czwartek, 18 października 2018

52

brunet pokręcił głową i opadł bez sił na trawę, uśmiechając się szeroko. przez ostatnie godziny Liam nie dawał mu spokoju, bezustannie prosząc o kolejne tańce czy towarzystwo przy innych zabawach. to wszystko, tak go wykończyło, że nie miał ochoty ruszyć choćby małym palcem u stopy.
zamknąwszy oczy, chłopak westchnął cicho i wsłuchał się w otaczające go dźwięki. gdzieś na prawo od niego rozbrzmiewały radosne tony muzyki, mieszające się z licznymi śmiechami. natomiast od drugiej strony, chłopaka dobiegały odgłosy szklanek stukających o siebie oraz podnieconych, głośnych rozmów.
 – hej, głodomorku, wstawaj! – usłyszał nad sobą znajomy głos, więc niechętnie uchylił jedną powiekę i spojrzał na swojego chłopaka. – chodź, jeszcze tylko jeden taniec – poprosił szatyn z uśmiechem, który był prawdopodobnie jednym z najbardziej uroczych uśmiechów tego wieczoru.
– dobra, ale ostatni – zachichotał, ujmując dłoń wyciągniętą w jego kierunku. – najostatniejszy, Liamie Jamesie Payne – zaznaczył, grożąc mu palcem wskazującym.
– wykończysz mnie dzisiaj – dodał jeszcze, zanim został pociągnięty w kierunku tłumu.
nie mając żadnej możliwości ucieczki, Théo położył dłonie na ramionach swojego opiekuna i pozwolił mu się poprowadzić. do tańca miał dwie lewe nogi, ale nie potrafił odmówić tym błyszczącym, sarnim tęczówkom, które posyłały mu błagalne spojrzenia. kilka minut później, kiedy skoczna melodia skończyła się, pocałował zarumieniony policzek starszego chłopaka i odsunął się od niego.
już chciał wrócić na swoje wygodne miejsce na zieleniącej się trawie, ale zatrzymał go uścisk na nadgarstku. przeczuwając co się szykuje, westchnął głośno i z powrotem stanął na przeciwko Liama. w odpowiedzi otrzymał szeroki uśmiech, a następnie cichy szept.
– masz ochotę na spacer? – zapytał brązowooki, otulając ciepłym oddechem szyję Théo. – świetnie, to chodźmy – zachichotał i sprawnie przecisnął się przez tłum, ani na moment nie wypuszczając dłoni młodszego z silnego uścisku.
ciesząc się cudownym towarzystwem, Théo splótł palce swoje i Liama, pozwalając mu poprowadzić się po ścieżce na skraju lasu. jego zmysły były powoli przytłumiane przez dym, kierowany przez wiatr właśnie w tamtą stronę. na pełne usta wkradł się szeroki uśmiech, a w zamglonych oczach zatańczyły radosne iskierki.
nie do końca panując nad swoimi odruchami, Théo zaśmiał się złowieszczo i przewrócił na trawę, ciągnąc za sobą opiekuna.
– co ty wyrabiasz? – Payne spojrzał na niego z widocznym rozbawieniem i oparł łokieć na trawie, podpierając wolną dłonią swoją głowę. – a tak poważnie, przyznaj mi się, co wypiłeś i jak dużo – mruknął z troską, odsuwając z jego czoła mokrą grzywkę.
– nic, a nic – odparł tamten i zacisnął drobne palce na koszulce starszego, a potem przyciągnął go do pocałunku. – nie wierzysz mi? – brunet robił smutną minę, ale zaraz roześmiał się i opadł z powrotem na ziemię.
– ani trochę, zbieraj się z tej trawy – poprosił szatyn, podnosząc się sprawnie i ciągnąc zielonookiego w górę. – nie nabiorę się na to, że nie żyjesz – wywrócił oczami, kiedy nie otrzymał reakcji na swoje poprzednie słowa.
jęcząc z niezadowoleniem, Théo stanął na nogach i otrzepał spodnie z grudek ziemi. udając zupełne niewiniątko, chwycił dłoń starszego, drepcząc za nim w kierunku palących się ognisk. każde z nich trzaskało wesoło, wznosząc swoje płomienie wyżej i wyżej, co wyraźnie zachwyciło Monoda.
– chodź, dam ci wody – zaproponował Liam, obejmując go w pasie i ciągnąć w stronę przeciwną do palenisk. – przypomnij mi, na jak długo spuściłem cię z oka? na pięć minut? dziesięć?
Théo lekceważąco machnął ręką na jego słowa i wyplątał się z uścisku. słuchając swojego opiekuna przez chwilę, usiadł na trawie pod wysokim drzewem, a potem oparł się o nie plecami. jego zielone tęczówki zaczęły zachodzić mgłą, im dłużej siedział w otoczeniu wonnego dymu. resztkami świadomości zdołał zaobserwować, że jako jedyny reaguje na to wszystko tak intensywnie, jednak szybko wyrzucił te myśli ze swojej głowy.
opuściwszy powieki na swoje zamglone oczy, chłopak zanucił pod nosem nieokreśloną melodię. nie przerwał jej nawet w momencie, gdy poczuł obok siebie jakiś ruch. bo chociaż jego zmysły były przytłumione, to nadal potrafił rozpoznać chód Liama.
– proszę, napij się tego, może ci przejdzie – powiedział szatyn, wsuwając w drobne dłonie kubek wypełniony po brzegi zimną wodą. – no, dalej. dla mnie? – poprosił, dotykając palcami rozgrzanych policzków bruneta.
francuz zastanowił się przez chwilę, marszcząc przy tym zgrabny nosek i przysunął krawędź kubka do swoich spierzchniętych warg. przy pierwszym łyku skrzywił się mocno i pisnął, kiedy przez jego przełyk prześlizgnęła się lodowata ciecz.
– wspominałem ci kiedyś, że cię nienawidzę? – burknął, upijając mniejsze ilości wody, żeby nie powtórzyć swojego błędu. – nie? to mówię, że cię nienawidzę – sapnął i oparł głowę na ramieniu starszego, niechętnie obracając w dłoniach kubek.
Théo uśmiechnął się delikatnie, kiedy poczuł, jak ciepłe ramię owija się wokół niego i przyciska do silnej klatki piersiowej. nie zaprotestował przed przyjemnym uściskiem. jedynie mruknął z aprobatą i wślizgnął się na uda Liama, zaciskając palce na jego koszulce. powieki powoli zaczynały mu ciążyć, ale starał się walczyć ze zmęczeniem. chciał dotrwać przynajmniej do północy i zobaczyć lampiony płynące po morskiej wodzie. liczył też, po cichu, że będzie mógł puścić takie światełko razem
ze swoim opiekunem.
– masz ochotę jeszcze zatańczyć? – zapytał niepewnie, wsłuchując się w wolną melodię, która właśnie zaczęła unosić się w powietrzu. – znaczy, o ile twoje stopy są jeszcze w stanie znieść deptanie – dodał i zaśmiał się nerwowo, pocierając dłonią kark.
– myślę, że jeszcze trochę wytrzymają – odparł Payne swobodnym tonem i zaczekał, aż chłopak wstanie z jego ud, żeby móc podnieść się samemu. – czy mogę pana prosić? – wysunął dłoń przed siebie i skłonił się lekko, a potem zachichotał, gdy poczuł, jak drobne palce Théo zaciskają się na jego własnych.
znalazłszy się pośród par, kołyszących się powoli w rytm muzyki, Théo zaczerwienił się i ułożył dłonie na ramionach Liama. kiedy poczuł, jak starszy mężczyzna chwyta jego biodra i przyciąga do siebie, zagryzł dolną wargę i spuścił wzrok na swoje stopy. policzki obu powoli pokryły się głębokimi rumieńcami, jednak nie spotkało się to z żadnym komentarzem.
 – jak się bawisz? – usta szatyna otarły się o ucho zielonookiego.
– z tobą? cudownie – odpowiedział cichym głosem, zatracając się w przyjemnym zapachu jego perfum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz