obudził się dość późno. dochodziła dziesiąta, gdy otworzył oczy, a jasne promienie podrażniły jego tęczówki. mrukną niezadowolony, mrużąc oczy i zamykając je jeszcze na chwilę. schował nos w jasne kosmyki Théo i wdychając ich przyjemny zapach, leżał jeszcze przez jakiś czas, zaczynając myśleć o tym wszystkim co mu opowiedział w nocy.
jego wizje były niepokojące. musiał o nich opowiedzieć Darylowi. musieli wzmocnić granice Violet Hill. wyznaczyć jakieś patrole, rzucić czary obronne.
przygotować się do ataku. ale przed powiadomieniem o wizji Théo swojego wuja, musiał wiedzieć jedną rzecz. kim był mężczyzna, którego zobaczył podczas burzy.
ostrożnie wygrzebał się z pościeli, tak by nie obudzić bruneta, który wciąż spał smacznie, tuląc się do rąbka pościeli. zwinięty niczym mały kociak, z włosami rozrzuconymi na poduszce i rumieńcami na policzkach, wyglądał niezwykle uroczo. na usta Liama mimowolnie wkradł się uśmiech, gdy patrzył tak na śpiącego Théo.
jeszcze szerzej uśmiechnął się, gdy zdał sobie sprawę, że jest jedyną osobą, przy której on może spokojnie spać.
potrząsnął głową i wsunął na stopy trampki. na pomiętą, szarą koszulkę, zarzucił bluzę i cicho wyszedł z pokoju, by nie obudzić chłopaka. podciągnął rękawy do łokci, kierując się do biblioteki. za winklem wpadł na Zayna.
– och. szukałem cię – odezwał się brunet. – chciałem zapytać co z Théo.
– w porządku – odpowiedział Liam, przystając i spoglądając na przyjaciela. – był trochę roztrzęsiony i miał nocne koszmary, ale w końcu zasnął.
– powiedz mi. co się właściwie stało na błoniach? – zapytał mulat, wciskając ręce w kieszenie spodni i obaj ruszyli w stronę biblioteki.
– Théo miał wizję, która potwierdziła tylko to co usłyszał od duchów w świątyni druidów – wyznał, splatając ręce na piersiach. – mrok, chce zniszczyć Violet Hill. najpierw wybić wszystkich pure-blood, którzy są nieświadomi swojej mocy, a potem zaatakować nas.
– jeśli pozbędzie się tego miejsca, pure-blood nie będą mieli gdzie się szkolić – przeanalizował Malik. – a jeśli nie będą mieli gdzie uczyć się kontroli nad mocą, ona ich pochłonie i wszyscy potomkowie druidów znikną z ziemi. to logiczne.
– to prawda. chce wyeliminować potencjalnego przeciwnika, który będzie miał moc zgładzenia go – przytaknął mu Payne. – a przynajmniej. stłumienia go do na kolejne kilkaset lat.
– on poluje na Théo – stwierdził Zayn, a szatyn mocniej zacisnął wargi. – doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? on od początku był inny. silniejszy. ale potrzebuje drużyny.
– ma już ogień i lód – wyznał pamiętając o jego przyjaźni z Niallem i Louisem. – potrzebuje jeszcze wody, powietrza i eteru.
– czyli… ta bitwa na granicach Violet Hill, będzie jedną z wielu? – zapytał brunet, a on ze zrezygnowaniem przytaknął. – w takim razie, musimy się do niej
przygotować. trzeba powiadomić Simona.
– tak, wiem, ale zanim to zrobimy, musimy się dowiedzieć jeszcze jednej rzeczy – podkreślił Liam, a widząc spojrzenie przyjaciela dodał: – poza wizją, którą nie wiem co wywołało, zobaczył jeszcze jakiegoś mężczyznę. dlatego idę do biblioteki.
– w jakim dziale, będziemy szukać? – spytał Zayn, a szatyn spojrzał na niego. – no co? pomogę wam szukać tego gościa.
– myślę nad historią. może to był jakiś prastary duch – odpowiedział, kiedy wchodzili do biblioteki. od razu skierowali się na dział z historią i zaczęli wyszukiwać tomy, które mogły wydać się najbardziej niezbędne. krążyli między regałami ściągając kolejne książki.
– ogniska – odezwał się niespodziewanie brunet, a Payne spojrzał na niego marszcząc brwi. – wielkie ogniska. były przecież z dziesięciu świętych drzew, a Théo jest związany z naturą. może ich dym wywołał to wszystko.
– wiesz… wiesz, że możesz mieć rację – przyznał, marszcząc brwi. – kiedy był na błoniach, jego spojrzenie było zamglone, głupawy uśmieszek błąkał mu się na ustach. jakby się naćpał. a kiedy poszliśmy na plażę, z dala od ognisk, to ustąpiło. jak wróciliśmy na błonia, znów się nasiliło.
– no widzisz. jeśli Théo jest tym kim jest, to takie imprezy mogą silnie na niego wpływać – stwierdził Zayn, ściągając z wyższej półki kolejną książkę. – wywoływać wizje i tym podobne.
Liam przytakną i też ściągnął kolejny tom z półki. obładowani książkami różnej wielkości oraz grubości, opuścili bibliotekę i skierowali się z powrotem do pokoju szatyna. nacisnął klamkę łokciem i pchnął drzwi biodrem wchodząc do środka. jego spojrzenie padło na zaspanego Théo, który siedział na łóżku przecierając oczy, a Loki rozłożył się na jego kolanach. bezwiednie głaskał go po głowie i drapał za uszami.
– dzień dobry, głodomorku – przywitał się, a brunet odpowiedział mu leniwym uśmiechem. – chcesz coś na śniadanie?
– tosty i herbatę – wydukał wciąż lekko zaspany, ziewając głośno, kiedy Payne, odkładał książki na biurko. Zayn poszedł w jego ślady i spojrzał na Théo witając się z nim szerokim uśmiechem.
– opowiedz Zaynowi o tym mężczyźnie. pomoże nam szukać – poprosił na powrót kierując się do drzwi. – a ja skoczę zrobić ci śniadanie.
i wyszedł pospiesznie kierując się do kuchni. zrobił swojemu chłopakowi tosty z dżemem truskawkowym oraz twarożkiem i skrojonymi w plasterki owocami.
przyrządził mu swoją ulubioną herbatę malinową i tak zaopatrzony wrócił do pokoju.
Zayn siedział w fotelu, przerzucając strony książki. Théo robił to samo, siedząc wciąż nakryty pierzyną. jednak podniósł wzrok, gdy szatyn wszedł do środka. posłał mu uroczy uśmiech na widok pysznego śniadania i odebrał je od niego uprzednio
odsuwając ciężki tom. Payne przysunął go do siebie, wyciągając się w poprzek łóżka i
zaczynając przewracać strony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz