brunet szedł w milczeniu obok starszego chłopaka, rozglądając się z zaciekawieniem dookoła. jego zielone spojrzenie przesuwało się niespiesznie po obrazach, a na ustach majaczył delikatny uśmiech. w głowie kłębiło mu się wiele pytań, ale zdecydował, że lepiej zaczekać z ich zadawaniem, żeby bardziej nie rozzłościć Liama. i tak był wściekły o zaspanie. a Théo nie chciał się przyznać, co
było tego powodem.
przez całą noc nie był w stanie zmrużyć oka przez nowe zapachy, które go otaczały, oraz nadmiar myśli. chłopak spędził kilka godzin na przewracaniu się z boku na bok i myśleniu, jak wyjaśni swoją nieobecność, jeśli kiedykolwiek wróci do Londynu. z kolei te przemyślenia napełniały go smutkiem, co także uniemożliwiało zaśnięcie. męczące myśli odgonił dopiero nad ranem i zdołał zdrzemnąć się na półtorej godziny, zanim został brutalnie zrzucony z łóżka.
po pięciu minutach szybkiego marszu, Payne stanął przy masywnych drzwiach i otworzył je, przepuszczając młodszego przodem. kiedy obaj znaleźli się w przestronnym pomieszczeniu, wypełnionym przyjemnymi zapachami smażonego bekonu oraz świeżo parzonej herbaty. wszędzie dookoła słychać było entuzjastyczne rozmowy pomiędzy mieszkańcami zamku i ich opiekunami.
Théo zagryzł policzek od środka, znowu odczuwając nieprzyjemne ssanie w żołądku. wszechobecny hałas ucieszył go w tym momencie, ponieważ dzięki niemu nikt nie mógł usłyszeć głośnego burczenia w brzuchu. no, może nikt oprócz Liama, który wywrócił oczami, kiedy usłyszał znajomy odgłos.
– chodź – westchnął szatyn, układając dłoń między łopatkami niższego i
popchnął go w kierunku stołu. – zjedzmy coś, byle szybko, bo za piętnaście minut zaczynasz pierwszą lekcję – powiedział, biorąc w palce talerz.
młodszy bez słowa poszedł w jego ślady i przesunął wzrokiem po przygotowanych potrawach. wszystkie razem składały się na klasyczne, angielskie śniadanie, więc Théo odruchowo skrzywił się na ten widok. już dawno przywykł do faktu, że jego organizm nie reaguje dobrze na duże ilości tłuszczu, więc starał się wybierać to, co go nie zawierało. tym razem nie miał szerokiego wachlarza
możliwości, więc zdecydował się na płatki z mlekiem oraz kubek mocnej kawy. liczył, że to choć trochę postawi go na nogi.
– masz jakieś pytania? – zapytał Payne po dłuższej chwili milczenia, wpatrując się ze zmarszczonymi brwiami w Théo, niechętnie grzebiącego łyżką w swoim talerzu. – jeśli są ważne i dotyczą tego, co będzie się działo przez najbliższe godziny, to lepiej zadaj je od razu – dodał i zamilkł, przysuwając do ust swój kubek z herbatą.
– sądzę, że to może poczekać – odparł spokojnie zielonooki i powoli wsunął do ust ostatnią łyżkę, pełną mleka. – idziemy? – wymamrotał, ocierając białe wąsy znad górnej wargi. – nie chcę się przez ciebie spóźnić.
Liam otworzył usta, żeby mu się odgryźć, ale zrezygnował szybko, kiedy przypomniał sobie, że będzie musiał go niańczyć do końca jego pobytu w Violet Hill.
czyli prawdopodobnie przez bardzo długi okres czasu. ta myśl pozwoliła mu się opanować i zapobiegła wszczęciu kolejnej, niepotrzebnej kłótni.
Liam i Théo mierzyli się wzrokiem przez dłuższą chwilę, a potem zgodnie i bez słowa odnieśli naczynia. dalej ze sobą nie rozmawiając poszli w kierunku drzwi, dołączając do strumienia innych mieszkańców, którzy także spieszyli na lekcje. widząc gęsty tłum, Payne zamknął nadgarstek bruneta w mocnym uścisku i zignorował jego pytające spojrzenie, uznając, że wcale nie musi się z tego tłumaczyć.
– możesz przestać? to mimo wszystko boli – wymamrotał chłopak, próbując dorównać szybkiemu krokowi chłopaka. – aua! no, Liam no! – wykrzyknął, wyrywając rękę i odruchowo przytulając ją do swojej klatki piersiowej. – pozwę cię – burknął, wciskając dłonie do kieszeni spodni.
24-latek rzucił mu rozbawione spojrzenie i skręcił w jeden z bocznych korytarzy, a potem w kolejny i jeszcze następny, aż w końcu jego towarzysz stracił orientację. Payne westchnął głośno i odnotował sobie, że łatwo go skołować, więc trzeba będzie nad tym popracować, by mógł jakoś radzić sobie w terenie.
Théo skrzywił się lekko, kiedy jego przewodnik skręcił w kolejną odnogę. zaraz jednak odetchnął z ulgą, gdyż zauważył, że znaleźli się u celu podróży. tak mu się przynajmniej wydawało, ponieważ stali po środku okrągłego hallu. po prawej i lewej stronie znajdowało się po pięć par drzwi, a dwie lub trzy z nich pozostały otwarte, czekając na nadchodzących uczniów. brunet rozejrzał się bezradnie i zerknął na Liama, który bez wahania podszedł do tych w kolorze zielonym, ozdobionych złotą klamką i wszedł do środka. chcąc czy nie chcąc, Monod musiał ruszyć za nim.
– gdzie… – zaczął chłopak, ale szatyn już się oddalił i zajął miejsce w jednej z pustych ławek, zajmując się rozmową z niebieskookim chłopakiem o
blond włosach, który siedział przed nim.
ciche westchnienie, które uleciało spomiędzy bladych ust Théo szybko ucichło w gwarze podekscytowanych głosów. wszyscy mówili o jakimś profesorze, którego nazwiska nie sposób było wyłapać wśród ogólnego rozgardiaszu. automatycznie wyłączony z rozmów, zielonooki zajął miejsce obok Liama i zacisnął dłonie na swoich kolanach, myśląc o tym, że chciałby być z powrotem w swoim londyńskim mieszkaniu.
wiedziony odruchem, sięgnął do kieszeni i wysunął z niej zdjęcie, przedstawiające chłopaka o szerokim uśmiechu, błyszczących oczach w odcieniu czekolady oraz włosach w podobnym kolorze. na ten widok, kącik ust Théo powędrował do góry, ale zaraz zmienił się w grymas smutku.
– kto to? – usłyszał nad uchem głos Liama i szybko wcisnął fotografię do kieszeni, potrząsając szybko głową.
– nikt taki – odparł, wzruszając lekceważąco ramionami i umilkł, odwracając się w stronę drzwi, w których stał wysoki mężczyzna.
jego jasnoniebieskie oczy powoli zbadały każdy centymetr twarzy nowego ucznia, a potem przeniosły się na pozostałych adeptów, skutecznie uciszając najcichsze szepty. kiedy w klasie zapadła cisza, jak makiem zasiał, nauczyciel powoli zamknął drzwi i ruszył w kierunku tablicy, ustawionej pod wschodnią ścianą.
Théo zagryzł dolną wargę i skulił się lekko, opierając łokcie na stole. zauważył już, że profesor nieustannie wraca do niego spojrzeniem i domyślił się, że czekająca go godzina będzie naprawdę długa. i najpewniej obfitująca w liczne niespodzianki oraz informacje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz