podniósł głowę, gdy usłyszał jak drzwi się otwierają. szczerze myślał, że Alexander nigdy nie wypuści Théo. a chciał go już odprowadzić do zamku i skoczyć do medyka, co by zerknął na jego plecy oraz nogę. ale przede wszystkim chciał się odświeżyć. wziąć długi prysznic, ogolić się i zdrzemnąć chociaż trochę.
zmarszczył brwi, gdy został na powrót poproszony do gabinetu. podniósł się więc z podłogi i lekko utykając wszedł do środka. zamknął za sobą drzwi i podszedł do biurka. pozwolił sobie rozsiąść się wygodnie na krześle, które jeszcze przed chwilą zajmował Théo. spojrzał w brązowe oczy mężczyzny i zamrugał.
– jak się czujesz, Liam? – zapytał Alexander, a w jego oczach można było dostrzec odrobinę czułości.
– przestań. jesteśmy w pracy – burknął w odpowiedzi szatyn.
– uznam to za tak – stwierdził starszy mężczyzna i wyprostował się na swoim miejscu, sięgając po odpowiedni folder. – nie będę owijał w bawełnę. ten chłopak chcę cię za opiekuna.
– co!? – prawie krzyknął Payne. – chyba żartujesz sobie. wiesz, że nie nadaje się na opiekuna. ja – wskazał na siebie palcem – pracuję w terenie. mam ich tylko tu „dostarczać”, a nie niańczyć jeszcze potem.
– Liam – uspokoił go jednym stanowczym spojrzeniem. – powiedział, że zostanie tutaj, pod tym jednym warunkiem. a my go potrzebujemy.
– przecież jest jak każdy inny – prychnął młodszy mężczyzna, wywracając oczami. – będą kolejni związani z ziemią.
– oboje wiemy, że jest znacznie silniejszy niż mogło by się wydawać… – zaczął Alexander, ale szatyn wpadł mu w słowo. najzwyczajniej w świecie miał dosyć tych przypuszczeń związanych z każdym związanym z ziemią. zawsze kończyły się fiaskiem. miał naprawdę powyżej dziurek w nosie obsesji swojego szefa.
– tak jak poprzedni, którzy kontrolowali moce ziemskie. oni też byli silniejsi niż mogłoby się wydawać – odparł rozzłoszczony i podniósł się z miejsca. podszedł do okien i spojrzał na zamek, który czerwienił się w popołudniowym słońcu, a promienie odbijały się od okien.
– obaj wiemy, że tym razem się nie mylę – odezwał się spokojnie mężczyzna, a Liam przekręcił w jego stronę głowę.
tym razem jednak coś w tym wszystkim było. tyle kwiatów nie widział jeszcze nigdy przy żadnym czystej krwi związanym z ziemią. miał dostęp do wcześniejszych obserwacji Théo i wiedział jak często zdarzały się mu incydenty z roślinami. a poza tym ostatnie wydarzenia. to jak pozbył się demona nie słabnąc przy tym nawet odrobinę. jak wiedział co jest dobre na szybsze zaleczenie siniaków. może i wyglądał na kruchego oraz drobnego, jednak przeczuwał, iż w jego ciele drzemie
potężna moc. takiej jakiej potrzebowali.
– dobra – odwrócił się i podszedł do biurka szefa i wyrwał mu z ręki folder. – ale tylko dwa tygodnie. potem…
– …będziesz chciał z nim zostać z własnej woli – dokończył Alexander i uśmiechnął się do niego. Liam prychnął i skierował się do drzwi. wyszedł na korytarz trzaskając drzwiami. jego tęczówki pojaśniały, a gdy usłyszał ostrzegawcze „Liam” zza drzwi cofnął magię. coś huknęło ale on znów prychną i spiorunował wzrokiem chłopaka, który posłał mu niewinny uśmiech.
– a gdybym się nie zgodził? – warknął.
– ale się zgodziłeś – odparł Théo, uśmiechając się. a jedyne co szatyn wiedział w tej chwili, to fakt, że nienawidzi tego małego krasnala. jego i tej przeklętej fretki o imieniu John.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz