piątek, 12 października 2018

50

Théo wziął głęboki oddech i powoli rozchylił powieki, patrząc niepewnie w lustro, wiszące przed nim. pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mu się w oczy była elegancka, niebieska koszula, którą wybrał, po krótkiej konsultacji z Niallem. dopasował do niej wąskie, czarne spodnie, a na stopy wsunął swoje nieodłączne tenisówki. jednakże wcześniej wyczyścił je dokładnie, ponieważ przychodzenie w brudnych butach na ważną uroczystość uznał za coś niedopuszczalnego. przekonując samego siebie, że nie wygląda źle, uniósł spojrzenie wyżej i omiótł nim swoją grzywkę. była krótsza niż wcześniej. chłopak uprosił swojego przyjaciela, żeby pomógł mu zapanować nad przydługimi włosami, co
uczynił z chęcią. potem jednak wyprosił go ze swojej sypialni, argumentując to brakiem czasu na przygotowania, chociaż do obiadu zostało mu około trzech godzin.
– jak to wygląda, John? – obrócił się dookoła i zerknął na fretkę, skuloną na swojej ulubionej poduszce. – z braku reakcji wnioskuję, że nie jest tak źle – prychnął z niedowierzaniem, przebiegając palcami po rozwichrzonych włosach. – chcesz iść do Lokiego? – zapytał i uśmiechnął się na dźwięk radosnego popiskiwania.
wypuściwszy swojego pupila z pokoju bez zwyczajowej groźby, jeszcze raz przejrzał się w lustrze i poprawił koszulę, podciągając jej rękawy. chociaż został zapewniony, że nie musi przychodzić w garniturze, to wolał wybrać strój odpowiedni do okazji. uznając się za przygotowanego do uroczystego obiadu, opuścił pokój i przekręcił w zamku klucz, który potem schował do kieszeni.
po rozejrzeniu się dookoła siebie, brunet wsunął dłonie do kieszeni i powoli
ruszył za tłumem, kierującym się do sali jadalnej. gdy już tam wszedł, rozchylił usta w geście zachwytu i zaraz uśmiechnął się szeroko z wyraźną dumą. stał przez chwilę w wejściu, dopóki do jego uszu nie dotarło pogardliwe prychnięcie Toma, który właśnie go mijał. zmarszczywszy brwi, spuścił głowę i podszedł do Nialla, siedzącego samotnie na końcu stołu. blondyn powitał go szerokim uśmiechem, przesunął się o kilka miejsc i z chichotem potargał podcięte włosy.
– wyglądasz inaczej – zaśmiał się pod nosem, unikając trącenia ramieniem. – nie mówię, że źle – obronił się od razu i odchylił do tyłu. – po prostu inaczej, zdążyłem się trochę przyzwyczaić do twojego poprzedniego wyglądu – dodał, wsuwając swoje smukłe palce w jego grzywkę, opadającą łagodnie na czoło.
chłopak zachichotał i przysunął się do niebieskookiego, przechylając głowę, żeby odsunąć pojedyncze kosmyki z pola swojego widzenia. za pewne siedziałby tak dosyć długo i robił miny do młodszego przyjaciela, gdyby nie niezadowolone chrząknięcie, które rozległo się za plecami bruneta.
– nie przeszkadzam? – prychnął Liam, unosząc wyżej jedną brew w czasie patrzenia na swojego chłopaka. – bo jakby co, to mogę przyjść potem – powiedział jeszcze.
– nie zachowuj się, jak dziecko – wymamrotał zawstydzony Théo, siadając prosto na swoim miejscu i zaczekał, aż szatyn usiądzie obok niego. – proszę, Liam – szepnął, kiedy ten wciąż stał nieporuszony i zacisnął palce na mankiecie jego koszuli.
brązowooki sapnął pod nosem, ale bez zbędnego marudzenia usiadł obok Théo i położył dłoń na jego kolanie. dla Théo wyglądało to, jak oznaczenie swojego terenu, jednak nie skomentował dziecinnego zachowania, tylko ścisnął jego palce w swoich.
około piętnastu minut później, kiedy wszyscy adepci, opiekunowie czy inni mieszkańcy zamku, zajęli swoje miejsca, do sali jadalnej wkroczył Alexandrem. był ubrany zupełnie inaczej niż w czasie dwóch spotkań, na jakich zielonooki miał okazję go widzieć. ciemne swetry, zastąpiła biała koszula oraz popielata marynarka, a ciemne spodnie – tymi, będącymi częścią garnituru.
– witam! – powiedział głośno, kiedy stanął na podwyższeniu w rogu pomieszczenia. – proszę, usiądźcie wszyscy i posłuchajcie przez chwilę. obiecuję, że nie będę was zbyt długo zanudzał, żebyście mogli niedługo wrócić do swoich pasjonujących rozmów oraz pałaszowania podanych smakołyków – poinformował z lekkim uśmiechem na ustach i złożył dłonie za plecami.
nowi adepci, którzy po raz pierwszy obchodzili święto Beltene, pochylili się z zainteresowaniem w stronę mężczyzny, przygotowani na wysłuchanie tego, co ma im do powiedzenia. pozostali, mający już kilkuletnie doświadczenie, rozparli się na krzesłach i wznieśli oczy ku niebu, wypuszczając bezgłośne westchnienia.
– na początku, chciałbym wam podziękować za to, że zjawiliście się tu dzisiaj – Alexander skinął głową w kierunku zgromadzonych. – muszę także wyrazić swoją radość, jako że spotykamy się w co raz szerszym gronie – z tymi słowami zerknął w kierunku Théo, który celowo odwrócił wzrok. – w owym gronie są osoby mniej lub bardziej utalentowane w swoich dziedzinach, jednak muszę przyznać, że wasze tegoroczne wyniki przedstawiają się naprawdę zadowalająco – pochwalił swoich
uczniów, a jego uśmiech poszerzył się nieznacznie.
po tych słowach, znaczna większość zainteresowanych, zajęła się prowadzeniem przyciszonych rozmów. jedynie nieliczni dotrwali do końca przemówienia, które mimo wszystko okazało się być długie. zadowoleni z momentu, na który czekali najbardziej, wszyscy chwycili za sztućce, a wymiany zdań przestały być zbitką szeptów, często niezrozumiałych.
– co robimy teraz? – zagadnął nagle Théo, pomiędzy jednym a drugim kęsem, trącając kolanem Liama, wciąż siedzącego na miejscu obok. – oprócz ognisk i tego wszystkiego, co mi mówiłeś, że ma być – powiedział szybko, kiedy zauważył minę starszego mężczyzny. – chodzi mi o teraz teraz. bo mówiłeś, że będziesz z Zaynem stawiał jakiś słup… i jestem ciekawy czy zajmie wam to dużo czasu, czy coś. dobra, nieważne, nie musisz odpowiadać – mówił co raz ciszej, aż w końcu zamilkł,
skupiając całą swoją uwagę na posiłku.
mimo utraty całego apetytu na piętrzące się smakowitości, brunet nie opuścił swojego miejsca, gdy kątem oka zauważył, że robi to Niall. chciał pójść razem z nim, ale uznał, że większe denerwowanie Payne’a nie jest wskazane. dlatego przesiedział w ciszy jeszcze kilkanaście minut i dopiero wtedy podniósł się powoli, dziękując za towarzystwo swojemu chłopakowi, Timowi oraz Zaynowi i Louisowi.
opuściwszy w pośpiechu salę, Théo zacisnął dłonie w pięści i resztkami siły woli powstrzymał się od uderzenia w kamienną ścianę. skończyłoby się to dla niego źle, więc pohamował złość i ruszył do swojego pokoju, gdzie zmienił ubranie na nieco luźniejsze. wyjściową koszulę zastąpił dopasowanym t-shirtem, na który zarzucił czarną marynarkę.
– tylko nie rób scen – szepnął do siebie, kiedy ponownie opuścił sypialnię i poszedł razem z innymi uczniami w kierunku dziedzińca. – wow – mruknął pod nosem, kiedy jego oczom ukazały się dekoracje, o niebo wspanialsze od tych, które widział we wnętrzu zamku.
chłopak westchnął cicho i rzucił tęskne spojrzenie Liamowi, który właśnie opuszczał budowlę, idąc ramię w ramię ze swoim przyjacielem. chciał do nich podejść i wyjaśnić zaistniałą sytuację, jednak nie znalazł w sobie dosyć dużej ilości odwagi, by się na to zdobyć. dlatego też, zamiast ruszyć w stronę miejsca, gdzie miał być ustawiany majowy słup, odwrócił się i powłócząc nogami, skierował się na wrzosowisko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz