środa, 30 maja 2018

5

Théo stał ze spuszczoną głową przy swoim łóżku, na którym rozłożył wszystkie możliwe torby i walizki. część z nich była zapięta i pękała w szwach od rzeczy, które je wypełniały. co ciekawe, każda koszulka, para spodni czy bokserek leżała równo ułożona, a nie wrzucona byle jak. logicznym było więc, że brunet gra na czas, starając się jakoś przekonać nieznajomego, by móc zostać w Londynie.
spomiędzy jasnych, pełnych warg, co jakiś czas ulatywało westchnienie, ale dłonie nie zaprzestawał pracy nawet na krótką chwilę. palce pracowały sprawnie, układając kolejne ubrania, żeby zmieściło się ich jak najwięcej. czasem w torbach lądowało coś jeszcze, jak laptop i wszystkie możliwe sprzęty, które można było przewieźć.
– mogę to znosić do samochodu? – zapytał niecierpliwie Liam, tupiąc głośno nogą o jasne panele. – błagam cię! naprawdę musimy się pospieszyć – warknął, kiedy nie uzyskał jednoznacznej odpowiedzi. po raz drugi nie zaczekał na nią, tylko zaczął przenosić walizki do swojego czarnego mercedesa.
brunet zacisnął palce na krawędzi torby i zamknął oczy, chcąc się uspokoić, żeby nie zacząć krzyczeć albo, co gorsza, nie wybuchnąć płaczem. a był do tego zdolny, ponieważ gdy się do czegoś przywiązał – niezależnie czy było to miejsce, rzecz lub osoba – ciężko było mu się z tym rozstać.
minuty mijały powoli, jedna za drugą, aż w końcu Monod zapiął ostatnią torbę i przerzucił jej pasek przez swoje ramię. w prawą dłoń chwycił klatkę Johna, a jego samego wsunął do swojej kieszeni, żeby się przypadkiem nie zawieruszył. oczywiście ciekawska fretka od razu wysunęła się z bezpiecznego miejsca i przebiegł po ramieniu właściciela, a potem owinął się wokół jego szyi, sycząc ostrzegawczo na Liama.
Payne nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, tylko wrzucił walizkę do bagażnika, a klatkę wcisnął między przednie, a tylne siedzenia, by potem zajął miejsce kierowcy. wtedy dopiero zaczekał, aż Théo wsiądzie do środka i zapnie pas bezpieczeństwa. nie zwrócił mu nawet uwagi, kiedy zrzucił tenisówki i podciągnął nogi do klatki piersiowej, obejmując je ramionami.






kręcona grzywka opadła mu na czoło, kiedy oparł brodę na kolanach, jednocześnie spuszczając wzrok na swoje stopy, oparte na krawędzi fotela. miał na nich skarpetki w kolorowe wzorki, które wywołały delikatny uśmiech, ale nawet on zniknął w kilka sekund.
pierwsze godziny jazdy minęły im w milczeniu, choć czasem przerywało je ciche nucenie Théo. trwało to jednak kilka sekund, zanim chłopak opamiętał się i znowu zacisnął wargi w wąską kreskę. ciągle przyzwyczajał się do myśli, że musiał opuścić swoje małe mieszkanie oraz ukochaną kwiaciarnię, a także znajomych bez najmniejszego wyjaśnienia. wszystko to sprawiało, że jego żołądek skręcał się z niepokoju. a także z głodu.
– chcę coś zjeść – zakomunikował nagle, w stosunkowo nieodpowiednim momencie.
znajdowali się bowiem na drodze, wzdłuż której ciągnęły się wyłącznie zielone pagórki. według mapy wyświetlonej na GPS-ie najbliższe miejsce, gdzie można było coś zjeść, znajdowało się w odległości siedemdziesięciu mil od ich lokalizacji. Lima i Théo przez chwilę patrzyli na wyświetloną informację, a potem wolno przenieśli wzrok na siebie. już wiedzieli, że najbliższe dwie godziny nie będą łatwe dla żadnego z nich.
Théo parsknął cicho, a potem zacisnął usta w wąską kreskę, zsuwając stopy z krawędzi siedzenia i przenosząc wzrok na widok za oknem. porośnięte trawą wzgórza były tak monotonne, że wkrótce jego powieki zaczęły stawać się ciężkie.
przed zaśnięciem broniło go tylko nieprzyjemne ssanie w żołądku oraz odgłosy wydawane przez brzuch.
 Liam! – jęknął w końcu francuz, patrząc błagalnie na prowadzącego szatyna. – nie masz tu jakiegoś jedzenia? kanapki, batonika, czegokolwiek? zakładam, że jeśli umrę z głodu, to nie będzie to dobrze wyglądało w aktach – stwierdził, odpinając pas bezpieczeństwa i wychylając się, żeby spojrzeć na tylne siedzenie.
jego nadzieja została ugaszona w przeciągu kilku sekund, kiedy dojrzał jedynie stos papierów, rozrzucony na fotelach oraz zgniecione opakowania po hamburgerach czy innych fast foodach. na ich widok, zielonooki zmarszczył nosek i zerknął na Payne'a z niezadowoleniem.
– mógłbyś się zdrowiej odżywiać – mruknął, nie przejmując się spojrzeniem mrożącym krew w żyłach, które zostało w niego wycelowane. – no co? opychasz się tylko niezdrowym jedzeniem – wzruszył ramionami i znowu zapatrzył się na krajobraz. – a tak w ogóle, to chciałbym w końcu zjeść.
– przymknij się w końcu albo cię tutaj wysadzę i będziesz na piechotę szukał baru czy czegoś innego – warknął brązowooki, tracąc w końcu cierpliwość. a trzeba było sporo, żeby wytrącić go z równowagi. – za dwadzieścia mil mamy zjazd i jeśli będziesz grzeczny, zamilkniesz, to skręcimy i zatrzymamy się na noc w motelu, gdzie dostaniesz posiłek – powiedział, siląc się na spokojny ton.
Théo prychnął w odpowiedzi i skrzyżował nogi w kostkach, podciągając je z powrotem na siedzenie. jego dłonie delikatnie zdjęły śpiącą fretkę z ramienia i ułożyły ją na kolanie, żeby przypadkiem nie spadła, w czasie gwałtownego hamowania czy skrętu. na wargach bruneta błąkał się delikatny uśmiech triumfu, a na policzkach pojawiły dorodne rumieńce.
Liam zmarszczył brwi i już otwierał usta, żeby zwrócić mu uwagę na niezapięty pas, ale pokręcił głową i machnął na to ręką, skupiając się na prowadzeniu. od dłuższego czasu czuł piasek pod powiekami, a ziewnięcia tłumił ostatkiem sił, jednak nie zamierzał ogłaszać postoju z własnej woli. dlatego ucieszył się, kiedy poprosił o niego jego towarzysz podróży. nawet, jeśli był niewiadomo jak irytujący.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz