sobota, 20 października 2018

53

przejechał palcami po swoich coraz dłuższych włosach i spojrzał na swojego chłopaka. nie podobało mu się jego zachowanie. jego zielone oczy były dziwnie zamglone, a z twarzy nie schodził głupkowaty uśmieszek. jasne policzki były nienaturalnie zarumienione. a najgorsze, że nie wiedział dlaczego. bo był przy chłopaku cały czas i ani razu nie widział, by brał do ust alkohol.
spojrzał na swój zegarek, a potem na bruneta, który wirował z Timem podczas kolejnego tańca. mimo iż był zmęczony, to za każdym razem dawał porwać się muzyce i to też mu się nie podobało. o świcie Théo, będzie tak wykończony, że będzie musiał go zanieść do pokoju.
dopił swój napój i rzucił plastikowy kubek, w jedno z małych ognisk.
przecisnął się między ludźmi i położył dłoń na ramieniu Théo. ten spojrzał na niego z zamglonymi oczyma, grzywką klejącą się do czoła i szerokim uśmiechem na twarzy.
– chodź. pójdziemy na plażę – zaproponował mu, nachylając się do jego ucha.
– ale tu jest zabawa – odpowiedział Théo.
– tak wiem, ale zostało piętnaście minut do północy – wytłumaczył. – potem może zrobić się tłoczno, a chcę byś puścił swój lampion.
– ah. chyba że tak – odparł brunet i uwiesił się na jego ramieniu. – chodźmy zatem, mój chłopaku.
Liam uśmiechnął się czule, po czym objął go ciasno swoim ramieniem.
próbował odkryć co tak mocno działa na młodego chłopaka, ale nie miał kompletnie bladego pojęcia. być może dlatego, że po raz pierwszy miał do czynienia z kimś tak potężnym. no bo nie ukrywajmy. Théo posiadał wielką moc i wyjątkową wrażliwość na naturę.
powoli okrążali zamek. w połowie drogi Théo zażądał postoju, by zebrać kwiaty, które rozkwitły pod jego stopami. zerwał więc sporych rozmiarów bukiet i ponownie ruszyli w stronę plaży. Théo schował nos w przyjemnie pachnących kwiatach, a szatyn znów objął go w pasie.
będąc na granicy plaży, odebrali lampion w kształcie otwartego kwiatku ( Liam pozwolił wybrać kolor swojemu chłopakowi i padło na niebieski ) oraz świeczkę i zapałki. zeszli na piasek, zdjęli buty i udali się blisko linii brzegowej gdzie rozsiedli się na piasku.
Liam ułożył lampion przy swoim boku, umieszczając w jego środku świeczkę.
podwinął nogawki swoich dżinsowych spodni, a ciepła, morska woda obmywała ich stopy. od lądu wiała bryza, a gdy spojrzał na bruneta, ten robił wianek z zerwanych kwiatów.
miał nadzieję, że trochę świeżego, morskiego powietrza oczyści jego umysł. tak więc przyglądał się uważnie ciemnym oczom, z których bardzo powoli znikała niezdrowa mgła, tak bardzo niepokojąca jego serce.
– dla ciebie – odezwał się z uśmiechem na pełnych ustach Théo, nakładając na kasztanowe włosy wianek z młodych czerwonych gerberów. kąciki ust Liama drgnęły lekko w górę, a młodszy chłopak wrócił do robienia kolejnego wianka, tym razem dla siebie. przyglądał mu się dopóki kątem oka nie dostrzegł ludzi schodzących się na plażę. zerknął więc na zegarek, który wskazywał iż do północy
została minuta.
– chodź – odezwał się, podnosząc z piasku. chwycił dłonie bruneta, ciągnąc go do góry. wziął z pisaku naszykowany lampion, który mu podał. weszli w głąb morza, póki woda nie sięgała im do połowy łydek. dopiero wtedy Liam odpali małą świeczkę. schował zapałki do kieszeni, przyglądając się jak Théo kładzie na wodzie lampion i lekko go odpycha. ich niebieski kwiatek popłynął, a w ślad za nim inne barwne lampiony–kwiaty. szatyn odnalazł dłoń swojego chłopaka i splótł razem ich
palce. przyglądali się falującym na wodzie migoczącym światłą, po czym powoli wyszli z wody na brzeg, ustępując miejsca innym.
wzięli swoje buty i skierowali się w z powrotem na błonia. szli skrajem lasu, a wesoły trzask ognia docierał do nich coraz bardziej. Payne spojrzał na swojego chłopaka kątem oka, lustrując uważnie jego profil. kącik warg drgnął mu ku górze i w jednej chwili postanowił być spontaniczny.
objął bruneta w pasie. ten krzyknął krótko, po czym zaśmiał się głośno, gdy popchnął go między pobliskie drzewa. przyparł go do jednego z nich i zachłannie wpił się w malinowe wargi. jego dłonie wśliznęły się pod koszulkę młodszego chłopaka, a wianek na głowie lekko się przekrzywił.
przejechał dłonią po jego żebrach oraz talii i zjechał na udo, na którym
zacisnął dłoń. przylgnął do drobniejszego ciała, a spomiędzy ust Théo uleciało ciche westchnięcie. przeniósł się więc na jego szyję, gdzie zostawiał mokre ślady. zagryzł skórę nad obojczykiem i zaczął ssać oraz lizać, dopóki nie powstał na niej brudny ślad.
polizał go, po czym podniósł wzrok w zamglone tęczówki chłopaka. złożył kolejny pocałunek na jego słodkich wargach i przejechał nosem po policzku.
– teraz każdy zobaczy, że do mnie należysz – szepnął mu na ucho, dłonią przebiegając po jego torsie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz