poniedziałek, 8 października 2018

48

pożegnał się z Louisem, którego skończył egzaminować jako ostatniego, a ten od razu pobiegł w stronę zamku, za pewnie do Zayna. zerknął na swój zegarek, ale ledwo dostrzegł tarcze w bladym świetle księżyca. wiedział jednak, że jest coś koło dwudziestej drugiej. przeegzaminowanie wszystkich tych uczniów okazało się niezłą męczarnią. albo to on był zbyt wymagający. lub to grupa związanych z powietrzem uznała, że to będzie bułka z masłem. prawie wszyscy będą mieć poprawkę z wyjątkiem kilku osób.
zaczesał do tyłu włosy, po czym westchnął i rozmasował kark. pragnął teraz gorącego prysznica. długiego. naprawdę potrzebował się rozluźnić.
wspiął się po schodach i wszedł do zamku zamykając za sobą wrota. wspiął się na swoje piętro i powłócząc nogami nacisnął klamkę. wśliznął się do pokoju, w którym paliło się światło lampki i to go zaskoczyło. zmarszczył brwi i rozejrzał się po wnętrzu. koło Lokiego drzemał John, a właściciel fretki przysnął w fotelu. szatyn uśmiechnął się mimowolnie na ten uroczy widok.
zrzucił z ramion bluzę i podszedł do bruneta. oparł dłonie na jego kolanach i kucnął między nogami. przez chwilę patrzył jak ciemna grzywka układa się na jego czole podczas snu, aż w końcu wyciągnął dłoń i kciukiem pogładził go po policzku.
– Théo – odezwał się cicho i zaczął drapać za uchem, na co chłopak zareagował. – Théo. pobudka.
zielone tęczówki zamazane snem wyłoniły się zza ciężkich powiek. moment potem chłopak przeciągnął się, przetarł oczy dłońmi i spojrzał na niego. uśmiechnął się do niego czule, a w zmęczonych, sarnich oczach pojawiło się uczucie.
 – co tu robisz, głodomorku? – spytał miękko i mocniej zacisnął dłoń na jego kolanie. dostrzegł jak smutek wkrada się na twarz bruneta, a w oczach pojawiają się łzy i Liam nie rozumiał co jest ich powodem.
 – czy zrobiłem coś źle dziś rano? – spytał lekko drżącym oddechem. – no bo tak nagle się odsunąłeś od pocałunku.
westchnął ciężko i starł z jasnego policzka samotną łzę, która uwolniła się.
przejechał kciukiem, po drżącej dolnej wardze i uśmiechnął się delikatnie. nie spodziewał się, że może to tak odebrać. tak mocno przeżyć.
 – przecież powiedziałem ci, że nie zrobiłeś niczego źle – odezwał się Payne, sięgając po jego dłoń i zaciskając swoją na niej. – to ja. po prostu… rozmyślałem o tym, że okazujemy sobie uczucia. dotykamy, całujemy i tak dalej. – a ja… - zawiesił głos i spojrzał w zielone oczy, gdzie tliła się nadzieja. – a ja nawet nie zapytałem, czy chcesz ze mną chodzić. czy… czy chcesz być moim chłopakiem? i chodzić ze mną na dziwne randki?
Théo zaśmiał się, a szeroki uśmiech rozjaśnił jego twarz. serce szatyna zatrzepotało w piersi na ten widok i w duchu podskakiwał z radości. bo to on spowodował, że te cudne usta wygięły się w tak szerokim i promiennym uśmiechu.
– tak, ty głupku – zawołał, pospiesznie ocierając łzy z jasnych policzków. – pewnie, że chcę z tobą chodzić na dziwne randki.
Liam uśmiechnął się i podniósł się na równe nogi, po czym pociągnął Théo do góry. wziął jego twarz w swoje dłonie i złożył na pełnych ustach długi oraz namiętny pocałunek. potarł swój nos o jego, a ciepły oddech bruneta omiótł jego twarz.
dłońmi zjechał na jego talię, w której objął go mocno i przyciągnął najbliżej jak umiał.
– marzę o gorącej kąpieli – wyznał Payne, wsuwając dłonie pod bluzkę swojego chłopaka. – masz ochotę wziąć ją ze mną?
– no pewnie – mruknął w odpowiedzi Théo. – zaczekaj.
szatyn zamrugał zaskoczony, kiedy młodszy chłopak wyplątał się z jego objęć i zniknął w łazience. chwilę potem usłyszał szum wody na co uśmiechnął się pod nosem. zdjął z siebie czarną koszulkę i opadł na fotel, zrzucając ze stóp buty, które naprawdę już go uwierały. rozprostował palce, po czym ciężko podniósł się z wygodnego miejsca.
– już mogę? – zapytał, stając przy drzwiach.
– jeszcze chwila – odpowiedział ze środka brunet. woda przestała lecieć, a on zmarszczył brwi zastanawiając się co on tam jeszcze robi. – już.
wśliznął się do środka i spostrzegł, że Théo przygotował mu kąpiel. co prawda chciał z bąbelkami i pianą, ale ta zapowiadała się na równie przyjemną. po powierzchni wody pływały płatki róż i drobne kwiatki, którymi zapewne była lawenda. to jej zapach roznosił się w powietrzu i domyślił się, że Théo na szybko przygotował olejek z tych kwiatków.
– kochany jesteś – stwierdził, całując go w czoło. – to co? wskakujemy?
Théo zarumienił się, ale i tak w tempie błyskawicznym pozbył się z siebie ubrań. wsunął więc stopy do ciepłej wody. usadowił się za brunetem i oparł głowę o jego ramię. westchnął, przymykając powieki i pozwalając by dłonie jego chłopaka błądziły po jego ramionach, rozmasowując napięte mięśnie.
– miło? – szepnął mu cicho Théo.
 – nawet bardzo – wyznał i przyciągnął Théo bliżej siebie tak, że ułożył się wygodnie na jego
piersi. przebiegł mokrymi dłońmi przez jego czarne włosy, zaczesując je do tyłu, a moment potem poczuł jak chłopak przyjemnie oraz delikatnie masuje jego skronie i skórę głowy.
– jesteś aniołem – odezwał się, a jego głos wydawał się nienaturalnie głośny w ciszy jaka panowała w pomieszczeniu. w odpowiedzi otrzymał całusa w czubek głowy.
powoli odpływał ze zmęczenia i gdyby nie głos bruneta, przywołujący go do rzeczywistości zasnąłby. wyszli więc, wycierając się dokładnie nawzajem i uśmiechając się przy tym jak dwa głupki do sera. wskoczyli w czyste ubranie i zakopali się pod kołdrą. Liam zasną niezwykle szybko, przytulając do siebie ciało Théo, które tak idealnie wpasowywało się w jego własne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz