słońce wisiało nisko nad horyzontem, kiedy Liam stał na błoniach z rękoma opartymi na biodrach i wpatrywał się w zachodzącą kulę gazu. chwilę potem pojawił się koło niego Zayn, uśmiechając promiennie od ucha do ucha. wyglądał mizernie, ale nie dziwił mu się. w końcu przeleżał dwa tygodnie w łóżku. a Nick krytycznie na niego patrzył, kiedy zapowiedział, że dziś wstaje i nie ma zamiaru odpuścić Beltene.
– no co idziemy po maypole? – zapytał z iskierkami tańczącymi w czekoladowych oczach. skinął mu głową i obaj udali się na skraj lasu, gdzie czekał już na nich nagi pień brzozy o wysokości trzynastu stóp. Liam znów przywołał swoją magię i ostrożnie uniósł go w górę. Zayn natomiast wziął przygotowany wieniec, który potem umieszczą na szczycie. z lasu wyleciały małe wróżki, które błyszczały delikatnym blaskiem, a złoty pył pozostawiał za nimi smugę. zawirowały wokół
Payne’a, ciesząc się na fakt, że dzisiejszej nocy będzie zabawa.
przenieśli słup w centralne miejsce na błoniach, ciągnąc za sobą małą grupkę wróżek. szatyn ustawił go pionowo i umieścił we wcześniej wykopanej dziurze. małe istotki, ruszyły ku niemu, trzymając w małych rączkach czerwone i białe wstążki, które przywiązały na szczycie maypole. potem odebrały od Zayna wieniec z żonkili oraz białych tulipanów i umieściły go na szczycie.
obaj mężczyźni spojrzeli w górę na szczyt, gdzie spoczęła ostatnia ozdoba, a wróżki rozpierzchły się we wszystkie strony. białe i czerwone wstążki opadały w dół słupa, dotykając ziemi i delikatnie falując na wietrze. Liam przeczesał palcami włosy i spojrzał na zachód. słońce prawie zniknęło za horyzontem.
błonia zapełniły się mieszkańcami zamku oraz miasteczka. mulat pobiegł poszukać Louisa, z którym chciał spędzić tę noc, a on zaczął rozglądać się za Théo.
dostrzegł go na szczycie schodów prowadzących do zamku. stał tam z Niallem oraz Timem i żywo o czymś dyskutowali. chciał do nich podejść, ale za nim zdążył zrobić krok, poczuł dłoń na ramieniu.
odwrócił się i jego sarnie oczy spotkały się z ciemnymi należącymi do jego wuja. mężczyzna spojrzał na niego uważnie, po czym podniósł wzrok na bruneta, by spojrzeć na niego.
– miej oko na Monoda – odezwał się w końcu Alexander i powrócił do swojego siostrzeńca. – magia tej nocy jest silna. zwłaszcza magia ziemi i ognia. miej więc chłopaka na oku.
– jasne – skinął mu lekko głową, po czym ruszył w stronę bruneta. gdy tylko znalazł się w zasięgu wzroku ich grupki szatyn pociągnął blondyna za rękaw i oboje odeszli żegnając się pospiesznie. Théo zmarszczył brwi zaskoczony tym zachowaniem, ale kiedy obok niego pojawił się szatyn, zrozumiał wszystko.
– gotowy na zabawę? – zapytał, uśmiechając się i obejmując go w tali ramieniem.
– tak – odpowiedział cicho młodszy chłopak, spuszczając wzrok na swoje stopy.
– hej. o co chodzi? – zapytał, chwytając jego podbródek i nakierowując jego spojrzenie na swoje. – od obiadu jesteś jakiś dziwny?
– nie jestem. po prostu… – zmieszał się na chwilę, po czym wznowił. – po prostu nie wiedziałem jak zareagować na to, że spiorunowałeś Nialla. to tylko mój przyjaciel. nie musisz czuć się zagrożony.
Liam uśmiechnął się lekko i przyciągnął bruneta bliżej siebie, składając całusa na jego skroni. pogładził dłonią plecy chłopaka i przebiegł palcami przez podciętą grzywkę.
– przepraszam – odparł, muskając tym razem jego policzek. – po prostu po raz pierwszy jestem tak prawdziwie zakochany.
chłopak uśmiechnął się do niego, lekko rumieniąc. szatyn zaś splótł ich dłonie razem i pociągnął go w dół schodów na błonia. gdzie dołączyli do Zayna i Louisa. objął Théo w talii przyciągając go do swojej piersi i oparł podbródek na czubku jego głowy. wpatrywali się w zachodzące słońce, dopóki ostatni promień nie rozjaśnił nieba i zgasł dając tym samym znak do rozpoczęcia zabawy.
wszyscy spojrzeli na profesor Mayfly – nauczycielkę zielarstwa, która trzymała w dłoni rozpaloną pochodnię. podeszła do jednego z wielkich ognisk z dziesięciu świętych drzew i podłożyła ogień. płomienie od razu rozprzestrzeniły się na drewno, rozpalając je i wznosząc się w górę do nieba, które powoli zaczęło przechodzić w granatowe.
rozległy się głośne oklaski oraz wiaty. muzyka zaczęła grać, a kolejne ogniska rozpalać. Liam porwał Théo do tańca, uśmiechając się do niego szeroko. miał zamiar dobrze się dziś bawić u boku tego małego chłopaka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz