wtorek, 31 lipca 2018

23

dzisiejszy dzień był słoneczny. na niebie błąkało się tylko kilka pierzastych chmurek, które nie mogły przynieść nawet kropelki deszczu.
wziął swój wiosenny, czarną kurtkę i zarzucił na ramiona. z szafki zgarną świstek papieru oraz granatową smycz. jego pies od razu znalazł się przy drzwiach, skrobiąc po nich i skomląc. dobrze wiedział, że smycz oznaczała długi spacer poza zamek. a Loki strasznie to uwielbiał.
Liam zaśmiał się przyjaźnie, a gdy napotkał niebieskie oczy swojego psa, pokręcił tylko głową i kucnął zapinając smycz na obroży.
– później ci ją odepnę – zapewnił psa, drapiąc go za uchem. – obiecuję.
haskie zaszczekał, a on wyprostował się, nacisnął klamkę drzwi i wyszli na korytarz. skierowali się do pokoju bruneta, a gdy zapukał odpowiedziała mu cisza.
zajrzał więc do środka, ale pomieszczenie okazało się puste. zamrugał zaskoczony i spojrzał na swój zegarek, zastanawiając się, czy przypadkiem się nie spieszy.
– no proszę. dziś postanowił być punktualny – mruknął do siebie pod nosem i ruszył wraz z Lokim przy nodze do głównego hallu. wyszli na dziedziniec i skierowali się na błonia, gdzie już zebrała się grupka związanych z naturą. Liam z oddali dostrzegł nauczyciela człapiącego między nimi. rozpoznał też Théo w swojej czarnej bluzie, przestępującego z nogi na nogę. najwyraźniej denerwował się dzisiejszym treningiem. nie dziwił mu się. po tym co przeszedł tydzień temu.
– ah. jest i pan Payne – zawołał pan Reynolds, a wszystkiego głowy odwróciły się w jego stronę. – wie pan, że nie wolno przyprowadzać zwierząt na trening? – zapytał mężczyzna i zlustrował go swoimi małymi oczkami. – i to chyba nie najodpowiedniejszy strój do ćwiczeń?
– ale odpowiedni na wyprowadzenie psa na spacer – stwierdził Liam i podał mężczyźnie kartę, który wziął ją od niego. sięgnął do kieszeni po okulary i zaczął studiować wiadomość. gdy spostrzegł parafkę Alexandra na końcu, podniósł wzrok na szatyna, który wyszczerzył zęby w sztucznym uśmiechu.
– panie Monod – zaczął nauczyciel, oddając mu kartkę – jest pan zwolniony z dzisiejszych zajęć. proszę iść z panem Paynem.
szatyn wziął kartkę od mężczyzny i odwrócił się na pięcie. Loki, który grzecznie siedział przy jego nodze, podniósł się i podreptał przy nodze swojego pana. Liam puścił oczko do zaskoczonego bruneta i wyciągnął do niego dłoń, którą zacisnął lekko na jego ramieniu, by pociągnąć go ze sobą.
– ale jak to zwolniony z zajęć? – zapytał, gdy znaleźli się na dziedzińcu i skierowali się do miasta.
– myślałem, że się ucieszysz? – odpowiedział pytaniem na pytanie starszy mężczyzna. – biorąc pod uwagę, to jak zdenerwowany byłeś, gdy tam szedłem.
– nie no, cieszę się – przyznał brunet. – ale dlaczego zostałem zwolniony? i
kto wydał na to zgodę?
– Daryl oczywiście – oznajmił brązowooki, spoglądając na niego, gdy wyszli przez bramę miasta i ruszyli w las. – a zwolnił cię, bo… on widzi w tobie kogoś więcej niż zwykłego pureblood. powiedzmy… przywódcę. kogoś w rodzaju wybrańca.
– ja, przywódcą? – zdziwił się Théo, gdy weszli na południową ścieżkę, a szatyn odpiął smycz swojemu psu. – niby czego?
– tego idziemy się dowiedzieć – oświadczył, prostując się i patrząc jak Loki biegnie przed siebie wyraźnie szczęśliwy, że w końcu może się wyszaleć. Payne przewiesił sobie smycz przez kark i powoli ruszył ścieżką. zatrzymał się jednak po chwili i spojrzał na chłopaka wciąż stojącego w miejscu. był wyraźnie przestraszony, że ma dowodzić czemuś o czym nawet on sam nie ma pojęcia. wrócił więc do niego i przebiegł palcami przez jego czarne kosmyki.
– nie bój się. cokolwiek się stanie będę przy tobie – zapewnił go i pogładził kciukiem po policzku.
– obiecujesz? – zapytał niepewnie Monod, a on posłał mu ciepły uśmiech.
– obiecuję – przytaknął i objął go ramieniem. – nie ważne co będzie się działo, stanę za tobą murem.
brunet uśmiechnął się blado i zacisnął palce na jego kurtce. Liam pogładził go
po ramieniu i nie wypuszczając go powoli ruszyli ścieżką. co jakiś czas dochodziło ich radosne szczekanie Lokiego. on natomiast pogrążył się w rozmyślaniach. nie dziwił się młodszemu. był tu zaledwie dwa tygodnie, a nagle na jego głowę zwaliło się tak wiele rzeczy. umiejętność władania jakąkolwiek magią, demony czyhające na jego życie, a teraz wiadomość, że ma stanąć na czele czegoś. też by był przestraszony na jego miejscu. i nie dziwił mu się ani trochę. dlatego postanowił go wspierać, a pierwszym krokiem będzie sprowadzenie tutaj tego chłopaka ze zdjęcia. Tima. już kilka razy rozmawiał z Alexandrem, ale na marne. dziś zrobi kolejne podejście. jak tylko dowie się co się dzieje w świątyni.
– gdzie my właściwie idziemy? – pytanie Théo wyrwało go z rozmyślań, a gdy odwrócił głowę, napotkał duże brązowe oczy wpatrzone prosto w niego z nieukrywaną ciekawością.
– pamiętasz jak mówiłem ci o wyznacznikach granic Violet Hill? – odpowiedział pytaniem na pytanie, a chłopak przytakną w odpowiedzi. – idziemy w jedno z tych miejsc. na granicę.
– po co? – dopytywał się brunet. już chciał odpowiedzieć, kiedy dostrzegł Lokiego idącego w jego stronę z podkulonym ogonem i skomlącego cicho. zdał sobie sprawę, że w świątyni muszą się dziać naprawdę nieprzyjemne rzeczy, skoro jego pies je wyczuł już pół kilometra przed łukiem.
– no chodź tu do mnie – przykucną, a pies podszedł. przytulił go do siebie i pogłaskał po głowie, spoglądając na łuk ozdobiony sznurkiem ze wstążkami. – jest jeszcze gorzej niż myślałem.
– co masz na myśli? – spytał Théo, spoglądając przed siebie. – i co to za miejsce?
– biegałem tu w poniedziałek i postanowiłem zajrzeć do Świątyni – wyznał głaszcząc uspokajająco psa po grzbiecie. – duchy były niespokojne, więc poinformowałem o tym Alexandra, ale dziś są jeszcze bardziej zaniepokojone. spójrz na Lokiego. cały się trzęsie. a jesteśmy pół kilometra od świątyni.
– ale przecież mówiłeś, że nie wolno do niej wchodzić – zawołał oburzony chłopak.
– tak, wiem co mówiłem. ale to dotyczy uczniów, którzy zapuścili by się tutaj – odparł, podnosząc się na równe nogi, za którymi skrył się pies. – my czasami do niej wchodzimy by sprawdzić czy duchy czym się niepokoją. na nas one nie zadziałają tak jak na was. na ciebie.
– to świątynia druidów – oświeciło Théo. – ja jestem ich potomkiem, więc teoretycznie…
 …duchy w niej zaklęte mogą się z tobą skontaktować – dokończył za niego i położył mu dłonie na ramionach, nawiązując z nim kontakt wzrokowy. – Alexander chcę byś tam wszedł i dowiedział się, czemu są tak bardzo niespokojne. nie dotykaj niczego, gdy już do niej wejdziesz. nawet wstążki, czy kamienia. chyba, że one tego od ciebie zażądają. to bardzo stare duchy, więc wysłuchaj ich uważnie i zapamiętaj wszystko co ci przekażą. będziesz to musiał powtórzyć Alexandrowi. zrozumiałeś?
– tak – szepnął wystraszony brunet.
– nie bój się – pocieszył go, znów gładząc po policzku. – nie masz czego. mogą cię wystraszyć, ale nie zrobią ci krzywdy. zaczekam tu na ciebie. a teraz idź.
potargał jego ciemną grzywkę i pogładził go po plechach, kiedy niepewnie ruszył w stronę łuku, przyozdobionego sznurkiem z kolorowymi wstążkami. chciał jeszcze za nim krzyknąć aby przypomnieć mu, by niczego nie dotykał. uznał to jednak za zbędne i odprowadził go swoimi sarnimi oczyma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz