środa, 25 lipca 2018

20

było szaro, kiedy budzik Liama zadzwonił o piątej trzydzieści. przeciągnął się i niechętnie wygramolił spod pościeli. jednak rozleniwił się odrobinę w ciągu ostatnich dwóch tygodni i potrzebował wrócić do swoich dawnych nawyków.
postanowił zacząć od biegania rano. a od przyszłego tygodnia, kiedy nie będzie musiał chodzić za Théo jak cień, w końcu będzie mógł pójść na siłownie i poćwiczyć porządnie.
ziewając głośno ubrał czarną koszulkę w serek, na biodra wsunął szare
spodnie od dresu, a na stopy założył wygodne buty. chwycił z oparcia krzesła bluzę w kolorze spodni, z szafki nocnej zabrał iPoda i wyszedł z pokoju.
świtało. poranek zapowiadał się na chłodny, ale rześki. odetchnął powietrzem, kiedy wyszedł przez zamek, zapinając bluzę. wsadził słuchawki do uszu, z których już po chwili popłynęła muzyka idealna do porannego joggingu. rozciągnął na placu, po czym wybiegł przez bramę do dolnego miasta. minął gmach siedziby ISMIO i wybiegł z miasta.
skierował się na południe znajomą ścieżką. oddychał głęboko i równo. czuł znajomy ból w łydkach. to sprawiło, że poczuł się naprawdę dobrze. wkrótce pojawiły się też pierwsze kropelki potu na czole. biegł przed siebie zatracając się w muzyce, pierwsze promienie słońca zatańczyły między koronami drzew.
powoli zwalniał przechodząc do truchtu, a potem do marszu. oddychał ciężko, a płuca go paliły kiedy przekroczył kamienny łuk przyozdobiony sznurkiem z kolorowymi wstążkami. zgasił odtwarzacz, chowając słuchawki do bluzy i powoli stawiając kroki ruszył przez Świątynie Druidów.
nie była to typowa świątynia z wysokimi filarami oraz ołtarzem w centralnym punkcie. świątynie druidów były specyficzne. można było się na nie natknąć w lesie, a rozpoznawało się po sznurkach, do których przywiązane były kolorowe szmatki lub wstążki. zaś tak przyozdobione sznurki zwieszały się między koronami drzew, skałami, wyznaczając granice świętego miejsca.
podniósł głowę spoglądając na gałęzie, gdzie pojawiały się pierwsze pąki i listki. przeszedł go dreszcz, a chwilę potem poczuł chłodny podmuch za plecami. odwrócił się, jednak nic nie dostrzegł. dla odmiany poczuł kolejny po prawej. dotarły też do niego ciche, niespokojne szepty. stał jeszcze chwilę w miejscu po czym lekko skinął głową i wycofał się ze świątyni.
biegł szybko i mógłby przysiąc, że pobił swój własny rekord. jednak musiał jak najszybciej spotkać się z Alexandrem. potrzebował go widzieć natychmiast. wrócił więc do miasta w zastraszająco szybkim tempie i wpadł do siedziby ISMIO.
wprowadził kod, zeskanował tęczówkę, a po chwili stał przy recepcji.
– powiadom Alexandra, że chcę się z nim widzieć natychmiast – wysapał do Deana, który wpatrywał się w niego z wielkim zaskoczeniem. skinął jednak głową, podniósł słuchawkę i wybrał numer wewnętrzny.
– panie Alexander, Liam Payne chce się z panem widzieć w tej chwili – oznajmił do słuchawki i nastała chwila ciszy. – dobrze.
odłożył ją i spojrzał na niego. skinął głową w stronę windy, więc posłał mu tylko uśmiech i podszedł do niego łapiąc się za bok. czuł kolkę, która właśnie go złapała, więc gdy winda przyjechała wtoczył się do niej i oparł o chłodną metalową ścianę.
winda zatrzymała się na trzecim piętrze i mały dzwoneczek zawiadomił go o tym. chwilę potem drzwi rozsunęły się i wyszedł na znajomy korytarz. przeszedł go szybkim krokiem i zapukał do gabinetu, a gdy usłyszał „proszę”, pewnym krokiem wkroczył do środka.
Daryl spojrzał na niego zza biurka gdzie wypełniał raporty i zmierzył go uważnym spojrzeniem. Liam podszedł do stolika, na którym stał dzbanek z wodą i dwie szklanki. nalał sobie do jednej trochę napoju, a gdy ten wypełnił jego usta odetchnął z ulgą. wypił jeszcze jedną szklankę i dopiero wtedy usiadł na krześle naprzeciwko swojego pracodawcy.
– co się takiego stało, że chciałeś się ze mną tak nagle widzieć? – spytał mężczyzna składając parafkę pod dokumentem i odłożył czarne pióro na bok. splótł ręce na piersi i spojrzał na szatyna ciemnymi oczami.
Payne przebiegł palcami przez włosy i nawiązał kontakt wzrokowy z Alexandrem.
– biegałem, jak zwykle. dziś odwiedziłem południowe granice – wyznał i dodał z powagą. – duchy w świątyni są niespokojne. szepty nasilone. kilka nawet odważyło się koło mnie przelecieć, byle by zwrócić swoją uwagę.
– myślisz, że coś wyczuwają? – zapytał mężczyzna.
– to duchy. są związane z wszechświatem – przypomniał mu Liam.
zapadła chwila ciszy, podczas której Daryl rozmyślał. szatyn siedział naprzeciwko niego i przyglądał mu się uważnie, rozważając co wymyśli jego szef.
odpowiedź dostał już po chwili.
– zabierz tam Théo.
– co? – zawołał zaskoczony Payne.
– nam duchy nic nie powiedzą. nie jesteśmy potomkami Druidów – wyjaśnił Alexander. – ale mogą Théo. wiesz jakie pokładamy w nim nadzieje.
– tak, wiem – przytaknął i spoważniał.
– nie musisz tego robić dziś, ale zabierz go tam w najbliższych dniach. póki jeszcze sprawujesz nad nim pełną opiekę – poprosił go Alexander, na co przytaknął i bez słowa wyszedł z gabinetu.
nie spodziewał się takiej decyzji ze strony mężczyzny. jednak gdy wracał do zamku zdał sobie sprawę, że to może być całkiem dobre rozwiązanie. i jak najbardziej na miejscu. postanowił jednak, że zabierze tam Théo w sobotę, zamiast treningu praktycznego. domyślał się, jak cierpi chłopak, więc to będzie dla niego błogosławieństwo.
wrócił do swojego pokoju, gdy zdał sobie sprawę, że przegapił śniadanie.
wziął więc gorący prysznic, doprowadził się do porządku i ubrał w czarne dżinsy oraz szarą koszulkę, na którą zarzucił bluzę. wyszedł z pokoju, przebiegając palcami przez grzywkę i udał się do kuchni by coś zjeść. po posiłku udał się pod klasę w której odbywały się zajęcia z historii.
przywitał Théo ciepłym uśmiechem, który w zamian posłał mu spojrzenie spode łba. rana na policzku goiła się, jednak wciąż wyglądał na połamanego i poobijanego. potargał mu na powitanie ciemną grzywkę i delikatnie ułożył dłoń na jego plecach.
– gdzie byłeś? – spytał chłopak. – nie było cię na śniadaniu.
– byłem pobiegać, a potem musiałem wpaść spotkać się z Alexandrem – wyjaśnił. – dlatego nie pojawiłem się na śniadaniu. przepraszam, ale to wyszło tak niespodziewanie.
Théo skinął tylko głową i ruszył wraz z nim na kolejną lekcję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz