Théo rozejrzał się niepewnie dookoła i zaraz spuścił spojrzenie na swoje dłonie. obracał w nich niewielki kwiatek, który wyrósł w szczelinie muru, kiedy przystanął w jednym miejscu na dłużej. zamierzał dać go swojemu opiekunowi, jednak nigdzie go nie widział. a mieli spotkać się po zajęciach, które zakończył ponad godzinę wcześniej.
zrezygnowany westchnął cicho i poprawił pasek torby, która zsuwała mu z ramienia. po przemyśleniu wszystkich opcji, jakie miał do wyboru, zdecydował się zajrzeć do Nialla. mimo wszystko potrzebował z nim porozmawiać. i było to bezpieczniejsze, niż włóczenie się po błoniach, zamku czy bibliotece, gdzie mógł go zaczepić każdy.
zostawiwszy swoje rzeczy w sypialni, przebrał się w wygodniejsze ubranie i ruszył w kierunku pokoju Horana. dotarł tam po niespełna pięciu minutach, unikając szerszych korytarzy. najpierw przysunął ucho do drzwi, żeby sprawdzić czy nie ma tam nikogo innego i zapukał donośnie. nie zaczekał na zaproszenie, tylko wsunął się do środka i posłał blondynowi delikatny uśmiech.
– hej, nie przeszkadzam ci? – zapytał nieśmiało brunet, przystając na progu i patrząc niepewnie na starszego. – przepraszam, potrzebuję z kimś posiedzieć. Liama nigdzie nie ma, Tim jest zajęta – dodał, łamiącym się głosem, wbijając paznokcie w wierzch swojej dłoni. – a nikogo innego właściwie tutaj nie znam na tyle, żeby…
brunet uciszył go machnięciem ręki i zsunął się z materaca, odrzucając na bok książkę. jej tytuł świadczył o tym, że nie jest to żaden z podręczników, a raczej romans o tytule „jezioro marzeń”. nie zawracając sobie głowy zaznaczeniem strony, stanął przed przyjacielem i przyciągnął go do uścisku.
– nie smuć się – poprosił niebieskooki, gładząc dłonią zaczerwieniony policzek
Théo. – daj spokój, wszystko jest w porządku – stwierdził, unosząc w górę kąciki swoich ust. – masz ochotę posłuchać muzyki? mam kilka nowych piosenek i myślę, że ci się spodobają – zaproponował, wdrapując się z powrotem na łóżko.
Théo przytaknął cicho i ułożył się obok, zrzucając wcześniej swoje tenisówki.
głowę ułożył na ramieniu starszego chłopaka i wsunął do ucha słuchawkę. ociężałe powieki przymknął, w oczekiwaniu na nadchodzącą melodię. kiedy rozbrzmiała, uśmiechnął się szeroko i wypuścił z ust ciche westchnienie.
– i jak? – zagadnął Niall po dłuższej chwili milczenia, lustrując go uważnie swoim błękitnym spojrzeniem. – a nie mówiłem, a nie mówiłem – zanucił zadowolony z siebie, kiedy otrzymał aprobującą odpowiedź.
Théo wywrócił oczami w odpowiedzi i podniósł się do siadu. od leżenia w niewygodnej pozycji rozbolały go plecy, więc potrzebował przeciągnąć się mocno. towarzyszył temu przeciągły jęk, przerwany w połowie przez donośnie pukanie do drzwi.
– proszę! – krzyknął Horan, wsuwając dłonie w swoje włosy, które i tak już były zmierzwione. – och, cześć Liam – powiedział nieco speszony, patrząc w sarnie oczy Payne’a i odsunął się nieco od bruneta.
– hej – skinął głową szatyn i utkwił spojrzenie w swoim chłopaku, zagryzając dolną wargę. – szukałem cię, głodomorku – powiedział, a jego ton stał się miękki i pełen troski. – przepraszam za spóźnienie? – rzucił z mniejszą pewnością siebie.
w odpowiedzi otrzymał niezadowolone prychnięcie. zielonooki zszedł niezgrabnie z materaca i nasunął na stopy trampki. pożegnawszy się z przyjacielem, mocno chwycił Liama za rękę i pociągnął w kierunku swojej sypialni. tym razem nie zawracał sobie głowy wymyślnymi okrążeniami zatłoczonych miejsc. jego mina i tak odstraszała wszystkich.
Théo wpadł do pomieszczenia i zatrzasnął drzwi, strasząc tym Johna, wygrzewającego się na parapecie. nie dając starszemu dojść do słowa, stanął na palcach i złączył ich wargi w czułym pocałunku. zamknąwszy oczy, ułożył dłonie na silnych ramionach i zacisnął na nich swoje palce.
– stęskniłem się – szepnął Théo, odsuwając się o kilka kroków i nagle zmarszczył brwi, rzucając opiekunowi niezadowolone spojrzenie. – piłeś – bardziej stwierdził niż zapytał, krzyżując ramiona na piersi.
brązowooki uniósł lekko brew i przysunął się, układając dłonie na jego krągłych biodrach. chciał coś powiedzieć, prawdopodobnie wytłumaczyć się, ale przerwało mu niezadowolone warknięcie.
– jest środek dnia! – sapnął brunet, odtrącając jego dłonie. – i właściwie dlaczego piłeś? a z resztą nieważne, nie odpowiadaj. ale wiedz, że mi się to nie podoba – tupnął nogą, wyglądając przy tym jak dziecko, któremu zabrano lizaka.
przepełniony wściekłością, przemaszerował przez pokój i zamaszystym ruchem strącił z biurka trzy książki. nie odzywając się więcej ani słowem, stanął przy oknie, odwrócony tyłem do Liama, ścisnął w drżących dłoniach brzeg swojej koszulki.
jego dolna warga drżała niebezpiecznie, zwiastując płacz, jednak w porę go powstrzymał.
czując, jak cała złość ulatuje w przeciągu kilku sekund, Théo przysiadł na parapecie i podciągnął kolana do klatki piersiowej. zanim objął je ramionami, na jego kolana wdrapał się John i pisnął pocieszająco, przesuwając szorstkim językiem po zaczerwienionych policzkach właściciela. chłopak uśmiechnął się, przebiegł palcami przez miękkie futerko i pozwolił zwierzakowi owinąć się dookoła swojej szyi.
– Théo, kochanie, nie złość się – poprosił Payne, po kilku minutach kompletnej ciszy, i przysiadł po przeciwnej stronie parapetu.
– przepraszam – szepnął Théo, a po jego policzku spłynęła samotna łza, którą otarł pospiesznie. – nie jestem zły na ciebie. po prostu… to wszystko się na mnie zwaliło i już zacząłem się gubić. i te wszystkie emocje potrzebowały ujścia, przepraszam, że padło na ciebie – załkał, owijając swoje chude ramiona wokół jego szyi.
– ćśśśś, już w porządku – szatyn przyciągnął go na swoje kolana i objął mocniej, kołysząc przy tym równomiernie. – rozumiem, staram się zrozumieć twoje położenie. i możesz mi uwierzyć na słowo, że nie jestem zachwycony tym, co się teraz dzieje wokół ciebie – powiedział spokojnie, sunąc dłonią wzdłuż drżących pleców. – porozmawiamy na spokojnie?
zielonooki pospiesznie otarł policzki i pokiwał głową. ułożył ją na ramieniu starszego, a palce zacisnął na jego koszulce, przygotowując się na słowa, jakie miały nadejść. nie był pozytywnie nastawiony, ale uspokoił się, czując, że nie został sam.
– po pierwsze, i za pewne najważniejsze – zaczął ostrożnie Liam, sunąc powoli dłonią po udzie swojego chłopaka – dzisiaj na kolacji zostanie ogłoszone coś ważnego. i powinieneś wiedzieć, że po tym staniesz się obiektem zainteresowań wszystkich adeptów. każda osoba będzie chciała ci się przypodobać, możesz być tego pewien – westchnął głosem, nie wyrażającym zadowolenia. – ale nie powinieneś ufać tym wszystkim pochlebstwom. jeśli mogę ci coś poradzić to to, żebyś trzymał się
ludzi, którym ufasz.
Théo skinął krótko głową i wtulił się mocniej w umięśnioną klatkę piersiową, poszukując tym samym ciepła i bezpieczeństwa. wiedziony przeczuciem, że nie jest to koniec rozmowy, posłał szatynowi pytające spojrzenie i zagryzł dolną wargę. od tej pory wszystko miało się stać o wiele trudniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz