poniedziałek, 1 października 2018

46

Liam stał przed klasą oparty o ścianę, z rękoma zaplecionymi na piersi. właśnie trwał jeden z ostatnich egzaminów śródsemestralnych, a on zapewne denerwował się bardziej niż niejeden z adeptów. odepchnął się od ściany i zaczął chodzić w tę i z powrotem. w myślach powtarzał wszystkie zagadnienia, które przerobił z Théo i zastanawiał się czy czegoś nie przegapili.
przebiegł palcami po swojej twarzy, uspakajając się. przysiadł na parapecie co jakiś czas zerkając
na drzwi. wkrótce salę zaczęli opuszczać pierwsi uczniowie, którzy skończyli pisać. Liam za każdym razem podrywał głowę do góry, myśląc że to francuz. z czasem zaczął też nałogowo zerkać na zegarek.
wziął głęboki wdech by się uspokoić i przymknął powieki. usłyszał szczęk zamka i chwilę potem na korytarzu pojawił się brunet, który cicho zamknął za sobą drzwi. w czarne dżinsowe spodnie wpuszczona była biała koszula, której rękawy podwiną do łokci. guzik pod szyją był odpięty, a w ręce ściskał czarne długopisy.
Liam zeskoczył z parapetu, gdy młodszy chłopak podszedł do niego. oparł czoło na jego piersi, więc objął go ramieniem i pogładził po plecach.
– chyba zawaliłem – odezwał się w końcu zielonooki. – mam wrażenie, jakby wszystko mi się pomieszało.
– wydaje ci się – pocieszył go szatyn, całując w czubek głowy. – na pewno nie jest tak źle jak myślisz.
 – masz rację – powiedział i gwałtownie się wyprostował. – jest jeszcze gorzej.
pomyliłem wszystkie grupy. pomyliłem ich kolejność. i nie jestem pewien…
– Théo – zawołał Liam i złapał go za ramię, przyciągając do siebie. chwycił go za podbródek i nakierował jego spojrzenie na swoje, po czym uśmiechną ciepło. – na pewno nie jest tak źle. ucieszę się nawet jak zaliczysz na marną trójkę. nie musisz się znać na demonach super ekstra. jesteś lepszy w zielarstwie oraz eliksirach. nie musisz być perfekcyjny we wszystkim, jasne?
brunet westchnął ciężko, ale mimo wszystko kąciki jego ust drgnęły ku górze. Payne uśmiechnął się na ten widok. jego dłoń wsunęła się na policzek i nachylił się, by złożyć delikatny pocałunek na miękkich wargach swojego podopiecznego. oderwał się od niego, gdy usłyszał skrzypnięcie drzwi za sobą.
– chodź. pooddychasz świeżym powietrzem i uspokoisz się – wplótł swoje palce między bruneta i obaj skierowali się na błonia zalane przedpołudniowym słońcem. dni zrobiły się naprawdę ciepłe i przyjemne.
rozsiedli się wygodnie na trawie, która stała się bardziej zielona, gdy tylko Théo się pojawił. Liam wyprostował nogi, krzyżując je w kostkach. dłonie oparł za plecaki i odchylił głowę do tyłu. poczuł przyjemny ciężar na swoim udzie jakim były głowa jego chłopaka.
no właśnie. chłopaka. czy aby na pewno mógł tak nazywać bruneta? nie rozmawiali o tym kim dla siebie są. po pocałunku na wrzosowisku po prostu zaczęli zachowywać się jak… jak para. obdarowywali się całusami, posyłali znaczące spojrzenia, przytulali, dotykali, trzymali za ręce i mógłby naprawdę wymienić jeszcze kilka ciekawych pozycji z listy jaka tworzyła mu się w głowie. ale nigdy tak naprawdę nie zapytał go o to. może powinien. może powinien powiedzieć: Théo.
będziesz moim chłopakiem? ale czy tak nie robią zakochane nastolatki w szkole średniej? oni przecież byli dorosłymi ludźmi.
– Liam – usłyszał głos Théo, więc wyprostował głowę i mrugając spojrzał na niego. zdążył się podnieść do pozycji siedzącej. na rękach spoczywał wianek zrobiony z margerytek, które wyrosły dookoła nich. – zrobiłem dla ciebie. i przy okazji dałem upust emocjom.
– dziękuję – uśmiechnął się delikatnie, nachylając do przodu i pozwalając by Monod wsunął na jego włosy splecione kwiatki. smukłe palce zielonookiego przebiegły przez jego włosy i zahaczyły o skroń, prześlizgując się po policzku, aż do linii szczęki, na której pojawił się zarost.
przysunął się by złożyć pocałunek na ustach chłopaka, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili i odsunął dziwnie niepewny, gdy przypomniał sobie o czym myślał jeszcze chwilę temu. spuścił wzrok na zieloną trawę i przebiegł po niej swoimi palcami.
– muszę już lecieć – odparł Payne, podnosząc się na równe nogi i napotykając zaskoczone spojrzenie wciąż siedzącego bruneta. – muszę się przygotować. egzaminuję was z podstaw praktycznej obrony. o dwunastej mam pierwszą grupę. o ile się nie mylę to są to związani z ogniem.
– ty nas egzaminujesz? – zdziwił się Théo.
– tak. Reynolds wyleciał, więc zostałem wyznaczony na nauczyciela do końca tego semestru – wytłumaczył, wciskając ręce do kieszeni spodni. – tak więc do czerwca na pewno nie wyjadę z Violet Hill. powtórz materiał i widzimy się o czternastej.
odwrócił się chcąc odejść, jednak dłoń zaciskająca się na jego nogawce zatrzymała go. spojrzał więc na zielonookiego, który podniósł się i otrzepał spodnie z trawy.
– zrobiłem coś źle? – zapytał cicho i niepewnie. Payne westchnął i pogładził go po policzku, uśmiechając się delikatnie.
– nie, Théo – odpowiedział. – po prostu czasem za dużo myślę.
cmoknął go na pożegnanie w czoło i skierował się do zamku. odłożył wianek Théo ostrożnie na biurko, po czym przebrał się w swoją czarną obcisłą koszulkę i szare spodnie dresowe. wziął zestaw swoich sztyletów. choć nie był pewny czy mu się przydadzą, po czym udał się z powrotem na błonia. Théo już na nich nie było.
pojawiła się za to grupa uczniów wśród której dostrzegł Nialla.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz