niedziela, 29 lipca 2018

22

słońce chowało się za horyzontem, kiedy Liam, planował wybrać się do Théo i sprawdzić czy już wrócił z biblioteki. przebiegł więc palcami przez brązowe włosy i przejechał po zarośniętym policzku dłonią, dochodząc do wniosku, że powinien się ogolić. chwilę potem drzwi jego pokoju otworzyły się z hukiem, a do środka wpadł mężczyzna o oliwkowej cerze ze splątaną czarną grzywką.
– idziemy pić – oznajmił i złapał go za nadgarstek. – ja stawiam.
– ale… - zająknął się Liam i w ostatniej chwili pochwycił swoją skórzaną kurtkę. spojrzał na przyjaciela, który ciągnął go przez korytarz. zlustrował go uważnym spojrzeniem i już wiedział, że coś się dzieje. Zayn rzadko pił. zazwyczaj, gdy któryś z nich wracał żywy z misji lub mieli ku temu powód, jak urodziny.
– dobra – zawołał, wyrywając się i zakładając swoją kurtkę na ramiona. – ale co się stało?
– a czy musiało się coś stać? – odpowiedział pytaniem na pytanie brunet. – po prostu chcę się napić.
Payne westchnął i postanowił nie naciskać. uznał, że gdy jego przyjaciel już się wstawi, to wyśpiewa mu wszystko, przy barze. wyszli więc z zamku i przeszli przez zalany zachodzącym słońcem dziedziniec. cienie wydłużyły się do granic swoich możliwości, dając przyjemny chłód, gdy przemierzali uliczki miasta do swojego ulubionego baru.
Zayn od razu zamówił kolejkę danielsa, wypił na raz i poprosił o dolewkę. barman więc zostawił mu butelkę, bo wiedział, że to jeden z tych klientów, który musi utopić smutki w alkoholu. kiedy Liam wypił swoją kolejkę, mulat zdążył już opróżnić pół butelki. wiedział, że będzie musiał go odprowadzić do domu, więc zamówił sobie swojego ulubionego drinka.
– wiesz. jak go tak bardzo lubię, a on mnie tak traktuje – odezwał się pijackim tonem Malik, dolewając sobie do szklanki ciemnego trunku, przy czym połowę rozlewając. oj, miał on słabą głowę.
– ale o kim rozmawiamy Zayn? – zapytał spokojnie Li, upijając łyk swojego napoju i obracając szklankę w palcach.
– no o Louisie, a o kim bym innym mówił – zawołał brunet i położył dłoń na ramieniu szatyna. – wiesz. on jest taki uroczy, kiedy nie jest zimny. ma naprawdę śliczny uśmiech, a te niebieskie oczęta błyszczą, kiedy jest szczęśliwy. widziałem, kiedy go obserwowałem. był taki słodki i uroczy.
– on jest związany z lodem – przypomniał mu przyjaciel. – nie wymagasz od niego zbyt wiele? bycie zimnym jest dla niego czymś naturalnym.
– mówisz jak on – prychnął mulat i wypił kolejną porcję alkoholu za jednym zamachem. – a myślałem, że mi pomożesz. że powiesz jak sprawić, by zwrócił na mnie uwagę. próbowałem już wszystkiego.
– a odciąć się od niego próbowałeś? – zapytał Payne, upijając łyk drinka, a ciemne oczy Zayna spoczęły na nim. – jego okres ochronny skończył się miesiąc temu, a ty wciąż chodzisz za nim niczym cień. po dwóch tygodniach rola opiekuna ogranicza się do kontroli ocen i postępu w nauce.
– wiem to – oburzył się brunet. – ale co to ma wspólnego ze sprawieniem by Louis mnie polubił?
– jesteś szpiegiem wyznaczonym do roli opiekuna, tak jak ja – przypomniał mu nachylając się do przodu. – pomyśl. teraz masz tylko kontrolować jego postępy. nie musisz przebywać z nim dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zayn. wyjedź na misję. niech zatęskni. niech zobaczy, że czegoś mu brakuje. że jest jakaś pustka, gdy nie ma cię w pobliżu. nie może przyjść do ciebie w każdej chwili.
– aaaaaaa – zawołał Zayn, tak jakby właśnie odkrył Amerykę. Liam westchnął
i dodał:
– albo porozmawiaj z Aidenem. z tego co się orientuję dostał misję od Alexandra, na którą zbytnio nie chce jechać. ponoć gniazdo demonów do zlikwidowania w Oxfordzie. zaproponuj mu, że pojedziesz za niego, ale on weźmie twoją następną misję.
– to coś dla mnie – zauważył brunet, układa dając usta w dzióbek. – a twój pomysł nie głupi.
uśmiechnął się i puścił oczko przyjacielowi.
siedzieli do momentu, w którym Zayn nie opróżnił całej butelki i nie poprosił o następną. wtedy Payne definitywnie pokręcił głową do barmana, rzucił kilkanaście funtów na ladę i zgarnął swojego przyjaciele. wyszli na chłodne wieczorne powietrze, a gdy brunet zawisł na jego szyi, doszedł do wniosku, że zabierze go do jego mieszkania, ulicę dalej. przeczuwał, iż do zamku nie zdołał by go dowlec. i tak też było. ledwie dotoczyli się do kamienicy i wspięli na pierwsze piętro. zostawił przyjaciela na kanapie w salonie. zdjął mu ze stóp buty, a z nóg zdjął niewygodne spodnie. nakrył kocem i na stoliku do kawy zostawił aspirynę wodę i wiadomość:

wisisz mi dwadzieścia pięć funtów, a to ty miałeś stawiać. – Li xx.

zamknął za sobą cicho drzwi i powoli skierował się do zamku. zdążył w ostatniej
chwili przed zamknięciem bramy.
wspiął się po schodach i wśliznął przez ciężkie wrota do środka. spojrzał na swój zegarek, który wskazywał za piętnaście dwunastą i doszedł do wniosku, że odpuści sobie poranne bieganie. niewyspany marudziłby przez cały dzień. wcisnął ręce w kieszenie kurtki, a gdy podniósł wzrok zdał sobie sprawę, że odruchowo już skierował się do pokoju Théo. stwierdził, że skoro już tam szedł to
zajrzy do niego. nic przecież się nie stanie jak go skontroluję.
zapukał cicho w drzwi, a gdy odpowiedziała mu cisza, nacisnął klamkę i wsunął głowę do środka. w pokoju paliła się lampa z abażurem. odruchowo spojrzał na łóżko, ale nie dostrzegł tam bruneta. powędrował wzrokiem dalej i odnalazł go na parapecie, z głową opartą na szybie okna i książką spoczywającą na jego kolanach.
uśmiechnął się i wśliznął do pokoju, a John od razu zakręcił się pod jego stopami. przyłożył palec do ust, pokazując zwierzakowi, żeby był cicho i na palcach podszedł do Théo.
– Théo – powiedział cicho jego imię, ale powieki nie podniosły się w górę i teraz miał sto procent pewności, że młodszy chłopak zasnął. ostrożnie więc wziął książkę z jego kolan, a spomiędzy palców wyciągnął zdjęcie, które zapewne robiło za zakładkę.
spojrzał na fotografię i zdał sobie sprawę, że już je widział. raz. przelotnie. na pierwszej lekcji historii. Théo wyciągnął je z kieszeni. a był na nim chłopak. bardzo ładny, Liam musiał to przyznać sam przed sobą. zmarszczył brwi, zastanawiając się kim on mógł być dla bruneta. przyjacielem?
pokręcił głową, włożył zdjęcie między strony, zamknął książkę i odłożył ją na bok. następnie wsunął jedną rękę pod kolana Théo, a drugą oplótł wokół jego talii.
wziął go na ręce i głowa młodszego opadła na jego tors. dotarł do niego cichy pomruk, a zielone tęczówki zaczęły wyłaniać się spod powiek.
– ciiii. śpij, Théo – odezwał się łagodnie, odwracając w stronę łóżka. – śpij, głodomorku.
usłyszał w odpowiedzi cichy pomruk, a powieki Théo na powrót opadły w dół.
ułożył go delikatnie na materacu, odgarniając z czoła ciemną grzywkę. nakrył go dokładnie ciepłym kocem, a John wskoczył i zwinął się w kulkę na poduszce obok.
uśmiechnął się delikatnie i zgasił lampę, pociągając za sznureczek. na palcach wyszedł z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi i dochodząc do wniosku, że jutro zajmie się brunetem ze zdjęcia. dziś był już zmęczony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz