donośny dźwięk dzwonka obwieścił koniec ostatnich zajęć tego dnia, a wszyscy adepci wysypali się na korytarze i bez zbędnych rozmów ruszyli do swoich pokoi lub biblioteki. panowała napięta atmosfera, podsycana przypomnieniami profesorów o nadciągających egzaminach, dlatego nikt nie był skory do rozmowy.
do ścisłego grona tych najbardziej niezadowolonych ze sprawdzianów wiedzy,
należał Théo, który od kilku dni starał się przyswoić potrzebną wiedzę. jednakże wszystko szło na marne, ponieważ jego myśli stale zaprzątał Liam. ale przynajmniej brunet zdołał już wypożyczyć książki, więc chociaż o tę jedną rzecz nie musiał się martwić.
– do zobaczenia na kolacji – mruknął pod nosem i skinął głową wyższemu chłopakowi, który nerwowo rozglądał się dookoła. – Niall! powiedziałem coś – wyjaśnił uprzejmie, kiedy niepewne spojrzenie niebieskookiego w końcu skupiło się na nim. – do zobaczenia na kolacji – powtórzył z naciskiem, przeczuwając, że tym razem uzyska odpowiedź.
– ta, uhm, do zobaczenia – wymamrotał blondyn i odszedł w swoją stronę ze spuszczoną głową, wciskając dłonie do kieszeni ciasnych spodni.
Théo pokręcił głową z niedowierzaniem, ale nie skomentował niepokojącego zachowania. zamierzał zająć się poddenerwowanym Horanem wieczorem, gdyż miał nadzieję, że do tego czasu, jego emocje opadną przynajmniej częściowo. poprawka, łudził się, że tak właśnie będzie.
mając przed sobą wizję kilku godzin intensywnej nauki, ruszył w kierunku swojego pokoju, witając się z osobami, które znał jedynie z widzenia. od momentu przyjazdu, bliżej zapoznał się jedynie z Niallem oraz Zaynem, ponieważ Louisa ciężko było zaliczyć do głębszych znajomości, jednak liczył na to, że wkrótce ulegnie to zmianie. w końcu był przyjacielski w stosunku do młodszego chłopaka i starał się nie wtrącać w jego życie, a to powinno zostać docenione.
pogrążony we własnych rozmyślaniach i rozważaniach, Théo nawet nie zauważył, jak znalazł się przed drzwiami swojego pokoju z kluczem w dłoni.
powiódłszy zaskoczonym spojrzeniem dookoła siebie, po prostu otworzył drzwi i wszedł do środka, niedbale rzucając torbę na bok i zsuwając z ramion bluzę.
zanim zabrał się do przygotowywania notatek i fiszek, które ułatwiały mu naukę już w czasach High School. dodatkowo wywietrzył pomieszczenie i opuścił je na jakiś czas. w ciągu półtorej godziny zakradł się do kuchni i przygotował spore zapasy zdrowych przekąsek i zielonej herbaty, żeby nie zgłodnieć do wieczora, a także odebrał Johna.
– tym razem potowarzyszysz mi chociaż trochę, co? – zapytał zwierzaka, balansując na jednej nodze, żeby utrzymać wszystkie niesione rzeczy. – bawet nie próbuj zwiewać! – pisnął, kiedy w końcu dostał się do pokoju, właściwie wpadając do niego przez utratę równowagi.
brunet podźwignął się z podłogi i pozbierał upuszczone przedmioty, zauważając z ulgą, że nie stłukł żadnego talerzyka czy termosu. ustawiwszy wszystko na biurku, dodatkowo przetarł blat mokrą ściereczką i westchnął ciężko, orientując się, że próbuje tylko przeciągnąć moment zabrania się do nauki.
– dobra, John, zabieramy się do nauki! – poinformował, dokładnie zamykając drzwi na klucz, żeby pupilowi nie przyszło na myśl uciekanie i przymknął okno, by czuć jedynie lekkie podmuchy wiatru. – i nie wyjadaj mi rzodkiewki! specjalnie przyniosłem ci pora, a ty nim gardzisz – burknął niezadowolony, odciągając fretkę od zielonej miseczki.
po krótkiej kłótni, która była mieszaniną prychania i parskania Johna oraz pretensji jego właściciela, obaj zabrali się do pracy. zwierzak przyciągnął sobie poduszkę i położył ją na blacie przy pomocy Théo, a potem zajął się chrupaniem swoich przekąsek oraz podkradaniem tych, które nie były przeznaczone dla niego.
Théo spiorunował wzrokiem swojego pupila i przesunął miski na drugą stronę blatu, poza zasięg sprytnych łapek. kiedy kolejna dyskusja o prawach i obowiązkach się zakończyła, w pokoju zaczęły roznosić się wyłącznie odgłosy sunięcia długopisu po kartce oraz ponurego chrupania.
– kurde, nie zdam tego! – wrzasnął nagle Monod, zatrzaskując gruby podręcznik, na co fretka pisnęła i schowała się za swoim posłaniem. – przepraszam, mały – jęknął, opierając się czołem o krawędź blatu, prawie zlatując przy tym z krzesła. – ale tego materiału jest cała masa. jest piątek, a egzaminy zaczynają się w poniedziałek. mam trzy dni, żeby to wszystko przyswoić – marudził, wydymając
zabawnie wargi. – ale oczywiście muszę czasem jeść i spać. i iść na praktykę podstaw
obrony – wyburczał, przesuwając palcami po maleńkiej główce zwierzaka, który
przestał się boczyć. – chyba, że Liam mnie zwolni – mruknął, już bardziej do siebie i ponownie chwycił za długopis.
zdawał sobie sprawę, że rozpaczanie nad losem nie zmieni zupełnie niczego.
jedynie zabierze cenny czas, którego miał naprawdę niewiele, nawet jeśli zamierzał zarwać najbliższe noce i opuścić kilka posiłków. oraz zajęć i jedno z dwóch spotkań przed egzaminem, kiedy to formuła wszystkich sprawdzianów wiedzy miała zostać dokładnie objaśniona.
– kto to w ogóle wymyślił – jęknął, układając na udach dłonie, drżące od kłębiącego się w nim zdenerwowania. – idę spać – poinformował Johna, rzucając się na łóżko i nakrywając głowę poduszką.
ułamek sekundy później poczuł na swoich plecach małe łapki zwierzaka oraz znajome ciągnięcie za koszulkę. nie mógł nie uśmiechnąć się na to uczucie, ale nie zmienił pozycji, zupełnie ignorując próby zwierzaka, mające na celu zaciągnięcie go do biurka.
– chcesz iść do Lokiego? – pokusił, unosząc się na łokciach, by spojrzeć za siebie ponad ramieniem i zachichotał, kiedy fretka niecierpliwie zadreptała w miejscu i pisnęła, potwierdzając. – dobra, to wypad. ale jak nie wrócisz przed godziną policyjną, to śpisz na korytarzu – przypominał, stwierdzając, że ciągłe mówienie do zwierzęcia mieści się w kategorii dziwnych zachowań.
przeklinając w myślach własną nieobowiązkowość oraz lenistwo, zielonooki zasiadł na fotelu i włączył cichą muzykę. po krótkim zastanowieniu napełnił kubek odrobiną zielonej herbaty i nerwowo zabębnił palcami o drewniany blat. ledwie zdołał się uspokoić, nerwy wróciły ze zdwojoną siłą, sprawiając, że skulił się w sobie. odstawiwszy na bok ceramiczne naczynie, podciągnął nogi do
klatki piersiowej i wypuścił z ust drżący oddech. znajdował się już na granicy płaczu i
paniki, ale nie chciał robić z siebie dziecka przed wszystkimi, którzy mogli go usłyszeć. a już zwłaszcza przed Liamem, mogącym pojawić się w każdej chwili.
– po co komu te egzaminy – mruknął do siebie po raz kolejny i niechętnie opuścił stopy na chłodną podłogę, podkulając odruchowo palce. – i za jakie grzechy muszę je zdawać – wymamrotał ponuro, biorąc w swoje smukłe palce zielony długopis, którym naskrobał tytuł działu, jaki miał właśnie przerobić.
mobilizując się w myślach tym, że po zdaniu wszystkiego będzie miał chwilę wolnego czasu na odprężenie, zabrał się za czytanie kolejnych linijek. nie zdołał jednak opanować drżenia rąk oraz ciągłego narzekania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz