piątek, 7 września 2018

36

Théo westchnął cicho i przechyli głowę, odprowadzając wzrokiem swojego opiekuna. ciemnozielone spojrzenie sunęło przez chwilę po umięśnionych plecach, aż w końcu zniknęło pod opadającymi powiekami. na jego wąskie usta wkradł się delikatny uśmiech, który pozostał tam na dłuższą chwilę.
– uroczy jest – odezwał się znajomy, chłopięcy głos tuż nad uchem bruneta. – bylibyście bardzo ładną parą – dodał chłopak, stając obok swojego przyjaciela.
Théo zaczerwienił się i zamrugał szybko powiekami, spoglądając w dół na swoje stopy. nie był przekonany co do usłyszanych słów, ale aż zachichotał, kiedy w jego głowie pojawił się romantyczny scenariusz. szybko jednak wyrzucił go z myśli, żeby nie rozpraszać się za bardzo.
– no wiesz, Tim! jak ty w ogóle możesz mówić takie rzeczy – oburzył się, krzyżując ramiona na piersi i teatralnie marszcząc brwi. – przecież to Liam i… – urwał, odwracając się powoli w stronę brunetki, stojącej po jego prawej stronie. – Tim! – wrzasnął uradowany, zanim rzucił się mu na szyję. – co? jak? ale… skąd się tutaj wziąłeś?! – zapiszczał zielonooki, podskakując dookoła niczym kauczukowa piłeczka.
– no już, uspokój się! – zachichotał brązowooki i przyciągnął go do kolejnego, silnego uścisku i ucałował w zaczerwieniony policzek. – będziesz musiał podziękować przystojnemu koledze – stwierdził, poruszając przy tym zabawnie brwiami. – nie rób takich min, wiesz, że mam rację – wzruszył ramionami i jednym z nich objął chłopaka w pasie.
brunet tylko prychnął i poprowadził go w stronę swojego pokoju, opowiadając z podekscytowaniem o wszystkim, co do tej pory zrobił. oczywiście pominął szczegóły niektórych treningów, ponieważ skarżenie mogło się źle skończyć dla Toma. i być może Liama, bo Tim mógł obwinić o to także jego – był do tego zdolny.
– cieszę się, że tu ze mną jesteś – powiedział zielonooki, wskakując na swój materac. – no… teraz przynajmniej nie będę tak całkiem sam, kiedy on znowu wyjedzie – westchnął ze smutkiem i ponownie powił się rumieńcem. – nieważne.
Warner uniósł wyżej jedną brew i uśmiechnął się pod nosem, kładąc się obok przyjaciela i całując lekko jego skroń. też był uradowany tym, że ma go z powrotem przy sobie, ponieważ ostatnie tygodnie spędził na zamartwianiu się o niego. jednak z drugiej strony nie był pewien, jak poradzi sobie w nowym środowisku, z którym nie miał nic wspólnego.
ciche westchnienie uleciało z jego warg, kiedy oparł głowę na ramieniu Théo i przymknął oczy. zaraz potem poczuł na swoim czole pocałunek, delikatny jak dotyk skrzydeł motyla, przez co kąciki jego ust powędrowały do góry.
– nie ma się czym martwić – szepnął do niego przyjaciel, gładząc go uspokajająco po ramieniu. – ci ludzie w większości są… indywidualistami, ale znaczną część da się polubić – stwierdził z uśmiechem, siadając wygodniej na materacu i poprawiając poduszkę. – jutro przedstawię ci Nialla. Louisa i Zayna to przy okazji, a Liama siłą rzeczy znasz – zachichotał i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
brunet przymknął powieki i mocniej przytulił przyjaciela, nie mogąc przestać się uśmiechać czy cicho śmiać. rozpierała go taka radość, że nie potrafił się powstrzymać. nie dość, że zrobił coś, co mogło pomóc Malikowi, to jeszcze znowu miał przy sobie Tima. bardzo podniosło go to na duchu, zwłaszcza po licznych porażkach, jakie odniósł pod nieobecność opiekuna.
– dobrze, że znowu jesteś – wymamrotał w końcu, po dłuższej chwili milczenia, w czasie której oboje wsłuchiwali się w bicia swoich serc oraz zawieruchę, panującą za oknem. – zostajesz u mnie na noc? jeszcze się rano obudzę i pomyślę, że to był tylko sen – wzruszył ramionami, kiedy napotkał zaskoczone spojrzenie.
– a twój chłopak nie będzie zazdrosny? – wypalił chłopak i zagryzł dolną wargę, uciekając w bok swoim spojrzeniem. – zignoruj mnie, gadam głupoty ze zmęczenia – dodał szybko i zsunął się z materaca. – to ja może jednak pójdę… wrócę rano, dobrze? zanim się obudzisz – zaświergotał z uśmiechem, muskając wargami policzek przyjaciela.
chłopak odprowadził go wzrokiem do drzwi, siedząc na łóżku z lekko rozchylonymi ustami. zastanawiał się czyim chłopakiem miałby być w końcu brunet, jak do tej pory spotkał jedynie Liama. więc o kogo mogło chodzić?
– o matko – Théo otworzył usta mocniej, a jego oczy rozszerzyły się do rozmiaru pięciopensówek. – jestem ciekawy, co on mu nagadał – pokręcił głową z niedowierzaniem i zszedł z posłania, jednocześnie zsuwając z siebie swoją koszulkę.
przez emocje, które towarzyszyły mu od rana, nie miał siły nawet myśleć, więc ponownie napuścił wody do wanny i wsunął się tam. kiedy ciepła ciecz, pachnąca wanilią, otuliła jego zmysły, zamknął oczy i oparł głowę o krawędź.
– mój chłopak – ponownie pokręcił głową z lekkim uśmiechem na ustach i zachichotał cicho. – jestem tylko ciekaw, co mu odbiło, żeby tak powiedzieć – mruknął, a następnie zacisnął wargi, postanawiając się zrelaksować.
pół godziny później, kiedy rozległo się niecierpliwe drapanie, brunet wyszedł z jękiem z wanny i wytarł się pospiesznie ręcznikiem. owinął go niedbale wokół bioder i wszedł do sypialni, zamierzając wpuścić Johna do środka. fretka zapiszczała w podziękowaniu, wsunęła się do środka i od razu skuliła na jednej z miękkich poduszek.
Monod prychnął i wywrócił oczami, odrzucając na bok wilgotny ręcznik. przez pokój przeszedł nago, zanim naciągnął na biodra bieliznę. brudną koszulkę, noszoną przez cały dzień, zastąpił tą, którą zakładał do spania. po ekspresowym ogarnięciu pokoju, zgasił światło i położył się na materacu, drapiąc swojego zwierzaka za uchem.
– spóźniłeś się. powinienem cię zostawić na korytarzu – wyszeptał, pozwalając pupilowi owinąć się dookoła swojej szyi. – ale jesteś przyjemnie cieplutki, więc ci daruję. ale następnym razem idziesz spać do Lokiego – ostrzegł, układając się do snu.
ciężkie powieki w końcu przysłoniły ciemnozielone tęczówki, ale mimo tego brunet nie mógł zasnąć przez dłuższy czas. do jego myśli ciągle powracały słowa Tima oraz jego opiekun. druga z rzeczy nie była niczym dziwnym, ponieważ myślał o nim bardzo często.
policzki bruneta pokryły się czerwienią, kiedy dotarło do niego, jak często rozmyśla o Liamie. wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, przez co zrobiło mu się wstyd. w końcu nie powinien o nim myśleć w ten czy inny sposób.
– jeden baran… drugi baran – mamrotał gorączkowo pod nosem, próbując szybko zapaść w sen, którego bardzo potrzebował. – trzeci baran. czwarty baran. dlaczego to do cholery nie pomaga? piąty baran – sapnął pod nosem, zaciskając powieki.
po długich godzinach, spędzonych na wierceniu się na łóżku, Théo usnął.
jednakże tym razem nie był to tak spokojny sen, jakiego zaznał, tuląc się do boku swojego opiekuna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz