niedziela, 22 lipca 2018

18

Liam pożegnał się z panem Reynoldsem, który powoli zaczął człapać w stronę zamku. facet ewidentnie się nim wysługiwał, ale skoro już tu był nie miał nic przeciwko temu zajęciu. poza tym lubił przedrzeźniać nauczyciela za jego plecami. robił to nie raz, kiedy sam był uczniem
zamku. chyba był jedynym szpiegiem ISMIO, który został przeszkolony w zamku.
wziął głęboki wdech, kiedy podmuch bryzy dotarł aż tutaj i zatańczył z jego włosami. wcisnął ręce w kieszenie swoich dresowych spodni i przymknął oczy wystawiając twarz, do słońca, które wisiało dość nisko, odbijając się w oknach. lubił to miejsce. jego niczym niezmąconą ciszę i spokój. to tutaj praktycznie się wychował i poznał swoich przyjaciół.
cichy jęk wywołał go z tego błogiego stanu. był święcie przekonany, że został sam. myślał, że wszyscy uczniowie zawinęli się, by jak najszybciej dostać się do swoich pokoi i odpocząć. bądź co bądź, to był ciężki trening.
rozejrzał się po błoniach i w trawie, przy kamieniu dostrzegł znajomą postać. te czarne kosmyki rozpoznałby wszędzie. kąciki jego ust drgnęły ku górze i podszedł do chłopaka, stając przy jego głowie i dostrzegając paskudne rozcięcie na policzku. dostrzegł też poranione dłonie.
– wyglądasz okropnie – odezwał się, a spod powiek wyłoniły się zmęczone, zielone tęczówki. – ale świetnie się spisałeś.
– weź idź czymś się zająć i zostaw mnie w spokoju – odburknął Théo. – chcę umrzeć. tu i teraz. na tej przyjemnie miękkiej trawie.
Liam zaśmiał się przyjaźnie i ciepło w odpowiedzi, po czym przykucną i wsuwając ręce pod pachy swojego podopiecznego, podciągnął go do pozycji siedzącej. pomógł mu się też podnieś na równe nogi, które niebezpiecznie ugięły się pod nim. i dopiero teraz szatyn pomyślał, że to nie był najlepszy pomysł. spoważniał, przytrzymując młodszego blisko siebie.
– wskakuj na plecy – polecił mu, co Mark przyjął z miłą chęcią. jego ramiona oplotły się wokół jego szyi, a gdy rękaw czarnej bluzy podwinął się dostrzegł ciemnego sińca wokół nadgarstków. skrzywił się i chwycił go pod kolanami, po czym ruszyli w stronę zamku. – za tydzień nie ćwicz z Tomem – odezwał się po chwili ciszy Liam. – to jeden z tych typów, który ma się za niewiadomo kogo, ale prawda jest taka, że jesteś bardziej zdolny niż on.
Théo nie odpowiedział i gdyby nie równy oddech chłopaka, który czuł na swojej szyi, pomyślałby, że coś jest nie tak. moment potem wzmocnił uścisk wokół jego szyi i poprawił policzek na jego ramieniu.
– zmieniłeś się – odezwał się w końcu Théo, a jego głos był słaby i senny. – w sensie. zrobiłeś się jakiś taki… milszy? spokojniejszy?
– może to przez to miejsce. lubię je i czuję się tu dobrze – wyznał Payne. – to faktycznie mnie uspokaja.
w odpowiedzi dostał tylko pomruk i ciche westchnienie. i Liam zdał sobie sprawę, że to musiało być naprawdę męczące popołudnie dla młodszego chłopaka. wspiął się, więc po schodach prowadzących do pałacu i wśliznął przez uchylone drzwi. jego kroki odbiły się cichym echem, gdy przechodzili przez główny hall.
weszli na swoje piętro i starszy mężczyzna odruchowo skierował się do swojego pokój. zatrzymał się przy drzwiach i powoli postawił Théo na ziemi, który jęknął niezadowolony. przytrzymał go, owijając lewe ramię wokół jego talii. nacisnął klamkę pomalowanych na czarno drzwi o wprowadził bruneta do swojego pokoju.
ściany były w kolorze kawy z mlekiem. na białej podłodze rozłożony został czarny, pluszowy dywan. pod sufitem powieszony był szklany żyrandol. na wprost drzwi między dwoma oknami stała czarna komoda, a nad nią wisiało prostokątne lustro. po lewej stało łóżko z obitym w czarną skórę wezgłowiem. na ramie w tym samym kolorze ułożony został materac, a na nim kremowe poduszki i biały miękki koc. przy łóżku stała niewielka szafka nocna. po prawej znajdowało się wejście do
łazienki, a bliżej okna zostało ustawione biurko. na wprost okna stała nieduża czarna
szafa, a obok niej wąski regał.
Liam zamknął drzwi i poprowadził Théo do łóżka. pomógł mu zdjąć buty oraz bluzę i teraz w pełnej krasie dostrzegł siniaki na nadgarstkach i przedramionach. dokładniej przyjrzał się ranom na dłoniach oraz rozcięciu na policzku, które wyglądało na dość głębokie.
– zdejmę ci koszulkę, dobrze? – zapytał na co Monod przytaknął, podnosząc ręce do góry. chwycił więc rąbki bluzki zdjął ją z chłopaka. spojrzał na jego plecy. tam też było kilka siniaków.
– coś cię boli? – spytał i spojrzał na twarz bruneta.
– plecy – jęknął i zgarbił się.
– nie jestem medykiem, ale mogę się zająć ranami, a siniaki posmarować maścią – wyznał, przecierając kark dłonią. – jak poczujesz się trochę lepiej to możesz przygotować mi to coś i zrobię ci okłady.
– jasne – mruknął w odpowiedzi Théo.
– to czekaj – polecił mu i udał się do łazienki. do zlewu nalał gorącą wodę, do której wrzucił ręcznik, by się namoczył. z szafki natomiast wyciągnął apteczkę i wrócił do pokoju. usiadł koło Théo i chwycił jego podbródek. następnie wyciągnął wacik, namoczył go wodą utlenioną i przemył paskudne rozcięcie na policzku. widział jak młodszy skrzywił się.
– musisz do tego przywyknąć – odezwał się łagodnie. – rany. siniaki. naprawdę musisz się przyzwyczaić. to był tylko trening. widziałeś co potrafią zdziałać demony.
– wiem – odparł cicho brunet. – mam wrażenie, jakbym tu nie pasował.
– Théo, jesteś tu zaledwie od tygodnia. potrzebujesz czasu by odnaleźć się w nowej roli i w tym miejscu – odezwał się Liama, sięgając po malutkie, białe plasterki w kształcie muszek i przykleił kilka na całej długości rozcięcia. – nie skreślaj się już teraz. wiesz co potrafisz zdziałać. i w przeciwieństwie do Toma, pokonałeś demona.
delikatny uśmiech wkradł się na usta chłopaka. w jego zielonych oczach pojawiło się przyjemne ciepło, ale i zmęczenie. westchnął więc i wyciągnął rękę w jego stronę.
– daj łapki – poprosił.
– łapki? – zdziwił się chłopak.
– wolisz łapska? – odgryzł się, na co Théo zaśmiał się i wyciągnął w jego stronę dłonie. najdelikatniej jak umiał oczyścił niewielkie rany, po czym otwarł opatrunki i przyłożył do dłoni. sięgnął po bandaże i zaczął owijać wokół nadgarstka oraz między palcem wskazującym, a kciukiem.
– tak będzie najlepiej – wyznał, owijając bandażem drugą dłoń, na co brunet skiną głową, a Liam kątem oka dostrzegł zmęczenie rysujące się na jego twarzy.
– już – oświadczył i cofnął dłonie. – połóż się na brzuchu.
Théo wykonał jego polecenie i wygodnie ułożył się na materacu, przytulając się do poduszki. Payne wrócił z apteczką do łazienki i schował ją, zostawiając sobie tylko maść. wyjął z umywalki ręcznik, który wykręcił i wrócił do pokoju. najdelikatniej jak umiał wysmarował maścią plecy chłopaka, którego oczy powoli się zamykały. starał się je jednak utrzymać otwarte.
– prześpij się – odezwał się cichym i łagodnym tonem, układając mokry ręcznik na plecach Théo. – obudzę cię na kolację, głodomorku.
sięgnął po biały koc i nakrył nim dokładnie chłopaka. ten zasnął szybko, ciemna grzywka opadała na jego twarz, więc odgarnął ją. dopiero po tym geście udał się do wschodniego skrzydła odebrać Lokiego i Johna, którzy okazali się stać najlepszymi przyjaciółmi wciągu tygodnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz