środa, 23 maja 2018

1

w niewielkiej kwiaciarni panowała cisza, przerywana wyłącznie odgłosami krzątania się i ustawiania ciężkich doniczek w odpowiednich miejscach. raz na jakiś czas, można było usłyszeć ciche westchnienia oraz przekleństwa, kiedy ta czy inna rzecz upadła na ziemię, robiąc mały hałas.
po stosunkowo dużym pomieszczeniu przechadzał się niewysoki brunet, rzucający spojrzenia na cyferblat zegara. jego jasne dłonie były schowane w kieszeniach ciepłej bluzy, a policzki przyozdobione dorodnymi rumieńcami, kiedy niecierpliwie czekał na pojawienie się pierwszego klienta. spod czarnej grzywki wyglądały tęczówki o intensywnym kolorze zieleni, błyszczące z powodu zwykłego sobie podekscytowania oraz choroby.
tego ranka, jak w ciągu każdego innego, od momentu pierwszego dnia zimy, chłopak obudził się zakatarzony z lekkim stanem podgorączkowym. działo się tak każdego roku, od momentu, kiedy skończył osiemnaście lat, a przeziębienie zwykle przechodziło wraz z przyjściem wiosny.
Théo wypuścił cichy jęk, kiedy jego nos zatkał się i zaczerwienił jeszcze bardziej. podszedł do torby położonej za drewnianą ladą i aż podskoczył, kiedy ją otworzył. w środku, na trzech paczkach chusteczek umościło się smukłe, białe zwierzątko. najwyraźniej spało, ale brunet nie miał oporu przed odsunięciem go na bok i wyjęciem potrzebnej mu rzeczy.
serio, John? znowu? – zapytał, gładząc fretkę po małym łebku.  nie możesz wytrzymać w domu sam przez te kilka godzin?  chłopak wyciągnął rękę i położył go na podłodze. od dnia zakupu Johna, a właściwie ranka, który nastąpił po tym dniu, Théo zawsze znajdował go w swojej torbie po zejściu do kwiaciarni.
zielonooki uśmiechnął się pod nosem, kiedy poczuł przyjemne ciepło białego futerka ocierającego się o jego nogę, wyszedł przed budynek kwiaciarni i zaczął układać ścięte kwiaty w doniczkach. nie dziwiło go, że utrzymują się przez długi czas, ponieważ zdążył się do tego przyzwyczaić. wszyscy mówili, że to dzięki jego talentowi do pielęgnowania roślin, ale chłopak nie potrafił się z tym zgodzić.
po ustawieniu wszystkich donic na chodniku, Théo odetchnął głęboko i wrócił do sklepu, gdzie stanął za ladą, opierając na niej łokcie. nie minęło kilka minut, jak do budynku wszedł pierwszy z klientów. dla właściciela wyglądał dokładnie tak, jak ktoś, kto pokłócił się z ukochanym i będzie próbował go przeprosić, dlatego starał się doradzić mu jak najlepiej w wyborze bukietu, aby wyrażał dokładnie wszystkie jego uczucia. nie minęło kilka minut, jak mężczyzna opuścił kwiaciarnię, po raz kolejny dziękując brunetowi za pomoc.
Théo zachichotał i podskoczył, by usiąść na wysokim blacie, dzięki czemu mógł beztrosko machać nogami, nucąc pod nosem piosenki z bajki, którą niedawno obejrzał razem ze swoim przyjacielem. w tym czasie, kolejni zainteresowani zakupem kwiatów, wchodzili i wychodzili, nie zawsze wynosząc ze sobą nowy nabytek, ale bardzo często szeroki uśmiech.
w okolicach godziny dwudziestej, brunet usiadł na krześle w kącie pomieszczenia i zaczął konsumować kanapkę, dzieląc się małymi kęsami ze swoim zwierzakiem. jego myśli znowu wypełniały wspomnienia dziwnych snów, nawiedzających go w nocy od ponad tygodnia. za każdym razem pojawiał się w nich ten sam mężczyzna, który chciał mu coś powiedzieć, jednak gdy tylko otwierał usta, wydobywał się z nich nieprzyjemny skrzek. owa senna mara zapętlała się tylko, nie pozwalając mu na porządne wyspanie się.
– będziemy się zbierać za trochę, Johnny  westchnął, zerkając na białą fretkę, na swoich kolanach. musisz dostać swoje jedzenie, bo mi tutaj padniesz  uśmiechnął się pod nosem, wstając z miękkiego miejsca.
upewniwszy się, że do kwiaciarni nie zajrzy już nikt, Théo zaczął powoli wnosić wszystko do środka, pamiętając o wieczornym podlaniu kilku kwiatów, które wymagały tego częściej niż inne. wszystko zajęło mu prawie dwie godziny, ponieważ musiał jeszcze złożyć zamówienie na rośliny, których brakowało, a zwykle cieszyły się sporym powodzeniem. jak storczyki czy wrzos.
w końcu, kiedy wskazówki zegara zbliżały się do wskazania dwudziestej drugiej, Théo nasunął na ramiona szarą kurtkę, a potem zarzucił na jedno z nich swoją torbę, upewniwszy się, że John siedzi bezpiecznie w środku. powieki chłopaka stopniowo robiły się ociężałe, ale on starał się nie zwracać na to uwagi, pocieszając się myślą, że za kilka minut będzie mógł położyć się w ciepłym łóżku.
uśmiechając się szeroko na wspomnienie miękkiego materaca, wyszedł przed budynek i dokładnie zamknął drzwi. kiedy był pewien, że nikt nie proszony nie dostanie się do środka, przeszedł po płytach chodnika do klatki schodowej, znajdującej się obok i zniknął w niej w ułamku sekundy. po mozolnej wspinaczce po schodach, wszedł do mieszkania i odwiesił kurtkę na haczyk, a bluzę niedbale rzucił na fotel.
– dobranoc, John!  rzucił, kiedy fretka położył się na swoim legowisku i wszedł do sypialni, pozostawiając drzwi uchylone, żeby w razie czego nie musieć wstawać i wpuszczać zwierzaka. – jutro czeka nas ciężki dzień  zanucił, chwytając szczotkę z kąta pokoju. po zwiększeniu głośności radia, przez kilka minut tańczył po pomieszczeniu, głośno wtórując wokaliście.
umilkł dopiero wtedy, kiedy usłyszał głośne walenie w kaloryfer, oznaczające, że ma być cicho, ponieważ inni chcą spać. westchnąwszy cicho, brunet zdjął przez głowę białą koszulkę i zastąpił ją tą z wizerunkiem Iron Mana, a spodnie wymienił na wygodny dres. tak przygotowany, zgasił światła w domu i wsunął się pod kołdrę, a objąwszy poduszkę usnął szybko.
niemal od razu w jego sennych marzeniach pojawiła się postać tajemniczego mężczyzny, nie mogącego wydać z siebie normalnego głosu. jedynie te skrzeki. brunet jęknął cicho i podniósł się do pozycji siedzącej, przecierając oczy pięściami. miał nadzieję, że jeśli się rozbudzi, to nieprzyjemne odgłosy znikną. jednak z każdą sekundą tylko się nasilały, aż w końcu brunet otworzył szeroko oczy i krzyknął. koszmar przestał być jedynie snem.
wypełniony przerażeniem, ale i ciekawością, Théo wygrzebał się z pościeli i ruszył do salonu połączonego z korytarzem, z którego dochodziły niepokojące odgłosy. to, co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania, a strach wziął górę nad wszystkim innym, paraliżując sobą chłopaka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz