poniedziałek, 12 listopada 2018

60

przekazał Théo tyle ile mógł i został z nim potem jeszcze dość długo. kołysał go w swoich ramionach, gładząc po plecach oraz udzie i składając drobne pocałunki na jego włosach, czole, policzkach. powtarzał, że nie jest sam i zawsze może do niego przyjść, cokolwiek by się działo. chciał by miał tego świadomość. nie chciał by coś skończyło się w niewłaściwy sposób.
godzinę przed kolacją opuścił jego pokój, chcąc doprowadzić się do względnego porządku. wziął więc szybki prysznic. przebrał się w czarne dżinsy i szarą koszulkę przylegającą dokładnie do jego ciała, która podkreślała jego dobrze zbudowane ciało. podciągnął jej rękawy i udał się do sali jadalnej.
odnalazł Théo, który jak zawsze siedział przy stoliku z Niallem oraz Louisem. usiadł naprzeciwko Zayna, z którym wymienił znaczące spojrzenia. zmusił się do zjedzenia czegokolwiek, bo zdenerwowanie zbytnio mu na to nie pozwalało. zerkał na Alexandra, który jadł swój posiłek przy stole z nauczycielami, wyczekując jego znaczącego spojrzenie.
– to dziwne – odezwał się Niall. – Alexander jada z nauczycielami tylko przy specjalnych okazjach. święta, zakończenie, początek roku. co robi tu dzisiaj?
 – a co cię to interesuje, Horan – rzucił Louis, jak zwykle z nutą chłodu w głosie. – może wpadł na spotkanie towarzyskie.
Malik spojrzał spod grzywki na swojego przyjaciela, a ten wcisnął w usta kolejną porcję swojej sałatki i przeżuł. upił łyk soku, choć zdecydowanie wolałby by było to whiskey albo piwo. wesołe rozmowy, które go otaczały, drażniły go jeszcze bardziej niż się spodziewał.
znów zerknął na stół, przy którym siedział jego wuj. dostał od niego znaczące spojrzenie i wiedział, że zaraz zacznie się całe przedstawienie. odłożył sztućce na bok i odetchnął głęboko co nie umknęło uwadze wszystkich przy stole.
– pamiętaj co ci dziś mówiłem – odezwał się ściskając kolano bruneta. – zobaczymy się po kolacji u mnie.
Théo przytaknął, a on wstał od stołu, odprowadzonym zaskoczonymi spojrzeniami Louisa oraz Nialla. przemknął i podszedł do stołu nauczycielskiego. wziął od Alexandra plik kartek, na których został rozpisany harmonogram patroli. stanął za mężczyzną, który klasnął kilka razy w dłonie by uciszyć salę. gdy zapanowała kompletna cisza, przebiegł wzrokiem po uczniach i opiekunach, po czym odchrząknął i zaczął mówić.
– moi drodzy. jak wiecie mrok z każdym dniem rośnie w siłę. coraz więcej demonów zalewa ulice miasta i atakuje wam podobnych, wciąż nieświadomych swych zdolności – jego stanowczy i pewny głos, poniósł się echem po sali, a niektórzy wymienili zdziwione spojrzenia. mężczyzna posłał Liamowi spojrzenie, a ten ruszył między stolikami i zaczął rozdawać harmonogramy. – nastały niebezpieczne czasy. obawiamy się ataku na Violet Hill, dlatego ustaliliśmy harmonogram patroli granic. wraz z nauczycielami uznaliśmy również, że zajęcia zostaną skrócone do trzydziestu minut, a przerwy do dziesięciu. lekcję poranne więc będą zaczynać się o dziesiątej trzydzieści, a nie o dziewiątej. popołudniowe bez zmian zaczynają się od czternastej, ale również zostają skrócone.
– jeśli granice Violet Hill są zagrożone, to sami sobie nie poradzimy – odezwała się ze sali dziewczyna, które włosy były niczym płynna czekolada. patrzyła na harmonogram, który właśnie otrzymała od szatyna.
– proszę się nie martwić panno Collins – uspokoił ją Alexander. – powiadomiłem dziś rano oddziały ISMIO w Irlandii, Francji oraz Włoszech, tak więc na pewno wkrótce do nas zawitają.
– przepraszam, panie Alexander – ze swojego miejsca podniósł się nie kto inny jak Tom. Payne spojrzał na niego bykiem, gdy stanął u boku wuja. – ale skąd pomysł, że granice Violet Hill zostaną zaatakowane? – kilku uczniów poparło go głośno. – nic na to nie wskazuje.
 – w tym roku trafił do nas wyjątkowy pure–blood. mrok wie, że on tu jest i będzie chciał go zabić, bo jest on jedyną osobą, która może mu zagrozić – odparł głośno mężczyzna, stanowczo patrząc na bruneta. – był w świątyni na południowych granicach, gdzie duchy przekazały mu, iż granicom grozi
niebezpieczeństwo. ostatnio, podczas Beltene, miał wizję, w której jasno zobaczył atak na nas. czekaliśmy na tą osobę od wieków. to Potomek Melina – przez jadalnie przeszła fala szeptów podekscytowania, a Liam odnalazł twarz Théo , który pobladł niesamowicie. – to Théodore Monod.
wszystkie oczy zwróciły się w stronę francuza, który siedział z głową spuszczoną na swoje kolana. nie chciał patrzeć na tych wszystkich ludzi. Payne przestąpił z nogi na nogę coraz bardziej się denerwując.
– zabierz go stąd – usłyszał szept wuja przy swoim uchu. nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. przeszedł szybkim krokiem przez salę i wyciągnął dłoń do Théo. chłopak chwycił ją, a on odkrył, że jest okropnie zimna.
objął bruneta w pasie i opuścili salę jadalną. Monod cały czas miał głowę spuszczoną w dół. Liam mocno zacisnął palce na jego talii i ruszyli do jego pokoju. nacisnął klamkę i puścił go przodem, po czym wszedł za nim. i gdyby nie on, Théo prawdopodobnie osunąłby się na ziemię. złapał go jednak w ostatniej chwili i wziął na ręce. ostrożnie ułożył go na łóżku i przysiadł obok. Loki od razu pojawił się po drugiej stronie bruneta, układając łeb na piersi młodszego.
– Théo – odezwał się cicho, lekko klepiąc go po policzkach i próbując ocucić. – Théo. głodomorku, ty mój.
powieki chłopaka zatrzepotały, a chwilę potem wyłoniły się zza nich ciemnozielone tęczówki, które od razu odnalazły sarnie. uśmiechnął się do niego trochę z czułością, trochę z bólem i nachylił, by złożyć czuły pocałunek na jego czole.
– tak mi przykro – wyszeptał drżącym głosem i schował twarz w jego szyi. – tak mi przykro, że to wszystko spotyka akurat ciebie. gdybym mógł zrobiłbym co tylko w mojej mocy, by choć trochę cię odciążyć.
dłoń bruneta przebiegła po jego plecach i zacisnęła się na materiale jego szarej koszuli tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. Liam złożył pocałunek na jego odsłoniętej szyi. chwilę potem Monod wtulił się mocno w swojego opiekuna, uczepiając się go niczym mała małpka. on tulił go i kołysał, póki nie usnął. Loki ułożył się za plecami młodszego mężczyzny, ogrzewając przyjemnie jego plecy, a
szatyn przebiegł palcami przez jego sierść i sam spróbował zasnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz