piątek, 17 sierpnia 2018

28

obserwował chłopaka przez trzy dni. we wtorek pokręcił się koło jego mieszkania, ustalając gdzie dokładnie mieszka i z kim. czy wychodzi popołudniami, czy pracuje? w środę czekał, aż wyjdzie z domu i poszedł za nim. okazało się, że studiuje na wydziale chemicznym uniwersytetu Londyńskiego, co Liam zanotował w jego aktach. uznał ten fakt za ważny. być może Alexander, będzie chciał w jakiś sposób skorzystać z jego umiejętności. we czwartek starał się być nie widzialny, chcąc zobaczyć w jakim towarzystwie się obraca. miał koleżankę, bo przyjaciółką by jej
nie nazwał. miał zbyt duży dystans do niej, podobnie jak do reszty swoich znajomych.
dziś był piątek, a on wciąż do niego nie zagadał. nie wiedział jak i gdzie.
postanowił więc odwiedzić miejsce gdzie wszystko się zaczęło. tak więc po obiedzie wsiadł w samochód i pojechał na Warwick Way. wjechał na krawężnik tuż przed Princess Flower i wysiadł. spojrzał na witrynę, a ciepły wiatr zatańczył z jego twarz. zadarł głowę, spoglądając w okna nad kwiaciarnią.
skierował się do drzwi po prawej i wszedł na znajoma klatkę schodową, wciskając rękę w kieszeń czarnej kurtki. wyciągnął z niej klucze do mieszkania Théo. pożyczył je, gdy w dniu wyjazdu zajrzał do jego pokoju. jakby już wtedy wiedział, że będzie chciał się tu pojawić. i ten fakt znów wprawił go w to dziwne uczucie.
przekręcił klucz, a zamek szczęknął. drzwi otworzył się ze skrzypnięciem, pamiętając jeszcze moment jak wypadły z zawiasów. wszedł do przedpokoju, cicho zamykając za sobą, mając wrażenie jakby napuszczał czyjąś świętość. rozejrzał się dookoła i zdał sobie sprawę, że wraz z wyjazdem bruneta znikły wszystkie kwiaty, które tu wykwitły w noc przesilenia wiosennego.
w salonie i pokoju chłopaka panował bałagan, więc rozbudził magię, a jego tęczówki pojaśniały. machnął ręką i przedmioty zaczęły fruwać wracając na swoje pierwotne miejsca, a w pokojach zapanował porządek.
rozejrzał się dookoła przypominając sobie jak Théo zrobił mu jajecznicę, która była pyszna, a on wtedy mu za nią nie podziękował. przypomniał sobie, jak tłumaczył mu kim jest i jak pilnował go, gdy się pakował. pamiętał jak wtedy marudził i zaczął się zastanawiać, czy nie zacząć nazywać go Marudą, zamiast Głodomorkiem.
nagle przypomniał coś sobie. coś przez co Théo marudził dwa dni i truł mu głowę, że tak nad nim stał i zapomniał najważniejsze rzeczy. szybkim krokiem wszedł do pokoju bruneta i dopadł szafki nocnej. zaczął wysuwać jej szufladki jednak nie było w nich nic poza notesem, kluczami do kwiaciarni, kilkoma długopisami, srebrnym medalionem na łańcuszku i innymi bibelotami. dopiero po chwili go olśniło.
– zegarek dziadka – szepnął, wysuwając szufladkę, na dnie której spoczywał srebrny medalion. wyciągnął go, przycisnął guziczek, a wieko otworzyło się ukazując tarczę z arabskimi cyframi i poruszając się wskazówki. uśmiechnął się, przyglądając im się przez chwilę, po czym zamknął medalion i schował przedmiot do kieszeni.
chciał wyjść, gdy wpadł na jeszcze jeden pomysł. wrócił więc do szafki i wyciągnął z szufladki klucze do sklepu. dopiero wtedy opuścił mieszkanie zamykając za sobą. zbiegł po schodach, przeskakując co drugi stopień i wypadł z klatki schodowej na chodnik. w kilku długich krokach przeszedł odległość dzielącą go od drzwi Princess Flower i włożył klucz z breloczkiem w kształci stokrotki do zamka, który szczękną. nacisnął klamkę i wszedł do środka, stając na środku.
skrzywił się na to co zobaczył. kwiaty zaczęły więdnąć, bo nikt się nimi nie zajmował. niektóre wyschły już całkiem i było mu naprawdę przykro z tego powodu, bo wiedział ile kwiaty znaczą dla bruneta. westchnął więc ciężko i przebiegł palcami po włosach, zaczesując je do tyłu.
– kim jesteś? – usłyszał silny, męski głos i odwrócił się na pięcie. w drzwiach spostrzegł szatyna, którego brązowe oczy wpatrywał się w niego intensywnie. obok niego stała owa ruda koleżanka, która miała na imię Bonnie o ile dobrze pamiętał.
przestąpił z nogi na nogę, bo nie wiedział jak się zachować. ale oto przed nim stał przyjaciel Théo i nie mógł zmarnować tej okazji. w jednej chwili podjął decyzję.
– ja... jestem Liam – przedstawił się. – chłopak Théo.
rudowłosa jęknęła żałośnie, co wywołało tylko głośny atak śmiechu u szatyna.
– przepraszam, ale spodobałeś się Bonnie – stwierdził, na co Payne uśmiechnął się słabo. – jestem Tim, przyjaciel Théo.
– miło mi – odparł, podchodząc z wyciągniętą dłonią, którą on ścisnął.
– oh, skoro jesteś chłopakiem Théo, to może wiesz gdzie jest? – zapytał, a on zaczął gorączkowo myśleć.
"no dalej Liam. dasz radę, przecież czytałeś akta tego bruneta tyle razy" – mówił do siebie w myślach, szukając czegoś aż znalazł. – wyjechał do Francji zobaczyć się z rodziną. zadzwonił do mnie jakiś czas temu, żebym wpadł i sprawdził kwiaciarnię. mam zapasowy klucz do jego mieszkania – kłamał jak z nut. – dopiero teraz zdołałem przyjechać.
– przyjechać? – zdziwił się chłopak, a on przeklął się w myślach. jednak zaraz potem pojawiło się w nich to co powiedział mu Zayn.
– no tak. studiuję w Oxfordzie. prawo – odpowiedział Liam. – trudno się wyrwać, ale w końcu znalazłem chwilę.
– rozumiem. też studiuję, ale tutaj w Londynie – przytaknął mu. – słuchaj, skoro jesteś chłopakiem Théo może wyskoczymy na kawę i opowiesz mi jak się poznaliście? ta mała, francuska menda nawet mi nie powiedziała, że się z kimś spotyka.
zamknął kwiaciarnię, a Tim pożegnał się z koleżanką. otworzył mu drzwi swojego samochodu, gestem zapraszając do środka i podjechali do kawiarni. tam zajęli stolik przy witrynie, a Liam zaczął swoje wielkie kłamstwo, o tym jak poznał Théo, o ich pierwszej randce. mówił o tych wszystkich rzeczach, które nie miały miejsca, poza kilkoma. nie skłamał mówiąc, że pieszczotliwie nazywa go głodomorkiem i zawsze na pożegnanie oraz powitanie mierzwi mu czarną grzywkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz