poniedziałek, 11 czerwca 2018

8

ulżyło mu kiedy wjechał w znajomy las. przestał zawracać sobie głowę tym wszystkim co wiązało się z szatynem. nawet otwierające się pąki na drzewach nie wytrąciły go z dobrego nastroju jaki nim zawładną. zostawi tego chłopaka pod opieką Andrew i opiekuna, który zostanie mu przydzielony. potem trochę poprzekomarza się z Zaynem, odpocznie i dostanie kolejną misję. zapomni o Monodzie.
las powoli przerzedził się i wyjechali na brukowaną ulicę. ich oczom ukazał się rozległy zamek, otoczony murami. kątem oka zerknął na bruneta, którego oczy otworzyły się szeroko. kąciki jego ust drgnęły mimowolnie. każdy nowy reagował tak samo.
przejechali przez główną bramę, wjeżdżając na plac dolnego miasta. Liam zaparkował przed budynkiem, który w czasach wiktoriański uszedłby za ratusz. dziś jednak była to siedziba ISMIO. wysiadł z samochodu i pozwolił młodszemu chłopakowi zadrzeć głowę i spojrzeć na piętrzący się nad nimi zamek, który mienił się czerwienią w świetle po południowego słońca, a od grafitowych płytek na dachach oraz wieżyczkach odbijały się promienie.
– tam będziesz mieszkał i trenował swoją magię – odezwał się, stając przy boku chłopaka. – razem ze swoim opiekunem oraz innym potomkami Druidów.
– też tam mieszkasz? – spytał Monod, przenosząc zielone tęczówki na niego.
– nie. zamek jest przeznaczony tylko dla was – odparł, wciskając ręce w kieszenie swojej kurtki. – szpiedzy i reszta sztabu mieszkają tutaj, w dolnym mieście. a teraz chodź.
– a moje rzeczy? – spytał brunet, a on zatrzymał się w pół kroku i spojrzał na niego.
– nie bój się o nie. ktoś zabierze je do twojego pokoju w zamku. zapewne już przygotowano dla ciebie coś odpowiedniego – zapewnił go i skinął na niego głową.
przeszli przez ruchome drzwi i zatrzymali się przed kolejnymi.
– proszę wprowadzić kod, a następnie przysunąć się bliżej – zakomunikował delikatny, kobiecy głos. Liam wprowadził szereg cyfr na panelu, po czym przysuną się bliżej. Théo wychylił się zaciekawiony i zobaczył jak czerwony laser prześlizguje się po oku mężczyzny. poczuł się trochę jak w filmie o szpiegach czy Bondzie. moment potem jednak przypomniał sobie, że szatyn jest szpiegiem.
– skan zakończony powodzeniem – odezwała się kobieta i usłyszeli jak coś przeskoczyło. – witamy z powrotem, panie Payne.
drzwi rozsunęły się i Liam gestem poprosił by Théo wszedł pierwszy, minął go więc, a on wszedł zaraz za nim, zostawiając młodszego chłopaka na środku, eleganckiego i nowoczesnego holu. może i budynek wyglądał na wiktoriański, ale wnętrze było niczym wyciągnięte z katalogu.
podszedł do recepcji i uśmiechnął się do blondyna siedzącego za ladą. odwzajemnił jego ges i uważnie mu się przyjrzał. on nie został mu dłużny.
– widzę nowy kolor, Dean – zwrócił się do niego, wskazując na włosy. – ten naprawdę mi się podoba.
– hej – zawołał oburzony, poprawiając loki, na co posłał mu buziaka w powietrzu.
– zawiadom szefa, że jestem – poprosił, opierając się łokciem o blat i spoglądając na chłopaka, który w rękach trzymał swojego zwierzaka. – hej!
brunet spojrzał na niego i podszedł stając przy nim. chłopak za ladą spojrzał na niego, sięgając po słuchawkę telefonu i wykręcając wewnętrzny numer. posłał znaczące spojrzenie Liamowi, który tylko wywrócił oczami, wiedząc co chodzi po głowie, jego przyjacielowi. uwielbiał Deana, ale fakt, że próbował go zeswatać z każdą omegą jaka się nawinęła, trochę go drażnił.
– dzień dobry, szefie. Pan Payne już jest – oświadczył do słuchawki i na moment zamilkł. – tak. dobrze – odłożył słuchawkę i spojrzał na nich. – Pan Alexander chce was widzieć.
– dzięki, słonko – rzucił szatyn i pociągnął Théo w stronę przeszklonej windy. nacisnął guzik i znów schował dłonie w kieszenie.
– kim jest pan Alexander? – spytał Théo, a winda dała znać, że przyjechała, więc wsiedli do niej.
– to szef ISMIO i dyrektor zamku – wyjaśnił Liam, naciskając guzik z numerem trzy. w ciszy wjechali na piętro, po czym skierowali się do drzwi na końcu. zapukał w charakterystyczny dla siebie sposób, a gdy usłyszał zaproszenie, nacisnął klamkę i wszedł pierwszy.
Gabinet Alexandra był przestronny i urządzony w minimalistyczny sposób. na wprost drzwi znajdowały się duże okna, pod którymi stała kremowa kanapa, a przy niej czarny stolik. na ścianie po lewej wisiał ogromny telewizor plazmowy, w którym właśnie leciały wiadomości ze świata. ścianę po prawej pokrywała biblioteczka, a przednią ustawione było czarne biurko. to za nim siedział
barczysty mężczyzna. miał na sobie szary sweter, a na opalonej twarzy pojawiały się pierwsze zmarszczki. w ciemnych włosach również można było dostrzec oznaki starzenia – pierwsze siwe włosy. nikt jednak nie odważył się zwrócić na to uwagi.
brązowe oczy mężczyzny, zerknęły na nich znad dokumentów, po czym wrócił
do nich. pospiesznie je uporządkował i zamknął teczkę.
– proszę bliżej – odparł. Liam skinął głową brunetowi, który niepewnie ruszył w stronę krzeseł stojących przed biurkiem. usiadł na jednym z nich pozwalając fretce przysiąść na swoich kolanach. Liam natomiast ułożył łokieć na oparciu, przenosząc ciężar ciała na zdrową nogę.
– niezmiernie się cieszę, że dotarliście cali, bo zdrowi to niekoniecznie – mężczyzna znacząco spojrzał na Payne’a, który wyszczerzył proste zęby w uśmiechu.
– w każdym bądź razie. witam w Violet Hill, panie Monod. to miejsce, w którym poczuje się pan jak w domu.
– chcę wrócić do Londynu – wtrącił Théo. – tam poczuję się jak w domu. tam są moi przyjaciele.
– to trudny przypadek – westchnął Liam, na co mężczyzna cmokną.
– panie Monod, rozumiem że jest pan zdezorientowany i trochę przerażony tym co się dzieje dookoła, ale zapewniam pana, iż wszystko co robimy, robimy dla pana bezpieczeństwa – wyjaśnił Alexander, stykając ze sobą czubki palców.
– nie chcę tu być – rzucił chłopak. – no dobrze. może to miejsce jest niesamowite, ale nie chcę tu mieszkać.
– Liam. zaczekaj proszę przed moim gabinetem – stwierdził pan Alexander, patrząc w zielone oczy. – muszę bardzo poważnie porozmawiać z panem Monodem.
szatyn zawahał się przez krótką chwilę, ale w końcu wyszedł z gabinetu, zamykając za sobą cicho drzwi. oparł się o ścianę, po której zjechał i odchylił głowę do tyłu. westchnął, sięgnął po telefon i wysłał swojemu przyjacielowi smsa.

do: Zayn xx
potrzebuję wyjść na drinka. dziś wieczorem?
4:43 PM, 22 Mar

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz