nie spał najlepiej dzisiejszej nocy. przewracał się z boku na bok, a gdy już udało mu się zasnąć, to spał tak lekkim snem, że po godzinie znów się wybudzał.
poszedł nawet do kuchni coś zjeść, bo koło pierwszej zgłodniał. jednak i najedzony nie zapadł choćby w drzemkę. męczyły go nieprzyjemne przeczucia i z tego wszystkiego szyby w oknach jego pokoju, pokryły się finezyjnymi wzorami szronu.
Louis usiadł na łóżku, odgarniając z czoła kasztanową grzywkę i sięgną po okulary leżące na szafce, które nosił, gdy nie używał szkieł kontaktowych. wsunął je na nos, a obraz od razu się wyostrzył. spojrzał na zwiędły już bukiet kwiatów od Zayna, które dostał, gdy widzieli się ostatni raz.
odrzucił kołdrę i wyskoczył z łóżka. założył na ramiona wyciągnięty, wełniany sweter wsunął na stopy trampki i wyszedł na korytarz, cicho zamykając za sobą drzwi. odkąd Liam powiedział mu, że brunet wyjechał na misję, co rano wychodził przed zamek i czekał do wschodu słońca. miał nadzieję, że zobaczy jego samochód wjeżdżający na dziedziniec, a potem się z nim przywita, przeprosi i
pogodzą się.
pchnął ciężkie drzwi i wyszedł na schody. chłodny wiatr otulił go co ani trochę mi nie przeszkadzało. mimo to owinął się szczelniej swetrem i wlepił spojrzenie swoich niebieskich oczu w bramę. wiatr zatańczył z jego kasztanową, grzywką, która opadła na czoło, przysłaniając mu widok na moment. odgarnął ją, a wtedy usłyszał nadjeżdżający samochód.
wyprostował się, a jego serce zabiło szybciej mając nadzieję, że to brunet. posmutniał jednak, gdy przez bramę przejechał czarny mercedes Liama, który zatrzymał się z piskiem opon. westchnął głośno i doszedł do wniosku, że sokoro już tu jest, to przywita się chociaż z nim. zszedł więc po schodach i skierował do auta, które się zatrzymało. moment potem wysiadł z niego przerażony chłopak. ich spojrzenia się skrzyżowały, a na twarz Payne’a wkradł się smutek.
Louis podszedł do auta, mijając brązowookiego i otworzył drzwiczki samochodu. na tylnym siedzeniu leżał Zayn, cały zalany potem. jego oddech był płytki oraz nierówny, a rana pod żebrami, była prowizorycznie opatrzona przez chustę i bandaże z apteczki podręcznej. wpatrywał się w ten widok przez chwilę, mając nadzieję, że to co widzi jest nieprawdą. jednak na kolanach jakiegoś chłopaka spoczywała głowa Malika, który umierał.
– Zayn – szepnął jego imię, a łzy zaczęły zbierać się w jego oczach. – Zayn! Zayn. Zee!
powtarzał jego imię, schylając się i chwytając w chłodne dłonie nienaturalnie gorące policzki Mulata. przejechał kciukami po jego kościach policzkowych, a spod powiek wyłoniły się czekoladowe tęczówki pełne bólu oraz cierpienia.
– Zayn – zawył płaczliwie, a pierwsza łza spłynęła po jego policzku. szron zaczął zbierać się na brzegach drzwi i rozprzestrzeniać na cały samochód pokrywając go cienką warstwą. w jego wnętrzu zrobiło się chłodniej, a oddechy zaczęły zmieniać się w obłoczki.
– Lou – odezwał się słabo brunet, gdy kolejne łzy zaczęły spływać z policzków szatyna. – ty… płaczesz.
– nie – zaprzeczył, pocierając słone kropelki i przekrzywiając okulary na nosie. chwilę potem jego dolna warga zadrżała niebezpiecznie. – Zayn. nie zostawiaj mnie, proszę.
rozpłakał się na dobre, a cichy szloch uleciał z jego ust. przebiegł palcami przez czarne włosy mężczyzny, który uśmiechnął się do niego słabo i sięgnął dłonią do policzka.
– wyglądasz uroczo w okularach – wysapał, a Tomlinson zapłakał głośniej i oparł czoło na piersi Mulata, który resztkami sił, podniósł rękę, by wpleść palce w kasztanowe włosy. słone łzy moczyły brudną i potarganą koszulkę Zayna, a w samochodzie robiło się coraz zimniej.
– Louis, zrobisz coś dla mnie? – wydyszał, a on wyprostował się, energicznie kiwając głową. – porozmawiaj z Li.
– d-dobrze – zająknął się i wyszedł z samochodu, prostując się. otarł policzki i spojrzał na Payne’a, który w geście pocieszenia położył mu dłoń na ramieniu.
– zabiorę Zayna do jego pokoju, a ty idź po Nicka – polecił mu, na co on Lou przytaknął. – teraz. biegnij.
szatyn odwrócił się na pięcie i puścił biegiem w stronę bramy zostawiając za sobą lodowe ślady, na których można było się pośliznąć. wypad na ulice dolnego miasta i skierował się do małego domku niedaleko głównej siedziby ISMIO. o mało nie zabił się na chodach, a po chwili zaczął łomotać w drzwi.
– czego – na progu pojawił się zaspany brunet, którego włosy sterczały we wszystkie możliwe strony. ciemne oczy patrzyły na niego niezadowolone spod wachlarz długich rzęs. z ramienia zsuwała się koszulka, a bokserki wisiały nisko na biodrach.
– Zayn. został ranny. Liam właśnie go przywiózł. jest ledwo żywy – mówił Louis.
– czekaj. pięć minut – odparł mężczyzna i zamknął drzwi. wrócił po wyznaczonym czasie ze skórzaną torbą i obaj szybkim krokiem ruszyli w stronę zamku. gdy weszli na korytarz, gdzie znajdował się pokoju bruneta niebieskooki wręcz biegł w stronę drzwi. otworzył je przepuszczając Nicka przodem, a Liam odsunął się od łóżka i podszedł do Tomlinsona, którego złapał za ramiona.
– puść mnie – wręcz rozkazał, a place Payne’a mocniej zacisnęły się na ramionach chłopaka. – puść mnie do niego! ja muszę koło niego być.
– spokojnie… – zaczął Li, ale medyk mu przerwał.
– ma wysoką gorączkę. trzeba ją czymś zbić.
– ja mogę! – krzyknął Louis i wyrwał się z rąk starszego kolegi. wskoczył na materac i klękając po obu stronach głowy Zayna, jedną dłoń przyłożył do rozgrzanego czoła, a drugą ułożył na ciepłej piersi. skupił się i zaczął wpuszczać chłód tuż pod oliwkową skórę. ciche westchnienie uleciało spomiędzy warg mężczyzny, gdy ból głowy zmalał pod wpływem kojącego dotyku.
szatyn nie patrzył co robi Nick. wystarczyło, że widział grymasy na twarzy swojego opiekuna. mówiły mu wszystko. on jednak wpatrywał się w zmęczoną i bladą twarz. usta były popękane. pod zamkniętymi oczyma rysowały się cienie ze zmęczenia.
– śpij – odezwał się do niego. – potrzebujesz tego.
– a będziesz tu, taki sam jak w tej chwili, kiedy się obudzę? – spytał cicho Zayn, przekręcając głowę i opierając policzek na udzie Tomlinsona.
– będę – odpowiedział, przeczesując ciemne włosy i z powrotem układając dłoń na czole. przyglądał jak twarz Mulata łagodnieje, a oddech wyrównuje się, gdy zapada w leczniczy sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz