piątek, 27 lipca 2018

21

Théo odetchnął z ulgą, kiedy cichy dźwięk dzwoneczka ogłosił koniec zajęć z podstaw obrony. ostatnia godzina dłużyła się w nieskończoność, a wskazówki zegara zdawały się zatrzymać w miejscu. jednak mimo tego, chłopakowi udało się dotrwać do końca lekcji, nie marudząc zbytnio z powodu bólu, i był z siebie bardzo dumny.
ostatni uczniowie opuścili już klasę, więc Théo podniósł się z jękiem ze swojego miejsca i wsunął do torby zeszyt z notatkami. po pierwszym tygodniu obiecał sobie, że przyłoży się do nauki, żeby nie pozostać w tyle. dlatego zamierzał udać się do biblioteki w pierwszym wolnym momencie i popracować nad zadanym esejem, przynajmniej do kolacji.
– Théo? – usłyszał nad swoim uchem i zerknął na szatyna, stojącego obok. – odprowadzić cię do pokoju? – zapytał Liam, wsuwając dłonie do kieszeni obcisłych spodni.
– nie, nie wracam jeszcze – odpowiedział chłopak, poprawiając pasek torby, który zwisał mu z ramienia. – mam coś jeszcze do załatwienia – wyjaśnił, napotykając zaskoczone spojrzenie starszego. – praca na historię druidów – doprecyzował z westchnieniem, uzyskując w odpowiedzi skinienie głową.
– w takim razie do zobaczenia na kolacji – rzucił Payne, mierzwiąc włosy młodszego na pożegnanie. – idę po Lokiego, więc przy okazji odbiorę Johna – dodał na odchodne i ruszył korytarzem w kierunku wschodniego skrzydła zamku.
westchnąwszy cicho, zielonooki poszedł w przeciwnym kierunku, próbując sobie przypomnieć, którędy szedł z Liamem do biblioteki. jego pamięć nie była dobra, jeśli szło o zapamiętywanie położenia niektórych miejsc, więc trafił do poszukiwanego pomieszczenia po kilku próbach i błędach. tak, jak podejrzewał, o tej porze było tam pusto, ponieważ uczniowie woleli spędzić czas wolny w swoich pokojach lub na zewnątrz.
Théo uśmiechnął się pod nosem, grzecznie przywitał z bibliotekarką i ruszył w kierunku odpowiedniego działu. zorientowawszy się, gdzie stoją interesujące go książki, zostawił swoje rzeczy przy jednym ze stolików w czytelni i wszedł do odpowiedniego działu. czytając kolejne tytuły, marszczył brwi co raz mocniej, nie rozumiejąc żadnego z nich.
– wspaniale – jęknął cicho, zaciskając pięści tak mocno, że skóra pobielała w niektórych miejscach. – po prostu świetnie! – podniósł głos, co spotkało się z natychmiastową reakcją kobiety, stojącej za ladą. – przepraszam – wymamrotał zawstydzony chłopak i stanął na palcach, by wyjąć pierwszy lepszy tom.
w tym momencie po bibliotece rozszedł się donośny huk, któremu zawtórowało głośne przekleństwo. zaskoczony nagłym zwrotem akcji brunet, odłożył książkę i ruszył w kierunku źródła hałasu. kiedy wszedł w odpowiednią alejkę, zauważył chłopaka o niebieskich tęczówkach i blond farbowanych włosach.
– szlag by to wszystko trafił – szepnął nieznajomy, schylając się, żeby pozbierać książki, leżące w całej alejce. – dlaczego zawsze ja?
– nie mam pojęcia – odpowiedział z uśmiechem Théo i podszedł do blondyna, zbierając tomy, leżące mu pod nogami. – ale mogę ci pomóc to posprzątać, zanim stracisz głowę z rąk krwiożerczej bibliotekarki – zachichotał i zerknął za siebie, sprawdzając czy kobieta tam nie stoi.
chłopak zawtórował brunetowi i zaczął układać książki na odpowiednich – czy też nie – miejscach, a potem ulotnił się pospiesznie. rozbawiony Théo wywrócił oczami i poszedł za nim, skrywając się kilka działów dalej. przez jakiś czas zachowali ciszę, aż w końcu byli pewni, że nikt nie zwróci im uwagi za mały bałagan na regale.
– jestem Niall Horan. – powiedział niebieskooki, wyciągając rękę w jego stronę. – mam nadzieję, że nie narobię ci kłopotów swoją niezdarnością – uśmiechnął się do niższego, ruszając w kierunku stolików w czytelni.
Théo zakrył dłonią usta, żeby nie zaśmiać się zbyt głośno. w jego oczach, chłopak był naprawdę uroczy – nie byłby sobą, gdyby nie przyznał tego chociaż w myślach – i emanował od niego zaraźliwy optymizm. wprost nie dało się mieć złego humoru w jego obecności.
– Théo. i nie sądzę, żebyś wpędził mnie w większe kłopoty – odparł, wzruszając lekceważąco ramionami. – mam tak zwany ukryty talent do ładowania się we wszystko, co nie jest do końca dobre – dodał z wahaniem. – chyba trochę poplątałem, ale wiadomo co miałem na myśli.
Niall zagryzł dolną wargę i obrócił się przodem w stronę nowego znajomego, mierząc go iskrzącym spojrzeniem. prawda była taka, że miał słabość do wszystkich ludzi i nie ukrywał tego przed nimi, okazując sympatię na każdym kroku. czasem zdarzało się, że poczuł coś więcej, jednak nie były to zbyt częste przypadki.
– jeszcze zobaczymy – stwierdził, ruszając w kierunku wyjścia. – nie wiem, jak ty, ale ja wrócę tutaj jutro, bo dzisiaj za bardzo boję się czegokolwiek szukać – zrobił zabawną minę i mrugnął do bruneta, który zabrał swoje rzeczy i podreptał za nim. – może chcesz posiedzieć ze mną w pokoju? – zaproponował, ukazując dołeczki w zarumienionych policzkach.
Théo wzruszył ramionami i poszedł za blondynem jednym z korytarzy, który najwyraźniej prowadził do jego sypialni. mimo wszystko czas spędzony z nim, wydawał się znacznie lepszą perspektywą niż samotny wieczór z Johnem, spędzony nad książkami. dodatkowo, musiałby znieść kontrolę Liama, który na pewno zajrzałby raz czy dwa.
– i tak nie mam nic innego do roboty... esej muszę oddać w przyszłym tygodniu – wyszczerzył zęby w uśmiechu i zatrzymał się przed drzwiami, wykonanymi z jasnego drewna. prawdopodobnie jesionowego.
– bardzo mi miło, że mimo interesującego tematu pracy domowej, jestem tą lepszą opcją – niebieskooki zagryzł dolną wargę i przekręcił niewielki kluczyk w zamku, wywołując charakterystyczne kliknięcie. – witam w moich skromnych progach i z góry przepraszam za wszechobecny bałagan… o, w sumie nie jest tak źle – rozejrzał się po pomieszczeniu i pokiwał głową z uznaniem.
Théo zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową, nie wierząc, że spotkał w zamku kogoś takiego jak on. zostawiwszy torbę na podłodze przy drzwiach, powiódł spojrzeniem po ścianach i meblach, utrzymanych w neutralnych barwach. biała farba idealnie komponowała się z szarymi regałami, ustawionymi na prostopadłych ścianach i łóżkiem o ramie w odcieniu beżu. na dwóch fotelach, stojących po przeciwnych stronach sypialni, ułożone były granatowe poduszki, nadające wszystkiemu odrobinę charakteru.
– podoba mi się tutaj – zawyrokował zielonooki po dłuższej chwili zastanowienia. – wygląda na to, że będziesz miał teraz częstego gościa – pisnął, przewracając się na miękki fotel, stojący obok niego. – i to bardzo częstego, bo mi tu strasznie wygodnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz