czwartek, 4 października 2018

47

brunet wpadł do swojego pokoju i pospiesznie zatrzasnął drzwi, a potem oparł się o nie plecami. kiedy jego drżące palce przekręciły klucz w zamku, osunął się na podłogę i zacisnął palce na swoich kolanach. zrobił coś źle. i był tego absolutnie pewien, mimo zapewnień Liama.  ze ściśniętym gardłem i dłońmi drżącymi z powodu zdenerwowania ostatnim egzaminem oraz zaistniałą sytuacją, czarnowłosy chłopak podźwignął się z podłogi i powoli ruszył do łazienki. tam odkręcił zimną wodę i nabrał jej trochę, żeby przemyć załzawione oczy oraz palące policzki. zamoczył przy tym przód swojej białej koszuli, ale zignorował to, wiedząc, że na razie nie będzie mu potrzebna.
wyszedłszy z łazienki, pospiesznie rozpiął guziki koszuli, a z nóg zrzucił eleganckie buty. zastąpił je swoimi znoszonymi tenisówkami, które zawiązał dokładnie w drodze wyjątku, żeby przypadkiem się nie przewrócił. na chwilowo nagi tors naciągnął za dużą, granatową koszulkę, prawdopodobnie należącą do jego opiekuna.
– och, bogowie – sapnął pod nosem, kiedy spostrzegł wielkość nałożonego ubrania, jednak postanowił, że i tak nie ma sensu go zmieniać. – umrę na tym egzaminie – stwierdził niemal płaczliwym głosem, uśmiechając się przy tym szeroko, żeby oszukać samego siebie.
nie mając do zrobienia niczego poza nauką, chłopak usadowił się na łóżku z segregatorem rozłożonym na kolanach. jego palce sprawnie przerzucało kolejne strony, a jasne oczy uważnie śledziły tekst, dotyczący podstawowych zasad i technik obrony. nie minęło kilka minut, jak literki zaczęły odstawiać dzikie harce, tańcząc przed jego niezadowolonym spojrzeniem.
zrezygnowany, a także przepełniony niezbyt optymistycznymi uczuciami, odsunął notatki na bok i ześlizgnął się z łóżka. przeczuwał, że pomocny okaże się spacer po błoniach, jednakże nie zamierzał przeszkadzać w prowadzonych egzaminach. dlatego też, zamiast opuścić zamek głównym wyjściem, przeszedł przez to, które znajdowało się w kuchni. dzięki temu znalazł się o kilka kroków od
wrzosowiska, na którym zaczęła się cała ta chora sytuacja.
bliska obecność roślin szybko wpłynęła na samopoczucie chłopaka, który zdołał wyciszyć się, a nawet uśmiechnąć delikatnie. po zajęciu miejsca pod wierzbą płaczącą, znajdującą się na krańcu ogromnej polany, wziął głęboki oddech i zamknął oczy. mimo usilnych starań, zaczął przypominać sobie potrzebne wiadomości, przez co nawet nie zauważył, jak wybiła godzina jego ostatniego egzaminu.
przestraszony tym, że się na niego spóźni, poderwał się z miejsca i ruszył na błonia szybkim krokiem. w wyznaczonym miejscu byli zebrani już niemal wszyscy, a z zamku nadciągały ostatnie osoby. uspokoiło go to tylko na krótką chwilę, po której stres wrócił ze zdwojoną siłą.
– czy są już wszyscy? – po błoniach potoczył się donośny głos Liama, który przesunął wzrokiem po adeptach, stojących przed nim w prawie prostym szeregu. – dobrze, w takim razie możemy zaczynać – pokiwał zadowolony głową i złożył dłonie za sobą, a następnie zaczął przechadzać się powoli w tą i z powrotem, nieświadomy tego, że nieprzerwanie śledzą go ciemnozielone tęczówki Théo. – zaczniemy od pytań, które zadam wam indywidualnie, żeby uniknąć podpowiadania czy prób
jakiegokolwiek ściągania – poinformował, zatrzymując się w miejscu na kilka chwil. – potem przejdziemy do części praktycznej, do której możecie się przygotować już teraz. ustawcie się w sporej odległości od siebie i na spokojnie rozgrzejcie, a ja będę do was kolejno podchodził – zakończył i klasnął głośno w dłonie, dając sygnał do wykonania jego poleceń.
nie mając wyboru, uczniowie rozeszli się po błoniach, wymieniając między sobą ostatnie uwagi. ich rozmowy zostały szybko uciszone przez srogie spojrzenie szatyna, który już rozpoczął egzaminowanie pierwszych osób. część teoretyczna szła sprawnie, nie przynosząc większych problemów, przynajmniej do momentu, kiedy Liam stanął na przeciwko swojego podopiecznego i zmierzył go wzrokiem.
– stresujesz się – zauważył, posyłając mu nikły uśmiech, będący efektem dostrzeżenia granatowej koszulki. – spokojnie, nie będzie tak źle. czy ja zagryzłem pozostałych? – zapytał, kiwając głową w stronę innych adeptów.
– nie, ale ze mną może być zupełnie inaczej – odparł młodszy, uciekając wzrokiem gdzieś w bok, tak by nie patrzeć na nikogo. – możemy zaczynać? chciałbym to już mieć za sobą – westchnął po dłuższej chwili milczenia, przestępując niecierpliwie z nogi na nogę.
– okej, niech będzie – mruknął Payne, marszcząc brwi tak mocno, że między nimi pojawiła się wyraźna, pionowa kreska. – wymień mi dwa podstawowe rodzaje
obrony i krótko je scharakteryzuj – rzucił, odchrząkając znacząco. – no dalej, przecież
powtarzaliśmy to dziś rano.
brunet rozchylił usta, żeby udzielić mu szybkiej odpowiedzi, ale nagle zorientował się, że w jego głowie jest kompletna pustka. zestresowany jeszcze bardziej niż wcześniej, zamknął usta i spuścił głowę, zaciskając powieki z całej siły. miał ochotę rozpłakać się z bezradności, tak jak zrobił to pierwszego dnia nauki do egzaminów. jednakże nie mógł zrobić tego w obecności tych wszystkich ludzi, którzy i tak wytykali go palcami.
– Théo, spokojnie – usłyszał przy uchu czuły głos Liama, na dźwięk którego mimowolnie zadrżał i odsunął się o dwa kroki w tył.
 – obrona pozycyjna i manewrowa – wyrzucił z siebie, mnąc w palcach krawędź za dużej koszulki. – pierwsza polega na tym, że grupa próbuje utrzymać swój teren, dążąc do rozbicia zgrupowań przeciwnika jeszcze przed faktyczną, przednią linią obrony albo w rejonie oddziałów „pierwszego rzutu” – wyrecytował na jednym wydechu, wbijając spojrzenie w czubki swoich butów. – obrona manewrowa skupia się bardziej na wykorzystaniu ruchliwości oddziałów, a jej celem jest osłabienie i
wyhamowanie natarcia przeciwnika – skończył i wziął głęboki oddech, uzupełniając deficyt tlenu.
brązowooki mierzył go spojrzeniem przez kilkanaście sekund, które zdawały się ciągnąć w nieskończoność. przenikliwy wzrok palił bladą skórę młodszego, jednak ten starał się jakoś zachować spokój i nie wybuchnąć.
 – dziękuję, to mi wystarczy – skinął głową i posłał podopiecznemu lekki uśmiech, zanim ruszył w kierunku ostatnich uczniów, których musiał przepytać przed rozpoczęciem części praktycznej.
czując ulatujący z ciała stres, Théo usiadł ciężko na ziemi i wsunął palce w trawę. powieki przymknął na moment, dzięki czemu uspokoił się znacznie szybciej niż wcześniej. jego serce dalej wybijało przyspieszony rytm, jednak nie był on tak szaleńczy, jak w czasie odpowiadania na pytanie szatyna.
– przejdziemy teraz do części praktycznej – krzyknął Payne, przywołując uczniów władczym ruchem dłoni. – teorię zdaliście wszyscy, z większym lub mniejszym trudem, dlatego nie będziemy sobie zawracali głowy terminem poprawkowym – powiedział z uśmiechem, kiwając głową z wyraźnym uznaniem. – jeśli wszyscy są gotowi, to myślę, że możemy zaczynać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz