poniedziałek, 23 lipca 2018

19

Théo wiercił się na miękkim materacu, marszcząc brwi i mamrocząc niezrozumiałe słowa. jego twarz nieustannie wykrzywiał grymas bólu, związany z licznymi obrażeniami po treningu. nigdy nie spodziewał się, że wszystko pójdzie aż tak źle, a on nie będzie miał siły chodzić. brunet westchnął ciężko i niespiesznie rozchylił powieki, rozglądając się dookoła zaspanym spojrzeniem. coś podpowiadało mu, że znajduje się w pokoju swojego opiekuna, ale nie był tego pewien, ponieważ
szatyna nigdzie nie było.
nagle drewniane drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a do środka wślizgnął się Liam, trzymający w dłoniach drewnianą tacę. wokół jego nóg kręciły się dwa zwierzaki, najwyraźniej mające nadzieję, że uda im się złapać jakiś smaczny kąsek. brązowooki zmarszczył brwi, uniósł wyżej trzymane przedmioty i spojrzał w dół, żeby przypadkiem nie nadepnąć na jeden z ogonów.
– chyba miałeś mnie obudzić – zauważył Théo, siadając na łóżku z grymasem na twarzy. – jakoś bym się dowlekł na tą kolację. jakoś – wymamrotał, mnąc w palcach miękki koc pod którym spał.
– nie chciałem cię przemęczać – odparł Payne, stawiając na jego udach drewnianą tacę, na której ułożone były talerze z przeróżnymi smakołykami. – poza tym nie chciałem ryzykować ponownego donoszenia cię tutaj – uniósł wyżej jeden z kącików ust i usiadł w nogach łóżka, podwijając nogi pod siebie.
Théo prychnął w odpowiedzi i oparł obolałe plecy o miękką poduszkę, wypuszczając z ust głębokie westchnienie ulgi. nie chciał się przyznawać, ale sądził, że nie dałby rady przejść pięciu metrów. nie mówiąc nawet o dojściu do sali jadalnej i powrocie do pokoju. dlatego był bardzo wdzięczny swojemu opiekunowi, że pomyślał o przyniesieniu mu jedzenia, o które żołądek dopominał się nawet w czasie snu.
uśmiechając się pod nosem, zielonooki przeniósł spojrzenie na talerze, leżące na jego udach. od razu zauważył, że znajdują się tam głównie różne warzywa, będące podstawą diety Théo. zaskoczyło go to, ponieważ był pewny, że szatyn nie zwracał uwagi na takie rzeczy – a tu taka niespodzianka.
– dziękuję. ratujesz mi życie po raz drugi – stwierdził brunet, odsunął na bok przeszkadzającą grzywkę i uniósł do ust pierwszą kanapkę. – och, nie. John nawet tak na mnie nie patrz, bo to moje jedzenie – prychnął, na widok błagalnego spojrzenia swojej fretki. idź pobaw się z Lokim....  czy coś.
zwierzak uniósł wyżej pyszczek i zeskoczył z materaca, a potem odmaszerował w kierunku drzwi, udając obrażonego. najwyraźniej zamierzał wyjść z pokoju, ale gdy zorientował się, że nie doskoczy do klamki, usiadł przy framudze i ostentacyjnie odwrócił łepek.
brunet wywrócił oczami i wrócił do pałaszowania swojej później kolacji. kilka razy spojrzał przy tym na Payne’a, który niezmiennie siedział na materacu, pogrążony w lekturze kryminału. najwyraźniej książka nie przypadła mu do gustu, ponieważ jego wargi ułożyły się w pogardliwy uśmieszek, a brwi nieustannie pozostawały zmarszczone.
pół godziny później, Théo skończył jedzenie kanapek i z wysiłkiem wychylił się, żeby odstawić tacę na stolik nocny. wówczas Liam odsunął na bok czytaną pozycję i przeciągnął się, wyciągając ramiona do góry.
– idziesz znowu spać? – zapytał zatroskany szatyn, widząc, jak jego podopieczny zaczyna ziewać, przysłaniając usta dłonią. – może chcesz się najpierw wykąpać? – zaproponował, podnosząc się sprawnie z łóżka.
– właściwie to chętnie – odparł Monod, podciągając do siebie nogi, żeby obejrzeć fioletowe siniaki, które wykwitły na jego jasnej skórze. – aua. to prędko nie zniknie – powiedział bardziej do samego siebie, wiedząc, jak jego ciało reaguje na różnego rodzaju obrażenia. wystarczyło lekkie uderzenie, a chodził z krwiakiem przez minimum trzy tygodnie.
szatyn pokiwał głową ze zrozumieniem i zmierzwił czarne kosmyki młodszego, zanim ruszył w kierunku łazienki. za nim podreptał nieufny Loki, który wsadzał swój ciekawski nosek wszędzie, gdzie tylko mógł. psiak trącił łebkiem łydkę swojego właściciela i oparł zabrudzone łapy na krawędzi wanny, do której już lała się ciepła woda.
– gotowy? – rzucił brązowooki, wychylając głowę z pomieszczenia wyłożonego kafelkami. – chodź, przeniosę cię, żebyś się nie męczył – dodał, widząc, jak jego podopieczny usiłuje podnieść się z materaca.
brunet spuścił wzrok, zawstydzony brakiem jakiejkolwiek sprawności i owinął ramiona wokół szyi starszego, pozwalając mu się podnieść. kilka sekund później odsunął się od mężczyzny, przysiadając na krawędzi wanny, która była wypełniona wodą już do połowy.
– to… zawołaj mnie, jak będziesz czegoś potrzebował – Liam uśmiechnął się pod nosem i opuścił łazienkę, zabierając ze sobą Lokiego, który o dziwo nie protestował. – miłej kąpieli, Théo – dodał, zamykając drzwi, żeby zapewnić młodemu odrobinę prywatności.
– dziękuję – wymamrotał pod nosem i stanął na drżących nogach, jednym ruchem zsuwając spodnie oraz bieliznę. – och, tak, zdecydowanie tego potrzebuję – skrzywił się i ostrożnie wszedł do wody, żeby nie poobijać się jeszcze bardziej. brunet zamruczał z wyraźnym zadowoleniem, kiedy ciepła ciecz oblała jego obolałe ciało i przyniosła chwilową ulgę. jednak jednocześnie sprawiła, że odczuł
większe zmęczenie, więc – chcąc, nie chcąc – chwycił za gąbkę i dokładnie umył posiniaczoną skórę. poczuł się przez to znacznie lepiej, ale nie przeciągał przyjemnej chwili, korzystając z nagłego przypływu silnej woli. złapał dłońmi za krawędź wanny, wyszedł z niej – o dziwo, nie robiąc sobie krzywdy – i wytarł się miękkim ręcznikiem, który odwiesił na kaloryfer.
 Liam? – zapytał głośno zielonooki, wyglądając do pokoju przez szparę między drzwiami, a framugą. – chcesz mi pożyczyć coś czystego do spania? – uśmiechnął się lekko do szatyna, który patrzył na niego pytająco. – dziękuję – szepnął, kiedy mężczyzna bez słowa podał mu bawełnianą koszulkę i flanelowe spodnie.
naciągnąwszy za duże ubrania na swoje drobne ciało, Théo wyszedł z łazienki, zabierając swoje brudne ubrania. kiedy znalazł się w pokoju od razu zauważył starszego mężczyznę, siedzącego na parapecie z książką położoną na kolanach. była to prawdopodobnie ta sama pozycja, którą czytał wcześniej, jednak tym razem brązowooki podśmiewał się pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem.
– dobranoc – powiedział cicho brunet, niezgrabnie wsuwając się pod ciepłą kołdrę. – wybacz, ale dzisiaj nie masz większego wyboru, jak mnie przenocować – zachichotał i ułożył głowę na poduszce, obserwując Liama spod przymrużonych powiek.
Théo czekał na odpowiedź przez kilka minut, ale kiedy jej nie otrzymał, z westchnieniem wsunął się głębiej pod pierzynę i zamknął oczy. parę chwil później chrapał spokojnie, pogrążony w swojej własnej krainie marzeń. nie usłyszał przez to, jak Payne życzy mu dobrej nocy, posyłając mu zatroskane spojrzenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz