nie tak to planował. zdecydowanie nie, ale musiał jak najszybciej znaleźć się w Oxfordzie. a wiedział, że gdy tam wyjedzie, to prawdopodobnie nie wróci do Londynu. zapewniał go o tym sms od jego przyjaciela. działo się coś złego i musiał jak najszybciej wyjechać. spakował się więc pospiesznie zostawiając na wierzchu foldery, które zabrał z siedziby ISMIO ruszył przez Londyn.
zaparkował pod kamienicą, w której mieszkał brunet, porwał z siedzenia foldery i wysiadł. nacisnął klamkę i wpadł na klatkę schodową. przeskakując co drugi stopień wspiął się na samą górę. jego szary płaszcz falował, przy każdym przeskoku.
stanął przed drzwiami należącymi do mieszkania Tima. wyrównał oddech, poprawił grzywkę, oraz płaszcz i zapukał w drzwi. przestępował z nogi na nogę, czekając aż ktoś mu otworzy, a gdy to nie nastąpiło ponowił pukanie. wiedział, że jest późno. dochodziła dwunasta w nocy, a chłopak prawdopodobnie był wykończony całym tygodniem. jednak musiał go zabrać.
uniósł rękę by ponownie zapukać, kiedy drzwi otworzyły się, a na progu pojawił się zaspany szatyn, z bałaganem na głowie, próbując zawiązać pasek
szlafroka.
– przepraszam, że cię obudziłem, ale… – zawiesił głos, bo nie wiedział jak mu to powiedzieć. – musisz mi zaufać. spakuj najpotrzebniejsze rzeczy.
Warner splótł ręce na piersi i spojrzał swoimi czekoladowymi oczyma na niego. przeszywał go na wskroś i poczuł się odrobinę nieswojo, dopóki nie otworzył szerzej drzwi, wpuszczając go do środka.
przekroczył więc próg i staną w przedpokoju.
– nie jesteś chłopakiem Théo, prawda? – bardziej stwierdził, niż zapytał. – powiedziałby mi. od razu by do mnie zadzwonił.
– nie, nie jestem, ale naprawdę go znam – wyznał. – wiem gdzie jest i przyjechałem tu by cię do niego zabrać.
– dobra. daj mi dwadzieścia minut, a ogarnę się i spakuję – odparł, posyłając mu uśmiech. – i... wrócę tu?
Liam spojrzał na niego marszcząc brwi. to pytanie było dziwne. tak jakby przeczuwał coś. jakby wiedział, że dzieje się coś co nie pozwoli mu tu wrócić,
przynajmniej w najbliższym czasie. intuicja – tak to sobie wyjaśnił. no bo ona jest niezawodna.
– może kiedyś – odpowiedział, zgodnie z prawdą. westchnął i zniknął w
pomieszczeniu po lewej. wyszedł po jakichś pięciu minutach, przebrany, i wszedł do pokoju naprzeciwko. on stał w przedpokoju, lustrując spojrzeniem swoje buty i palcami bębniąc po teczkach, trzymanych w dłoniach. dopiero na dźwięk zasuwanego zamka podniósł wzrok.
– z Théo nie poszło mi tak łatwo – wyznał, widząc Tima z dużą czarną walizką, którą postawił przy ścianie, by zdjąć z wieszaka płaszcz.
– bo on strasznie łatwo się przywiązuje do wszystkiego – oświadczył, wkładając na stopy trampki i wyprostował się. – gotowy.
– wezmę walizkę – zawołał, widząc jak chłopak sięga do rączki. – ty weź teczki. będziesz musiał zapoznać się z ich zawartością.
– a co w nich jest? – zapytał, przystając na jego propozycję i biorąc od niego foldery.
– informacje na temat tego kim tak naprawdę jest Théo i miejsca do którego się udajemy – odparł, wychodząc na klatkę schodową. – nie chcę mi się ponownie robić wykładu na te tematy. zbyt często to powtarzam.
Warner zamknął drzwi i chowając klucze do kieszeni płaszcza zszedł na dół.
zajął miejsce pasażera podczas, gdy Liam schował jego walizkę do bagażnika, a następnie usiadł za kierownicą.
– zapnij pas – polecił, co chłopak wykonał posłusznie i zapalił sobie lampkę nad siedzeniem, otwierając pierwszą teczkę. on wyjechał na drogę i ruszył przez stolicę na Oxford. dopiero gdy znaleźli się na autostradzie docisną gazu. licznik pokazywał, że pędzili ponad sto kilometrów na godzinę. co jakiś czas zerkał też na chłopak, który starał się przebrnąć przez informacje.
– więc chcesz powiedzieć, że Théo jest tym całym pure-blood i obecnie przebywa w Violet Hill? – spytał, gdy powoli wjeżdżali na teren zabudowany. – i kim w takim wypadku jesteś?
– po pierwsze, tak. Théo jest pure–blood i włada magią natury. dlatego rośliny pod jego ręką tak rosną – odpowiedział na pierwsze z pytań. – i jestem szpiegiem ISMIO. choć obecnie pełnię raczej funkcję opiekuna Théo.
– to nie możesz być jednym i drugim? – zdziwił się, odkładając kartki na kolana i spoglądając na niego.
– nie. jestem szpiegiem. moim zadaniem jest obserwowanie takich jak on i sprowadzanie do Violet Hill – wyjaśnił. – nie mam odpowiednich uprawnień do bycia opiekunem. jestem szkolony do walki, a nie edukowania nowych uczniów.
– rozumiem. więc czemu jesteś jego opiekunem? – dopytywał się.
– bo Théo zawsze dostaje to czego chce – stwierdził Liam, a Tim mu przytaknął. – powiedział, że jeśli nie ja nim będę, to wraca. a musiał zostać, bo inaczej demony zrobiłyby mu krzywdę.
zatrzymali się na obrzeżasz Oxfordu – w jedne z gorszych dzielnic. kilka kamienic, było opuszczonych i pozabijanych deskami. to adres jednej z nich przysłał mu Zayn w wiadomości. wygrzebał więc ze schowka latarkę, sprawdził czy świeci i wyszedł z samochodu.
– czekaj. idę z tobą – rzucił szeptem szatyn, zamykając za sobą drzwi.
spojrzał na niego i chciał powiedzieć, że to niebezpieczne. uznał jednak, że jeśli to coś
poważnego może się przydać.
– dobra. ale trzymaj się blisko mnie – odpowiedział równie cicho i wyciągnął dłoń w jego stronę, którą chwycił. – nie wiadomo co tam spotkamy.
przytaknął i idąc za Liamem weszli do starej kamienicy, w której pachniało zbutwiałym drewnem, a pleśń szerzyła się dookoła. ciche fuj wydostało się z pełnych warg chłopaka, gdy zaczęli wspinać się po drewnianych schodach. Payne oświetlał każdy ze stopni, po czym snop światła padł na pierwsze piętro, gdzie dostrzegł drzwi leżące na podłodze, a drugie ledwo trzymające się na zawiasach.
weszli na piętro, a on poświecił latarką w głąb mieszkania, którego drzwi leżały na podłodze. Tim natomiast rozejrzał się dookoła. dostrzegł dłoń zwieszającą się ze stopnia i pisnął cicho. spojrzał na niego, a on wskazał palcem na rękę. poświecił na niego i dostrzegł tatuaż jaskółki na zewnętrznej stronie.
– Zayn! – zawołał, szybko pokonując kolejne stopnie. wpadł na półpiętro i oświetlił schody prowadzące na kolejną kondygnację budynku. brunet leżał na brzuchu, oddychając ciężko. Payne podszedł do niego, przewrócił na plecy, a z ust uleciał przeciągły je bólu. ciemne oczy wyłoniły się zza powiek.
– piszczysz jak baba, Payno – wysapał, a cień uśmiechu wkradł się w kąciki.
– chciałbyś, Malik – odpowiedział. – Tim.
chłopak po kilku chwilach znalazł się koło niego. oddał mu latarkę, a sam wziął przyjaciela na ręce, który znów zawył z bólu. powoli zeszli na dół i wypadli z kamienicy kierując się do samochodu.
– usiądziesz z tyłu – zwrócił się do chłopaka, otwierając drzwi i puszczając go przodem. – będziesz miał na niego oko.
– jasne – przytaknął, ostrożnie układając sobie głowę bruneta na kolanach i odgarniając grzywkę ze spoconego czoła. Liam natomiast otworzył bagażnik i wygrzebał spomiędzy bagaży oraz broni, apteczkę. nachylił się, wsuwając głowę do środka, podając pudełeczko szatynowi, który przytrzymał je. on wyciągnął strzykawkę, włożył igłę i wyciągnął mały słoiczek ze specjalnym dozownikiem.
napełnił strzykawkę, przezroczystym płynem i wyciągnął rękę ze skórzanej kurtki przyjaciela.
– morfina? – spytał dla pewności Warner, na co on przytaknął, gdy wbijał strzykawkę w żyłę przyjaciela. miał mocno zaciśnięte wargi ze złości. to on mu podsuną ten głupi pomysł wyjazdu zamiast Aidena. to tak jakby jego wina.
odrzucił strzykawkę i sięgnął drżącą dłonią do koszulki, by sprawdzić rany.
jednak smukłe palce szatyna zacisnęły się na nadgarstku. spojrzał na niego lekko zaskoczony i zdezorientowany.
– jedź – poleciał mu. – nie ma czasu do stracenia. do Kornwalii kawał drogi, a liczy się każda minuta. zajmę się nim.
nie odpowiedział, tylko skiną głową i zamknął drzwi. moment potem usiadł za kierownicą, odpalił silnik i z piskiem opon ruszył. na autostradzie pędził jak szalony, dociskając gazu. wiedział jednak, że najwcześniej, będą w Violet Hill dopiero nad ranem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz