Louisa i Nialla, gdyż po tym co zostanie ogłoszone dziś wieczorem, będą mu potrzebni. by nie ufał tym, którzy nagle zechcą być jego znajomymi. najbliższe dni będą trudne. ciężkie.
– denerwujesz się jak facet, którego omega właśnie rodzi – odezwał się Zayn, który rozparł się na kanapie i patrzył na przyjaciela. – wrzuć na luz.
– nie potrafię – wyznał. – Théo… jest potężny, to prawda., ale boję się, że to może go przerosnąć.
– dlatego ma ciebie – przypomniał mu mulat. – musisz go uspokoić. powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Że nie jest sam.
– po dzisiejszym wieczorze na pewno nie będzie sam – stwierdził Liam, znów zaciągając się dymem i wypuszczając go z ust. – i przygotuj się. na pewno wybierze Louisa do kręgu.
– domyśliłem się od razu – przytakną Malik. – poprosił Théo by mi pomógł. niejako ma dług u niego. może nie są przyjaciółmi, ale są na tyle blisko, by mógł mu zaufać. poza tym Lou tylko gra zimnego. martw się raczej co z resztą.
– wybierze też Nialla – zauważył. – ale jeśli chodzi o resztę, to musi być ostrożny. każdy będzie chciał być blisko niego po tym.
– prawda – mruknął mulat i westchnął ciężko, odchylając głowę do tyłu. Payne dopalił papierosa i choć bardzo nie chciał to wypił drugie piwo.

czwartek, 1 listopada 2018

57

Théo ziewnął cicho i przysłonił usta pięścią, rozglądając się dookoła zaspanym spojrzeniem. pokój już od kilku godzin pogrążony był w półmroku, ciemność rozpraszało włączone światło dwóch lampek nocnych. jedną z nich jego chłopak przysunął bliżej łóżka, a drugą postawił przy fotelu. w ten sposób nikt nie męczył wzroku bardziej, niż było to potrzebne.
– ktoś ma ochotę na herbatę? – rzucił zielonooki, poprawiając poduszkę, którą wcześniej podłożył pod plecy. – halo? – sapnął z nutą niezadowolenia, kiedy nie otrzymał odpowiedzi. – zrobić komuś herbaty? – ponowił, zsuwając się z materaca.
zebrawszy zamówienia od Liama i Zayna, nasunął na stopy swoje tenisówki i ruszył w kierunku kuchni. korytarze były już opustoszałe, ponieważ zajęcia skończyły się dużo wcześniej. adepci zaszyli się w swoich pokojach lub w bibliotece, gdzie zwykle odbywało się odrabianie prac domowych.
nieustannie rozmyślając o tajemniczym mężczyźnie, którego zobaczył między strugami deszczu, Théo napełnił czajnik wodą i włączył go. oparł się plecami o krawędź blatu i skrzyżował ramiona na piersi, wbijając spojrzenie w przestrzeń.
pamiętał, że kiedyś czytał opis, zgadzający się z tym, co widział w niemal stu procentach.
brunet westchnął ze smutkiem i na moment zacisnął powieki. potrzebował odpocząć od rozmyślań na ten temat, ponieważ powoli wszystko zaczynało go drażnić. żeby nie tracić czasu, wyjął z szafki drewnianą tacę, na której ustawił trzy kubki oraz talerz z różnymi smakołykami. do odpowiednich naczyń wrzucił torebki z herbatą. dwie malinowe, dla niego i Liama, i jedna brzoskwiniowa dla Zayna.
po tym, jak w pomieszczeniu rozległ się charakterystyczny gwizd, nalał wrzątku do kubków i odczekał kilka chwil. złapawszy mocno tacę, opuścił kuchnię i ostrożnie przeszedł przez salę jadalną oraz korytarz. największym wyzwaniem okazało się wejście do pokoju, przy użyciu łokcia do otworzenia drzwi, jednakże udało mu się to zrobić bez wylania połowy napojów.
– proszę – powiedział zachrypniętym głosem, podając naczynia dwóm mężczyznom, którzy podziękowali mi po cichu.
sam chwycił swoje i zakopał się z powrotem pod kołdrą. żeby nie tracić czasu, przyciągnął do siebie zieloną książkę, opatrzoną tytułem „zarys wierzeń plemion celtyckich”. wyglądała na nową, więc nie obawiał się wielkiej katastrofy przez przypadkowe zalanie jej herbatą. przeczytawszy pobieżnie wstęp, zamrugał oczami i pokręcił głową. nie zrozumiał z niego absolutnie nic, ale zrzucił to na zmęczenie.
– niczego nie znaleźliście, prawda? – uniósł wzrok znad cienkiego tomu i napotkał dwa przepraszające spojrzenia, które odpowiedziały na jego pytanie. – okej, w porządku – mruknął bardziej do siebie i upił pierwszy łyk.
czując napływające uczucie zrezygnowania, zmarszczył brwi i desperacko wbił spojrzenie w tekst. pierwszym, co sprawdził był oczywiście spis treści, znajdujący się na początku książki. z niego dowiedział się, że informacji o bóstwach męskich powinien szukać w okolicach 127 strony, więc uczynił to bez szemrania.
pierwszy z podrozdziałów mówił o tak zwanym „bogu z rogami”. jednakże jego opis, ciągnący się przez około jedenaście stron, nie wniósł niczego nowego do poszukiwań. nie mając ochoty na czytanie drugiej, tak obszernej historii z kolei, Théo odsunął tom na bok i zajął się piciem herbaty, która zyskała temperaturę pokojową.
– może powinniśmy to odłożyć na jutro – stwierdził cichym głosem, kiedy wypił ostatni łyk napoju i odstawił kubek na bok. – nie wiem jak wy, ale ja już nie mam do tego siły – westchnął, wracając do lektury.
– zostało nam już tylko kilka książek – odparł Liam, tłumiąc ziewnięcie, które cisnęło się na jego wargi. – skończymy je przeglądać. jutro możemy spróbować znowu, jeżeli niczego nie znajdziemy – to stwierdzenie poparło aprobujące mruknięcie Zayna.
nie mając ochoty na sprzeczanie się ze starszymi od siebie, Théo wzruszył ramionami i zmienił pozycję. teraz leżał obok swojego opiekuna, podpierając łokcie na krawędzi materaca. książkę trzymał w dłoniach, uniesionych na wysokość twarzy, a bystrym spojrzeniem uważnie śledził kolejne słowa. w kilka minut przebrnął przez drugi podrozdział, chociaż zrobił to z wyraźnym trudem.
wiedząc, że nikt nie zauważy niedbalstwa, jedynie przebiegł wzrokiem po trzech kolejnych kartkach. zatrzymał się dopiero, kiedy jego uwagę przykuło jedno ze słów. cernucopia. chociaż miał wrażenie, że nie wniesie to niczego nowego, wrócił do początku akapitu. w miarę czytania krótkiego tekstu, jego oczy rozszerzały się co raz bardziej, aż w końcu odsunął od siebie książkę.
– znalazłem – powiedział z niedowierzaniem, nieco przyciszonym głosem. – olloudius. ten mężczyzna, którego wtedy zobaczyłem się tak nazywa – dodał, kręcąc głową. – on jest bogiem… podobno napis na figurce, znalezionej w Belgii sugeruje, że można go czcić, jako opiekuna danego terenu – odchrząknął nieznacznie i usiadł na brzegu łóżka.
zielonooki zaczął nerwowo bawić się swoimi palcami, czując zdziwione spojrzenia utkwione w sobie. jego policzki momentalnie pokryły się głębokim odcieniem czerwieni, który próbował zatuszować przez przysłonięcie go włosami. nie dało to zbyt wiele, ponieważ grzywka okazała się o wiele za krótka. ale Zayn i Liam szybko stracili przesadne zainteresowanie, wertując książki w poszukiwaniu większej ilości informacji.
– Liam? – spomiędzy wąskich warg Théo wydobyło się ciche pytanie, nad którym nie zdołał zapanować. – przepraszam, że wciągnąłem cię w to wszystko. n-nie powinienem był prosić o to, żebyś został moim opiekunem – wyszeptał drżącym głosem, nie unosząc wyżej spojrzenia. – chyba już pójdę, dobranoc.
zanim ktokolwiek zdołał zareagować, Théo zebrał swoje rzeczy i wystrzelił z pokoju, jak z procy. jego serce biło w przyspieszonym tempie, a przez głowę przemykały tysiące myśli. żadna z nich nie napawała entuzjazmem. wszystkie wywoływały przerażenie, na które ciało Théo reagowało drżeniem oraz nagłym osłabieniem.
przeklinając po cichu samego siebie oraz wszystkie decyzje, jakie podjął zaraz po przyjeździe, zamknął drzwi na klucz i usiadł na podłodze. coś podpowiadało mu, że właśnie nimi ściągnął niebezpieczeństwo na siebie oraz tych, którzy znaczyli dla niego więcej niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić.