ostatnie promienie zachodzącego słońca wdzierały się przez okna do sali jadalnej, oświetlając drobiny kurzu tańczące w powietrzu i porcelanową zastawę, rozłożoną na długich stołach. do pomieszczenia wchodzili już pierwsi mieszkańcy zamku, niektórzy ze swoimi opiekunami, i zajmowali najlepsze miejsca. większość z nich zawzięcie dyskutowała o nadchodzących dniach.
Théo przecisnął się między napływającymi ludźmi, których znał jedynie z widzenia i wspiął się na palce, żeby pomachać do Nialla. zadowolony, że nie będzie musiał spędzać wieczornego posiłku w samotności, zajął miejsce obok blondyna i trącił go lekko ramieniem, chichocząc przy tym radośnie.
– hej, młody – powiedział z uśmiechem błękitnooki, przesuwając się, żeby zrobić mu więcej miejsca. – zakładam, że naszą lodową księżniczkę znasz jedynie z widzenia – dodał, wskazując widelcem na szatyna, siedzącego po drugiej stronie stołu.
– poznajcie się, Théo to Louis. Louis to Théo.
brunet zaśmiał się pod nosem i zaraz spoważniał, kiedy dostrzegł błękitne oczy, ciskające pioruny dookoła. nie ryzykując wejścia na wojenną ścieżkę, tylko uścisnął dłoń chłopaka i usiadł wygodniej obok Nialla, przesuwając wzrokiem po smakołykach rozstawionych przed nim.
– mniam! – oblizał się Théo i nałożył na talerz sałatkę, która wyglądała naprawdę apetycznie. – nigdy nie przyznam się drugi raz, że kocham to jedzenie – stwierdził, unosząc do ust kawałek zielonego ogórka i niespiesznie wsunął go pomiędzy swoje wargi.
wieczorny posiłek mijał wszystkim w przyjemnej atmosferze, jednak powoli chylił się ku końcowi. adepci wychodzili z sali małymi grupkami, liczącymi po trzy cztery osoby. tylko jedna osoba opuściła pomieszczenie samotnie, przyciągając spojrzenie Théo, który automatycznie zmarszczył brwi.
podziękowawszy za miłe towarzystwo, chłopak wstał ze swojego miejsca i szybkim krokiem ruszył w kierunku wyjścia. na korytarzu znalazł się w momencie, kiedy Payne znikał za załomem muru. zainteresowany, ale i zaniepokojony, zachowaniem swojego opiekuna, podążył za nim, zastanawiając się co powie, kiedy zostanie przyłapany na – bądź, co bądź – śledzeniu.
Théo wziął drżący oddech, gdy wyszedł za Liamem na dziedziniec, na którym stał zaparkowany ciemny samochód. rozpoznał w nim czarnego mercedesa, którym został przywieziony do Violet Hill. mogło to oznaczać wyłącznie jedno – Payne udawał się na kolejną misję.
coś zakuło Théo w sercu, kołaczącym w piersi mocniej niż wcześniej, kiedy domyślił się czemu szatyn wymykał się chyłkiem z zamku.
– Liam? – zapytał cicho, głosem drżącym z niepokoju. – Liam? – powtórzył głośniej, podchodząc do mężczyzny ze spuszczoną głową. – w-wyjeżdżasz? – młodszy zagryzł wargę i spojrzał na niego zaszklonymi oczami.
– tak – odparł szatyn, kiwając głową . – dwa tygodnie, w czasie których miałem cię pilnować non stop już minęły... Alexander wysyła mnie na kolejną misję – wyjaśnił, uśmiechając się do niego pokrzepiająco. – wiesz, to nie będzie kolidowało z kontrolowaniem twoich wyników.
– o–och… – westchnął brunet, spuszczając wzrok na swoje stopy. – kiedy wrócisz? – chciał wiedzieć, mając nadzieję, że nie będzie go widział przez zaledwie kilka dni, ale odpowiedziało mu tylko wzruszenie ramion. – rozumiem… to w takim razie powodzenia – spróbował się uśmiechnąć, ale wyszedł mu tylko grymas.
Liam wyciągnął rękę, przesunął palcami po opadającej czarnej grzywce i w przypływie emocji, przyciągnął młodszego do uścisku. chwilę później jego ciepłe usta odnalazły czoło zielonookiego i złożyły tam lekki pocałunek.
– wrócę, jak tylko będę mógł – zapewnił, odsuwając się na długość ramienia, żeby spojrzeć na twarz swojego podopiecznego. – hej, poradzisz sobie. obaj to wiemy – stwierdził, spoglądając w kierunku samochodu, przygotowanego do podróży. – muszę jechać. do zobaczenia niedługo – na odchodne zmierzwił włosy Théo i ruszył do pojazdu.
– do zobaczenia – odpowiedział Mark, wbijając spojrzenie w swoje tenisówki, żeby Payne nie zauważył jego zaszklonych oczu. – będę tęsknił – wybełkotał cicho, do samego siebie, zanim zgarbiony ruszył do drzwi wejściowych.
zasmucony rozstaniem z kolejną bliską – co sam zauważył z zaskoczeniem – osobą, udał się do swojego pokoju, gdzie zwinął się w kłębek na parapecie i zapatrzył w okno. na jego nieszczęście, sypialnia była usytuowana tak, że doskonale widział czarny samochód odjeżdżający spod zamku i kierujący się w stronę granicy.
– wróć do mnie cały – powiedział cichym głosem, ledwie nad sobą panując. – nie żeby mi zależało – prychnął, usiłując podtrzymać samego siebie na duchu.
westchnąwszy cicho, Théo zszedł z parapetu, ruszając w kierunku łazienki. uznał, że ciepły prysznic odgoni smutki chociaż na chwilę, a także pozwoli poukładać wszystko w głowie. w ostatnich dniach wydarzyło się naprawdę wiele, a na dodatek został z tym wszystkim sam. tysiące pytań i żadnej odpowiedzi, pomyślał, wchodząc do kabiny.
po szybkiej kąpieli, stanął na puszystym dywaniku i przetarł zaparowane lustro, patrząc na swoje odbicie. najwyraźniej nie umiał dostrzec tego samego, co jego opiekun, ponieważ widział wyłącznie wystraszone dziecko, a nie chłopaka, radzącego sobie z przeciwnościami losu.
kręcąc głową na własne spostrzeżenia, naciągnął na biodra czystą bieliznę, a zaraz po niej luźne spodnie dresowe i rozciągniętą koszulkę. miał do dokończenia kilka prac domowych, ale uznał, że i tak nie skupi się na żadnej z nich, więc wykorzystał czas na dokładne wysuszenie włosów, czego nigdy nie robił.
dokończenie wieczornej toalety zajęło mu mniej niż dwadzieścia minut. nie chcąc zostać sam z ponurymi myślami, brunet wyszedł z łazienki, a następnie z pokoju. na początku nie wiedział dokąd prowadzą go nogi, ale wszystko stało się jasne, kiedy stanął pod drzwiami pokoju Nialla. wiedząc, że blondyn będzie w stanie jakoś go rozbawić, uśmiechnął się pod nosem i zapukał donośnie.
drzwi otworzyły się niemal natychmiast i ukazała się w nich uśmiechnięta twarz niebieskookiego, który od razu wciągnął niższego do środka. omijając sterty ubrań rozrzuconych na podłodze, doprowadził go do łóżka i rzucił się na nie.
– co cię sprowadza do wujka Horana? – zapytał ze śmiechem, patrząc na bruneta błyszczącymi tęczówkami. – kłopoty sercowe? jakby co, to na wszystko znajdzie się rada – stwierdził, przesuwając się, by zrobić mu miejsce.
Théo wzruszył ramionami w odpowiedzi, nie wiedząc jak ma określić przyczynę zasmucenia. zamiast wypowiadania niepotrzebnych słów, zwinął się w kłębek obok Nialla i położył głowę na jego klatce piersiowej.
– wiesz… to chyba trochę bardziej skomplikowane – stwierdził, usiłując uporządkować dręczące go myśli. – i na pewno nie sprowadza się do jednej rzeczy. powiedzmy, że potrzebuję czasu na to wszystko... a teraz na pewno przyda się przytulenie – uśmiechnął się i ułożył wygodnie ciepłych ramionach, które zamknęły go w uścisku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz